| WOLA
GUŁOWSKA Klasztor
OO. Karmelitów |
Nawiedzenie relikwi św. Teresy od Dzieciątka Jezus
Sanktuarium żołnierzy kampanii wrześniowej, zlokalizowane w okazałej barokowej świątyni, było świadkiem ostatnich walk żołnierza polskiego w 1939 r., mężnie walczącego w bitwie pod pobliskim Kockiem.
"Wśród piasków Podlasia, w powiecie łukawskim, na wzniesieniu możliwem w stronach, które cechuje jednostajna nieprzejrzana równina, widnieje wspaniała świątynia, to przybytek Matki Boskiej Gułowskiej" pisał O. Franciszek Bizsak w okresie dwudziestolecia międzywojennego.
Wokół świątyni panuje upragniona cisza, niekiedy przerywana jedynie szumem lasów, wypełniających gdzieniegdzie rozległą płaszczyznę terenu. Bywają jednak dni uroczyste : w rocznicę ostatnie bitwy wrześniowej, zwłaszcza w Zielone Świątki i w dzień Narodzenia Panny Marii "..gdy w czasie odpustów - mimo deszczów i zimna, dniem i nocą nucą pieśń ku Jej czci, gdzie koją się grzesznicy, by otrzymać przebaczenie, gdy skarżą się cierpiący i proszą by Ona ukoiła ich ból, by wlała nowe siły do dalszej walki w życiu".
MATKA BOSKA GUŁOWSKA
Nim zaczęła przyciągać do tego santuarium rzesze pielgrzymów, objawiła się jednej osobie, ale posłuchajmy lepiej co na ten temat podano w najstarszym dokumencie: "Roku pańskiego 1548 zostającego na ten czas Dziedzica Gułowskiej Woli, Jego Mości Pana Hieronima Rusieckiego Chorążego Sandomierskiego. Niektóra Niewiasta Pobożna, na imię Barbara, żyjąc we Wsi Gułowskiey (gdy Małżonek iey, pod ten czas u różnych Szlachty służąc, żywność poczciwie nabywał) nad zwyczay gorętsza w Duchu nabożeństwa modliła się, przy Ukrzyżowanego Chrystusa Pana Figurze, która teraz ku wielkiemu ołtarzu przy ścianie Kościoła ze dworu zawieszona, y od wszystkich uszanowana zostaie. We Srodę Swiąteczną Roku iako wyżey, Królowa Niebios, otoczona jasnością, z gromadą Swiętych Anyołów, y Panien pokazała się tey Matronie, opowiadając wola Syna swego, aby na tym Mieyscu ku Czci y Chwale Boga, pod Tytułem Imienia swego Kaplica przez Dziedzica Gułowskiey Woli była wystawiona. " Barbara opowiedziała to zdarzenie Rusieckiemu. Znana prawdomówność i prawość charakteru zeznającej pozwoliła uwierzyć w tą opowieść. Tak więc najpierw było jedynie objawienie, wyrażające wolę Bogarodzicy.
Później pojawił się obraz. I tutaj znowu przyjdzie odwołać się do zdarzenia wyjętego wprost z kronikarskiego zapisu : "O początku zaś tego Cudownego Obrazu, od którego by Malarza, y na którym mieyscu, albo w którey stronie był odmalowany, nie może się dosiąc wiadomości. Pewna przecię iest z dawnych Inquizycyi y podania poważnych Person, y starych ludzi, tach Slachty, jako y innych Obywatelow okolicznie, jako y w samey Gułowskiey Woli mieszkaiących, z których niektórzy do lat dziewięćdziesiąt przeszli byli. Obraz ten Cudowny ofiarowany bydż od niektórego Kmiotka z Przytoczna Dzierżawy niegdy Ich Mościow Panow Zbaraskich mila iedna od Gułowskiej Woli. Ten przerzeczony (wymieniony) Kmiotek, przechodząc przez Miasteczko Lyssobyki (Łysobyki) nad Rzeką Wieprzem, podczas opłakanego czasu, kiedy Kalwinska Herezyia po Polszcze szerzyła się, grassowała furyia Ministrow, zgwałcone były Sakramenta SS. Obrazy Zbawiciela, Przenaswiętszey PANNY MARYI, y SS. Bożych podeptane, y z Kościołów wyrzucone zostaławy. Ten tedy Obraz w błocie leżący skrycie porwał, y do Domu swego zaniósł, cześć i affekt oddaiąc. Obrazowi ile mógł, co Bóg mile przyimuiąc iasnością oświecał często on Dom, z podziwieniem iego samego y wielu innych dalszych Sąsiadów. Życząc tedy honoru Matce Bożey on Kmiotek, y uważając bydź Cudowny Obraz ani swoy Domek dostateczny, ku Czci tak wielkiey Królowy. Zaprowadził do Kościoła Gułowskiey Woli ziawieniem łaskami, y do tych czas obszernieyszemi pociechami słynącego przez Cudowny Obraz Przenayświętszey Panny ozdobionego. Do którego Mieysca za Fundacyią Ich Mościow Panow Krasińskich iako Dziedzicow na ten czas wprowadzeni są Oycowie z Góry Karmelu Regularney Obserwancyi y Konwent Formalny erygowany, przez Jaśnie óświecone Xiąże Siewierskie Jego Mości Xiędza Biskupa Krakowskiego Jędrzeja Trzebickiego, aby Cześć y Chwałę Boga y Przenayświętszey Panny Maryi potomnie pomnażali, y zbawieniu ludzi służyli". Tyle zapis kronikarski w postaci druku ulotnego, zatytułowanego "Historia. Początek mieysca Gułowskiego" przechowywanego po dzisiejszy dzień w zakrystii kościoła.
Obraz przedstawia Najświętszą Marię Pannę w półpostaci, trzymającą na ramieniu Dzieciątko. Przybrana jest w ciemno-czerwoną szatę, przystrojoną złotymi lamówkami, przepasana wstęgą w jaśniejszym odcieniu. Postać przedstawiona w płaszczu z welonem w kolorze oliwkowo - zielonym, także wzbogaconym złocistymi lamówkami, modelowanymi kształtem łagodnych łuków. Uwaga jednak ukierunkowuje się ku obliczu. Głowa Madonny lekko przechylona w stronę Dzieciątka, poszukującego kontaktu wzrokowego ze swą Matką, której duże, ciemne oczy kierują się w stronę wiernych. Odnosi się wrażenie, jakby artysta popryez układ wzroku, chciał zasygnalizować modlitewne pośrednictwo między ludem a Synem Bożym, poprzez Matkę. Jej twarz posiada pełne policzki, ostro zarysowane brwi, nos prosty, a delikatne usta kryją tajemniczy uśmiech. Wreszcie, z dobrze zbudowaną szyją kontrasują subtelne dłonie. Jedna przytrzymuje Dzieciątko, druga podaje mu jabłko, na wysokości którego widzimy gest dłoni błogosławiącego Dzieciątka. Chrystusa ukazano w całej postaci, siedzącegop na ramieniu Matyki, ubranego w żółtą szatkę, spod której wychodzą stopki. Główkę Dzieciątka charakteryzuje zadumana twarz i ciemne, kędzieżawe włoski. Sakralny charakter obu postaci wyrażają płaszczyznowo potraktowane, okrągłe nimby nad główkami.
Dekoracja tła obrazu pod względem typologicznym tkwi jeszcze w średniowieczu, ze względu na złoty ornament. Bardziej nowatorski jest łuk arkadowy ograniczający kompozycję od góry. Do tego dolne partie tła stanowi ciemnoczerwona materia, nieznacznie zdobiona ornamentem roślinnym, wytłaczanym w drewnianym "gruncie" obrazu.
Sukienki metalowe i korony to zewnętrzne znaki uhonorowania N.M.P., popularne od czasów baroku. W inwentarzu klasztornym (z 1681 r). napisano, iż spawiono Panu Jezusowi srebrną sukienkę w 1664 r. - zapis dotyczy prawdopodobnie również Madonny. Do tego ufundowano srebrne blachy zdobione kwiatami (floryzowane) i one utworzyły tło obrazu. Jeszcze oprócz sukienki dano Matce Boskiej "srebrne nad głową zawicie, nad nimi promienie", w podobnym stylu koronę promienistą otrzymało Dzieciątko. Ale mniej więcej w tym samym czasie sprawiono do obrazu drugi, złoty komplet koron : "korona srebrna złocista na aksamicie szkarłatnym", wiadomo, iż jedna z koron wysadzana była rubinami . Zdecydowano się także na wyzłocenie nimbów (aureol) nad główkami i lamówek szat. W trudniejszych czasach saskich dawano sukienki skromniejsze, ze srebrzonej blachy. Podczas prac konserwatorskich w XX w. usunięto srebrną sukienkę. Jest obecnie umieszczona w ołtarz znajdującym się w oratorium klasztornym na plebanii. W górnych partiach sukienki widoczne są uszkodzenia pochodzące z II wojny światowej. Uwypuklone zdobienia powierzchni zasadniczo powtarzają układ postaci z oryginalnego malowidła. Podobnie udrapowane są szaty, a Madonna trzyma złociste jabłko. Zresztą nad głową N.M.P. oprócz nimbu umieszczono wybujałą w barokowych formach płaską koronę, też złoconą. Dzieciątko nie otrzymało korony, ale dostało książkę. Tło wypełniono skręcanymi ornamentami roślinnymi. Zamiast sukienki, na desce obrazu założono w 1982 r. korony w obrysie nimbów.
O cudowności tego obrazu świadczyły przez wieki uzdrowienia i łaski. One pomnażały wśród ludu pobożność. W 1676 r. zapisano : "Zaczął tak słynąć z cudów obraz Matki Boskiej, że w święta Tej Królowej Nieba wielka mnogość ludu się zgromadziła z wotami i darami i wielu potrzeba było kapłanów dla słuchania spowiedzi". Kilka lat wcześniej na kapitule generalnej uchwalono potrzebę spisywania cudów. Księga nie zachowała się, ale niektóre, najstarsze fakty ocaliła tradycja. Kilka szczególnych zdarzeń z autopsji zanotowali duchowni w XIX w. Znany mariolog ks. Alojzy Fridrich, zapisał m.in., że w dzień Zielonych Świąt 1892 r., siedemnastoletnia córka prawosławnego strażnika Anna Łoginów :"..przyczołgawszy się na klęczkach do wielkiego ołtarza, uczuła swędzenie w oczach, potarła sobie oczy obrusem ołtarza i w tej samej chwili przejrzała", wzrok utraciła wskutek szkarlatyny jako dwuletnie dziecko. Karmelita O. Franciszek Bizsak poszukiwał śladów łask w wotach zawieszanych przy obrazie : "wotum srebrne z r. 1831, a raczej inne z wyrytym koniem jest dowodem, że ofiarodawcę N.P. od śmierci wybawiła, gdy konie się spłoszyły, inne z wyobrażeniem oka, że uleczyła od ślepoty lub przywróciła wzrok utracony". Niejaka Petronela Wittichowa darowała wotum w kształcie serca z wyrytowanym nazwiskiem i datą : maj 1833 r. Podobne wyrazy podziękowania złożyli anonimowi czciciele. Ich podarunek posiadał rytowane dwa serca : "..pewnie za przyczyną Jej, po przeszkodach, a może po rozdwojeniu rodzinnem, złączonych w zgodzie i miłości dozgonnej".
O kanoniczne i uroczyste przeprowadzenie koronacji zabiegano już w XVII w. Najwięcej kosztowności na ten cel zebrał przeor gułowski O. Doleżyński. Spełzło na zamiarach. W XX w. starania o uroczystą koronację zainicjował O. Tadeusz Jan Stuleblak. Bp. siedlecki Jan Mazur zwrócił się za pośrednictwem Prymasa Abpa Józefa Glempa do Stolicy Apostolskiej o udzielenie zgody na koronację, którą uzyskano 9 listopada 1981 r.
Dzień koronacji wyznaczono na 5 września 1982 r. Uroczysta suma odprawiona została w południe. Prymasowi towarzyszyło wielu biskupów oraz generał zakonu O. Benitius Egbering. Poświęcenie koron miało miejsce po odczytaniu przez biskupa siedleckiego brewe Ojca św. Jana Pawła II.
PRZESZŁOŚĆ
W 1633 r. Ludwik z Krasnego Krasiński starosta płocki i kasztelan ciechanowski oraz dziedzic na Adamowie, Gułowie, Woli Gułowskiej - postanowił ufundować klasztor OO. Karmelitlitów. Akt fundacji s spisano 25 października. Uzyskał wcześniej zgodę od ordynariusza, którym był biskup Jan Albert Waza, syn króla Zygmunta III. Fundator uposażył przy tym konwent gotówką (12 tys. złp.) i dobrami ziemskimi. W 1642 r. kongregacja zakonna zatwierdziła wszystkie nadania, zastrzegając aby fundator wybudował kościół i uzyskał formalną zgodę Kurii. Następowało powolne asymilowanie się OO. Karmelitów w Woli Gułowskiej, ale nie obeszło się w okolicy bez waśni i sporów. Proboszcz z Adamowa w obawie o własne dochody wniósł w 1653 r. skargę do sądu biskupiego o dziesięciny z gruntów klasztornych. Potem sprawa trafiła ".. na drodze apelacji do samego Rzymu i dopóki ostateczne rozstrzygnięcie nie nastąpi, mieszka tu nasz prokurator z trzema kapłanami idwoma konwersami za pozwoleniem rzeczonego biskupa", notował wtedy zakonny kronikarz. Krasiński "..miejsca tego kolator przywołał tu naszych braci przygotowawszy kilkanaście tysięcy cegieł dla wybudowania muru tak kościoła jako i klasztoru", jak precyzują słowa żródła. Dar powiększył nakład (20 tys. złp.), jego syna Stanisława Krasińskiego kanonika płockiego (z 1658 r.). Kolejne hojne fundusze pomnażali m.in. kasztelanowa lubelska Eufrozyna Firlejowa (1661 r.), czy Ludwik Krasiński. Pierwsze zapisy fundacyjne dołączono do prośby o formalne erygowanie konwentu. W tym celu w marcu 1659 r. przybył O. Brokard Pastwiński (prokurator klasztoru gułowskiego) z O. Eliaszem Niewiarowskim do Kurii Biskupiej w Kielcach, gdzie rezydował biskup krakowski Andrzej Trzebicki. Został wtedy ustanowiony pierwszy przeor gułowski, którym został O. Pastwiński, a konwent liczył 6 ojców i 3 braci. Założenie tego zespołu karmelitańskiego przebyło formalną drogę (24 lata), budowa prawdopodobnie była już w toku.
Wcześniej stała w tym miejscu drewniana kaplica z XVI stulecia, według aktu erekcyjnego wybudowana : "..na nowym korzeniu"., nosiła wezwanie Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny. Przekaz tradycji o pobożnej Barbarze wskazuje na okoliczności w jakich zrodziła się decyzja. Parafia do której należała Wola Gułowska erygowana była w 1545 r., gdy wioska należała do rodziny Rusieckich herbu Rawicz. Hieronim Rusiecki postanowił wybudować w Adamowie kościół parafialny, a w 1548 r. filialną kaplicę w Woli Gułowskiej. Nic nie wiadomo na temat wyglądu pierwszej świątyni drewnianej. Tutaj skladano cześć cudownemu obrazowi Matki Boskiej i łaskami słynącemu wizerunkowi Ukrzyżowanego.
Młoda placówka karmelitańska cieszyła się od połowy XVII w. licznymi zapisami. Po fundacjach rodziny Krasińskich, do grona dobrodziejów dołączyli Stoińscy - jeden z nich O. Mikołaj Stoiński był w latach 1664 - 70 przeorem w Woli Gułowskiej. Zapisywali znaczne sumy gotówki m.in. : Anna Zwolska (1665 r.), Marianna Lasocka (1682 r.). Gdy pojawił się problem rozbudowy frontu kościoła łożyli : Teresa Pieniążkowa (1707 r.), Mikołaj Krasowski (1709 r.), kanonik krakowski Piotr Rozwadowski (1715 r.), a Eleonora Rzewuska oprócz pieniędzy podarowała także karczmę (1725 r.). Mikołaj Borowski czynił ofiary w naturze - prawdopodobnie chodziło o materiały budowlane. Były przy tym zapisy : gruntów, lasów, stawów i łąk. Obfity w uposażenia klasztor w Woli Gułowskiej wspierał bratni konwent w Lublinie.
Uwieńczeniem długo trwających prac inwestycyjno - budowlanych była konsekracja odprawiona przez biskupa sufragana lubelskiego Jana Kantego Lenczowskiego w 1782 r. Zatrzymano dawne wezwanie Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, takie samo jakie nosił krakowski klasztor OO. Karmelitów - stąd przyszli do Woli Gułowskiej pierwsi zakonnicy.
Historia kościoła doby zaborów to generalnie okres prześladowań i walki o wartości religijno - narodowe, oraz idące wślad za nimi represje. Sanktuarium wolnogułowskie pełniło rolę ostoji dla katolicyzmu, polskości ale też wyznawców obrządku greckiego (unitów), których władze carskie szykanowały. "Biedni ludziska ścieżkami polnymi, lasami od wczesnego wieczoru do późnego ranka przedzierali się skrycie, odpoczywając dniem, do Adamowa, a przebrawszy się tu lub w sąsiednich wioskach w odzież miejscowej ludności dla lepszego zamaskowania się przed zbójeckim okiem żandarma - tu przyłączali się pojedynczo lub małymi grupkami do licznych kompanii, dążących do Woli Gułowskiej". Pielgrzymki grupowe, czy indywidualnych pątników usiłowali zatrzymywać carscy żandarmii, czasem bez litości bijąc.
Remont kościoła zainicjował O. Eliasz Osiński w r. 1856, a prowadził go następny przeor O. Fortunat Jajko. Z tym okresem należy łączyć zastąpienie na wieżach gontowych daszków drewnianych nowymi hełmami z blachy. Konserwacje i modernizacje budowli, prowadzone w XX w. zachowały zasadniczy wygląd, jaki ukształtował się w dobie baroku.
ARCHITEKTURA
Kościół
wybudowano na planie prostokąta. Wzniesiony został na równinie obejmującej
stary i nowy cmentarz kościelny. Budowla sakralna jest orientowana - prezbiterium
skierowane w kierunku wschodnim, z lekkim odchyleniem ku stronie południowej.
Od elewacji frontowej rozciąga się tzw. nowy cmentarz, otoczony murem, na
którego teren wiedzie trójdzielna brama.
Duży trójnawowy kościół posiada nieco węższe prezbiterium. Patrząc na jedną z bocznych elewacji dostrzegamy 4 okna w korpusie i 3 okna w prezbiterium - świadczące o ilości przęseł w bryle budowli.Po bokach przylegają dużo niższe nawy boczne. Prezbiterium (od tyłu) zamknięte jest prostą ścianą. Dolne jego partie stanowi gładki "cokół" ścian, a strefa na wysokości okien rozczłonkowana jest parami pozornych pilastrów, przechodzących pod dachem na gzyms. Owe "występy" górne pilastrów tworzą jakby uproszczone kapitele. Ściana szczytowa prezbiterium ujęta jest przez dwa duże skręty wolutowe. Na szczycie zaś tkwi trójkątny tympanonik z krzyżykiem wieńczącym formę architektoniczną przypominającą aediculę z oknem (forma starożynej kapliczki). Całość bryły pokryta jest dachem dwuspadzistym, a nawy boczne zamknięto od góry mniej spadzistymi dachami pulpitowymi. Ściany naw bocznych wzmocniono zdwojonymi lizenami, zaś mury głównej nawy podparto schodkowymi przyporami (szkarpami). Płaszczyzny elewacji bocznych korpusu wypełniają okna zamknięte łukiem spłaszczonym (tzw. odcinkowym) Niektóre okna naw bocznych otrzymały kształt spłaszczonego trójkąta. Jest to motyw charakterystyczny dla niemieckiej architektury późnobarokowej w Bawarii, skąd przez Czechy i Morawy przeszedł do Polski. Od strony północnej przylega do prezbiterium kaplica i zakrystia. Te części kościoła powstawały od połowy XVII w. i ukończone zostały w 1704 r.
Na następne stulecie przypadła budowa dwuwieżowej fasady. Interesujące wrażenie optyczne, jakie wywołuje front świątyni, dostrzegła Zofia Walczy : "Całość fasady posiada interesującą dynamiczną formę plastyczną. Wieże ustawione są kulisowo, zaś część środkowa jest łagodnie uwypuklona na swej osi. Tym więc sposobem, posuwając się od jednego narożnika fasady do drugiego mamy najpierw falowanie w głąb, a potem do przodu, następnie znów w głąbi na koniec do przodu". Fasada podzielona jest na dwie kondygnacje. Natomiast pod względem podziałów pionowych jest to front trójosiowy. Ten trójdzielny charakter podkreślają smukłe okna oraz trzy prostokątne wejścia do świątyni, z delikatnie zarysowanymi łukami koszowymi. Środkowa część elewacji została nieznacznie wybrzuszona. Nad głównym wejściem dominuje wysokie okno wypełnione szkleniem witrażowym z krzyżem. Pod nim niewielki balkonik. Szczytowe partie osi środkowej zamuka od góry półokrągły przyczółek, a po bokach wolutowe skręty. Dolną część fasady na całej szerokości zdobi rustyka w postaci szerokich pasów w układzie poziomym.
Dwie kondygnacje frontu rozgranicza pofalowany gzyms oraz "ślepa" balustrada. I wreszcie wspomnieć trzeba o pilastrach. Jedne są wypukłe, drugie wklęsłe. Ich rola dekoracyjna przeważ więc znacznie nad funkcją budowlaną. Podobne rozwiązania zastosowano w pobenedyktyńskim Opactwie w Sieciechowie.
Monumentalny charakter budowli w największym stopniu potęgują dwie wieże. Wyższe ich kondygnacje są nieco mniejsze niż dolne, ale tak samo narożniki zamknięto zdwojonymi pilastrami. Naroża ukształtowano tak by stworzyć kąty ostre. Ze wszystkich stron obu wież występują wydłużone okna oraz okrągłe płyciny w profilowanych ramkach. Obecnie wieże zwieńczone są ośmiobocznymi hełmami z latarniami i iglicami, na których tkwią krzyże (jeszcze na rycinie z II połowy XIX w. widzimy wieże kościelne przykryte prostymi ostrosłupowymi daszkami). Dawniej dzwony zawieszone były na wieży północnej. Po ich zarekwirowaniu używano sygnaturki w trzecim punkcie wieżowym, na środku dachu kościelnego. Dnia 8 sierpnia 1952 r. wieczorem miał miejsce wypadek. Podczas huraganowej burzy połączonej z gradobiciem : "..prawy wierzchołek wieży został złamany i wraz z olbrzymim krzyżem runął na dach bocznej nawy łamiąc pod sobą 4 krokwie i niszcząc blachę". Nie uszkodził sklepienia.
Architektura wnętrza prezentuje klarowny układ trójnawowy - bazylikowy. Nawa środkowa i prezbiterium, przykryte zostały kolebkowym sklepieniem wspartym na pasach (gurtach). Sklepienie posiada, ze względu na obecność okien głębokie wklęśnięcia - lunety. Same zaś okna zagłębione są w glifach. Ściany międzynawowe tworzone są przez układ czterech arkad z obu stron. Wzdłuż filarów biegną ku górze zdwojone pilastry dzwigające podwójny gzyms z szerokim architrawem pośrodku. Elewacje wewnętrzne pozbawione są stiuków czy polichromii, dzięki czemu struktura architektoniczna jest tutaj jasna, klarowna, linearna w swym charakterze. Żaden dekoracyjny szczegół nie zakłócił tej prostej wytworności i niepopularnego w dobie rokoka spokoju.
Za projektanta tej budowli uchodzi kontrowersyjny architekt ksiądz Ciołkiewicz z Tarłowa. Wiadomo o nim, że podjął się on budowy kościoła OO. Pijarów w Lukowie. Tam "..zaledwie położono fundamenta, gdy się okazało, że ten pseudoarchitekt nie miał pojęcia o sztuce budowania".(cyt. ks. Krupiński). Forma fasady w Woli Gułowskiej pozostaje jednak w ścisłym związku ze świątyniami w Sieciechowie, Puchaczowie i Baranowie. Zofia Łabaj nie wyklucza udziału jednego architekta przy powstaniu tych kościołów, łącznie z Wolą Gułowską. Bryła zdradza również pewne wpływy sztuki Bernarda Meretyna, zwłaszcza z jego projektu unickiej katedry św. Jura we Lwowie.
KAPLICA UKRZYŻOWANIA
O niezwykłym wizerunku Ukrzyżowanego Chrystusa wspomina już cytowany wcześniej dokument "Historia. Początek Miejsca Gułowskiego". Przy krzyżu modliła się Barbara, która otrzymała dar objawienia N.M.P. W XVII w. napisano o :"Ukrzyżowanego Chrystusa Pana Figurze, która teraz ku wielkiemu ołtarzu przy ścianie Kościoła ze dworu zawieszona, y od wszystkich uszanowana zostaie". Więc kult Krzyża zaczynał się od zewnątrz kościoła.
Na początku XVIII w. zakończono budowę kościoła i kaplicy Ukrzyżowania. Wtedy na kongregacji definitorialnej przedstawiono prośbę kanonika krakowskiego Henryka Firleja o codzienne odprawianie mszy św. Wyrażono zgodę "..biorąc pod uwagę dobrodziejstwa uczynione temu konwentowi przez tegoż Wielebnego Pana". Łożył bowiem znaczne sumy na budowę. Przypuszczalnie tenże kanonik (późniejszy biskup), zostawił fundusz na ołtarz w kaplicy świętokrzyskiej. Do chwili zrobienia w prezbiterium głównego ołtarza (połowa XVIII w.), znajdował się w tej kaplicy obraz Matki Boskiej Gułowskiej.
Trójprzęsłowa kaplica przykryta jest krzyżowym sklepieniem. Posiada trzy okna zamknięte płaskimi łukami (odcinkowymi).
Krucyfiks w ołtarzu nosi cechy późnośredniowieczne z nowszymi uzupełnieniami. W tle rzeźby odmalowano postacie Matki Bolesnej i św. Jana Ewangelisty, świadków z Golgoty. Tabernakulum z Barankiem Eucharystycznym rzeźbiono w drewnie, posiada takie same cechy stylistyczne jak pozostałe wyroby snycerskie w kościele i zapewne też pochodzi z XVIII w. Mensę ołtarzową przysłonięto malowanym antenpendium z XX w., ze sceną Ostatniej Wieczerzy.
Tuż przy wejściu, obok konfesjonału, można zwrócić uwagę na siedemnastowieczną skarbonę - skrzynię potężną obitą płatami i pasami metalu z solidnym zamknięciem. W tej części kaplicy znajduje się drewniany chór wsparty na jednej kolumnie.
W 1950 r. postanowiono pomalować wnętrze kaplicy. Opis i intencję takiego wyboru tematu podaje kronikarski zapis : "obok nowej postaci Chrystusa ukazującego bok, z którego płynie Krew i Woda i z napisem ?Jezu Ufam Tobie? - znajduje się również na suficie kaplicy pięknie wykonany duży herb Zakonu Karmelitów", który miał być nawiązaniem "..do zamierzonych uroczystości jubileuszowych Zakonu z okazji 700 lecia podania przez Matkę Bożą Szkaplerza świętemu Szymonowi Stock, w bieżącym roku przypadających". Wspomniany jubileusz obchodzono uroczyście w Woli Gułowskiej w 1951 r. Pozostała po nim m.in. polichromia kapliczna, której nadano neobarokowy charakter, chociaż wizerunki "Miłosierdzia Bożego" i "Chrystusa w Ogrojcu" wyraźnie cerpały z nowszych wzorców.
OŁTARZE
Swoją stylistyką nawiązują do ołtarza głównego, chociaż pod względem nasycenia ornamentyki dekoracyjnej, są uboższe. Dawniej (końcem XVIII w.) we wnętrzu kościoła znajdowało się siedem ołtarzy, z czego ocalały cztery, łącznie z głownym. Twórcami tych dzieł snycerskich byli bracia zakonni Izydor Mastalski i Grzegorz Kaczyrek.
We wnętrzu nawy środkowej dają się zauważyć, przede wszystkim dwa prawie identyczne ołtarze ustawione tuż przy łuku tęczowym - wejściu do prezbiterium. Flankowane są jasnymi kolumnami, dzwigającymi przerwany w środku gzyms, na którym znajdują się putta. Górne częśći tych ołtarz są bardzo wysokie, ze względu na fakt, iż twórcy przewidzieli je na dwa obrazy (spuszcznie w dół jednego przedstawienia malarskiego, powodowało schowanie się drugiego malowidła). Zresztą tego typu rozwiązanie było dość popularne w dobie rozwiniętego baroku. Na górnych częściach retabulów znalazły się promieniste kręgi z hirogramami Marii i Jezusa. Części środkowe flankowane są po bokach przez pilastry, których kapitele posiadają kształt obłoków. Na szczyty trafiły postacie aniołów, z jednej strony z krzyżem, z drugiej z wagą. Obecnie w ołtarzach znajdują się współczesne obrazy ukazujące Matkę Boską Szkaplerzną i Najświętsze Serce Jezusa, w półkolistych obramieniach. Dawniej znajdowały się tu obrazy św. Antoniego (z lewej) i proroka Eliasza (z prawej). Malarską sferę obu ołtarzy wzbogacają pełnoplastyczne rzeźby świętych karmelitańskich : Cyryla, Telesfora, Alberta i Anioła.
Następny ołtarz w podobnym stylu ustawiony jest w prawej nawie kościoła. Ponad mensą znajduje się obraz ze szkoły włoskiej, a nad nim zabytkowa replika w sukience srebrnej cudownego obrazu Matki Boskiej Białynickiej. Została umieszczona w tym miejscu później. W tym celu promienisty krąg przesunięto wyżej pod samo sklepienie. Ołtarz podzielony jest jest na dwie kondygnacje, schodkowo załamanym gzymsem, wspartym na czterech pilastrach i dwóch kanelurowanych kolumnach, wysuniętych do przodu, przy których w nastawie ustawiono rzeźby aniołów adorujących Najświętszy Sakrament w tabernakulum. Wszystkie wspomniane óltarze drewniane, są marmoryzowane politurą imitującą brązowy i biały kamień. Niektóre detale pozłocono. Wyroby te reprezentują lokalny nurt późnobarokowego snycerstwa, w którym dają się zauważyć stylistyczne zwiastuny nadchodzącej epoki neoklasycyzmu (zwłaszcza w ołtarzu prawej nawy).
Pozostałe drewniane ołtarze pochodzą z czasów późniejszych. Ołtarz Przemienienia Pańskiego zwany też "Kleberczykowskim" reprezentuje styl XIX stulecia, podobnie jak ołtarz z obrazem św. Jana Nepomucena. Ten drugi podobno ma ideowy związek ze studzienką niezwykłej wody w podziemiach kościoła.
PODZIEMIA
Napawają tajemniczością, a może i grozą. Do ciemnego, wilgotnego labiryntu, podkościelnych korytarzy, wchodzimy przez wejście znajdujące się za prezbiterium. Ciągi korytarzowych przejść sklepione są kolebkowo, ukształtowane murowaniem z cegły. Od lat duż słyszy się o nieprzeciętnym działaniu wody źródlanej w studzience pod kościołem. Dochodząc do niej spotykamy głębokie wnęki, gdzieniegdzie trafić można na drewnianą trumnę. Jedna wsparta jest na ludzkich czaszkach i piszczelach. W okresie dwudziestolecia międzywojennego O. Franciszek Bizsak pisał m.in. : "W podziemiach kościoła nie spotykamy nic, coby nas zaciekwić mogło, ani pod względem zabytkowym, ani pod względem specjalnej struktury budowlanej. Pojedyncze ścianki o grubości jednej cegły zamurowane, obecnie po wyłamaniu tychże ścianek, obnażone wnętrze forominów tutejszych katakumb, nie zdradzają najmniejszych śladów jakichkolwiek sarkofagów metalowych, jeno kości szczątyki złożonych tu zwłok ludzkich, nigdzie śladu dzieł sztuki, nigdzie podygnitarskiej godności". Zapewne więc chowano tutaj doczesne szczątki ojców i braci zakonnych, chociaż niesposób wykluczyć, iż wśród nich pochowano jakiś zapomnianych fundatorów, pobożnością i pokorą wiedzionych.
Studzienka ujęta jest cylindrycznym murowaniem z cegły. Według danych z 1925 r. "Słup wody, krystalicznie czystej wynosi 40 cm. od studzienki przeprowadzony jest kanalik popod kościól, z wylotem na plac kościelny".
Zgodnie z tradycją z piwnic kościelnych wychodzi tajemne przejście podziemne o wąskim, trudnym do przeciśnięcia się gardle. Początek tego niejasnego korytarza, możliwy jest do stwierdzenia w podziemiu na wysokości fasady kościoła.
KLASZTOR
Zapis fundacyjny świadczy, że już w 1633 r. pierwsi zakonnicy zamieszkali w nowo wybudowanym pomieszczeniu. Z pewnością nie był to jeszcze gmach klasztorny. Natomiast wzmianka z 1659 r. stwierdza, że klasztor był już wybudowany obok drewnianej kaplicy. W tym samym czasie komisarze biskupi stwierdzili, że majątek klasztorny wystarcza do utrzymania przynajmniej 12 zakonników zgodnie z regułą. W 1664 r. notowanych było 14 ojców i braci,, więc dlatego w 1667 r. ustanowiono w klasztorze wolnogułowskim nowicjat. W natępnych dziesięcioleciach konwent ten jest drugim po Krakowie pod względem liczebności kleru, klasztorem karmelitańskim. W czasach saskich zlikwidowano nowicjat, by w 1779 r. ponownie poruszyć problem jego reaktywacji. W dobie Komisji Edukacji Narodowej powołano przyklasztorną szkołę. W 1824 r. klasztor znalazł się w obszarze nowo powstałej prowincji warszawskiej. Trwa powolny regres klasztornego bytu. W latach 1828 i 1843 powoływano nowicjat, który funkcjonował do czasów powstania styczniowego. Założono w klasztorze także studium gramatyczno - retoryczne, a w 1845 r. studium teologii dogmatycznej oraz studium kaznodziejskie. W związku z tym klasztor od XVII w. cieszył się pokaźną biblioteką, gdzie nawet "Birkowski stary oszarpany", czy "Żywoty święte stare odrapane".
Pierwotny budynek klasztoru nie zachował się do współczesności. Spłonął w 1835 r. Jedynie obok północnej ściany kościoła przylega parterowy fragment klasztoru, ukształtował się on najprawdopodobniej w 1869 r., gdy urządzono tutaj plebanię. Drugi, nowy gmach plebanii reprezentuje bezstylową architekturę naszego stulecia.
OO. KARMELICI A POWSTANIA
Czyn zbrojny narodu polskiego splótł się z historia tego konwentu. Pierwszym sławnym uczestnikiem zrywu zbrojnego, jeszcze w XVIII w., był O. Marek Jandowicz "apostoł" konfederatów barskich, których szeregi zasilił jako zakonnik z Woli Gułowskiej (postać szerzej przedstawiona w rozdziale Pilzno).
Zakonnicy znacznie bardziej masowo zaangażowali się w sprawę powstania styczniowego. Przypomnijmy, iż manifestacja patriotyczna w lutym 1861 r. rozpoczęła się mszą św. w klasztorze OO. Karmelitów na Lesznie w Warszawie. W 1863 r. klasztor przekazywał dla powstańców broń. W tym czasie O. Nazary Drążkowski wygłaszał kazania przepojone patriotycznymi nastrojami. Za wybitnego Karmelitę powstania uchodził O. Anastazy Jadochowski. Będąc powstańczym naczelnikiem miasta Baaranowa, zbierał podatki na cele powstania. Do niego zgłaszali się ochotnicy do powstania i przy nim składali przysięgę wierności. O. Jadochowski prowadził nawet procesję kościelną, by powitać powstańców po zwycięskiej walce stoczonej pod Żyrzynem. Po upadku, aresztowany w lutym 1864 r. wespół z przeorem O. Fortunatem Jajko. Obydwaj stanęli przed sądem. O. Anastazy pozbawiony praw i skazany na katorgę, zmarł na zesłaniu w Wołogdzie w maju 1876 r. O. Fortunatowi udowodniono kontakty z dowódcami powstańczymi i gromadzenie broni w klasztorze. Skazany na więzienie. Wypuszczony w jesieni 1864 r., lecz niebawem ponownie aresztowany i zamknięty w twierdzy w Dęblinie. Jego przypadek objęty został amnestią w maju 1866 r.Opuściwszy więzienie został skierowany przez władze carskie do klasztoru w Oborach. Doczekawszy sędziwego wieku zmarł w 1911 r. w Przasnyszu. Podobny los spotkał byłego przeora w Woli Gułowskiej, O. Eliasza Osińskiego. Za wspieranie powstania otrzymał wyrok zesłania do guberni archangielskiej. Rodzina czyniła starania o zezwolenie, które otrzymał od namiestnika Królestwa Polskiego, pod warunkiem, że zamieszka w Warszawie i zrezygnuje z obowiązków kapłana. O. Eliasz takie warunki odrzucił, dlatego jeszcze w 1881 r. figuruje na spisie zesłańców. W gronie wspierających powstanie znaleźli się m.in. O. Franciszek Parafiński i O.Ryszard Machnikowski oraz wielu dzisiaj już zapomnianych bohaterów. W kronice klasztornej znajdujemy relację,że "..w Radoryżu na plebanii jak opowiadają jeden z Ojców Karmelitów zorganizował oddział, który wyruszył w nocy do Łysobyki i tam napadł na oddział moskiewski, który w pień wyciął..".
O. CIERPISZ
Duża indywidualnością duchową zakonu dziewiętnastego stulecia, w Woli Gułowskiej był karmelta O. Ludwik Cierpisz. Przybył z Kłodawy w 1862 r. "Zakonnik wielkiego ducha, czystego charakteru, silny w wierze, pokładający całą swą ufność w Bogu w Trójcy Jedynym i Cudownej Jego Matce, której obrazu troskliwie pilnował i bronił przed zniewagą".Gotowy był poświęcić życie, niż opuścić wybraną przez siebie drogę życia w zakonie. Człowiek dużej wrażliwości a zarazem uosobienie silnego charakteru. Stanowczo sprzeciwiał się niesprawiedliwym "ukazom" carskim. Kiedyś przybyli żandarmi rosyjscy, przemocą wywlekli O. Cierpisza z klasztoru do sąsiedniej wioski Lipiny, gdzie zamierzali wykonać wyrok śmierci. Państwo Hybowscy, dziedzicowie mieszkający w dworze lipińskim uratowali Karmelitę. Zaprosili żandarmów w gościnę, stwarzając tymsamym sposobnośćdo ucieczki O. Cierpiszowi, który wymknął się z opresji. Uciekł do Woli Gułowskiej i tam ukrywał się w piwnicy.
O. Ludwik będąc przykładnym katolikiem, potrafił też należycie opiekować się Unitami. Dbał o młodzież żeńską i męską. Zasłynął również jako gorliwy spowiednik. Rozniecał działalność Arcybractwa Szkaplerza św., Różańca Najświętszego Sakramentu czy Tercjarzy św. Franciszka.. Nigdy nie pogodził się z faktem rozwiązania przez władze zaborcze klasztoru, pracował wytrwale jako karmelitański duszpasterz, przy boku księdza diecezjalnego w parafii. W 1875 r. jako wikary pełnił obowiązki administratora parafii, podobnie w okresie od 1886 - 87 r. Przeczuwając swój zgon przeprowadził się do klasztoru w Oborach w 1892 r. Jeszcze w Woli Gułowskiej prosił : "Módlcie się tylko, proście P. Boga i tej Cudownej Panienki, a zobaczycie, że wkrótce przyjdą tutaj ci sami zakonnicy co ja i w tem habicie ciemnobrązowym, przepasanym pasem skórznym i w tym samym białym płaszczu, któru Eljasz zostawił swemu następcy prorokowi Elizeuszowi..."
PARAFIA W WOLI
Zaborcy w połowie XIX w. zamierzali utworzyć w Woli Gułowskiej monaster prawosławny. Po kasacji O. Karmelitów, w litopadzie 1864 r., kapucyn O. Beniamin Szymański postarał się o patronat nad cudownym obrazem i kościołem. Dzięki temu 11 kwietnia 1869 r. założono w Woli Gułowskiej parafię, która obejmowała kilka okolicznych miejscowości. Pierwszym proboszczem został ks. Roman Branik, a zastępował go karmelta O. Cierpisz. Następnie w latach 1875 - 86 proboszczem był były przeor karmelitów O. ks. Franciszek Parafiński, zmarł nagle w Boże Narodzenie w korytarzu klasztornym. Wiele inwestycji w kościele (posadzka, organy) wykonano staraniem ks. Pawła Dziamarskiego 1887 - 1898 r., później wywieziony przez władze w głąb Rosji.
Ostatnim proboszczem diecezjalnym w Woli Gułowskiej był w latach 1923 - 24 ks. Leon Kalinowski, spokrewniony z O. Rafałem Kalinowskim Karmelitą Bosym.. W swoim raporcie dla biskupa Henryka Przeździeckiego ks. Leon jasno podkreślił, że sprawiedliwą i z punktu widzenia społecznego jest koryzstnie, aby ta parafia z powrotem wróciła do zakonu Karmelitów. Za przyzwoleniem biskupa ówczesny prowincjał O. Teodor Bajorek pojechał do Woli Gułowskiej, odprawił tutaj inauguracyjną mszę św. i omówił z proboszczem problem powrotu kościoła do zakonu. Zgodę otrzymano w Rzymie. Biskup siedlecki w styczniu 1924 r. wystosował pismo, w którym czytamz m.in., że kościół : "..dotychczas w dobrym stanie zachowany, wraz z wszystkimi zabudowaniami gospodarczymi do niego należącymi, z całym inwentarzem, Czcigodnemu Zakonowi Braci N, Marii P. z Góry Karmelu w ręce Najprzewielebniejszego O. Teodora Bajorka, Prowincjała wspomnianego Zakonu i Przewielebnego O. Rajmunda Golonki Przeora.." oddany został. Uroczysta inauguracja miała miejsce 27 kwietnia 1924 r.
WOLA KARMELITAŃSKA
OO. Karmelici są tutaj od momentu fundacji w XVII w. po dzisiejsze czsy, z przerwą 60 lat (1864 - 1924).
Pierwszym przeorem reaktywowanego konwentu został O. Rajmund Golonka, pełniący swą posługę do 1930 r. Był zakonnikiem energicznym, pomysłowym. Skończył teologię z wyróżnioeniem. Służył także jako kapelan wojskowy, na wielu odcinkach frontu. Wcześniej pracował w klasztorze w Rozdole. W Woli Gułowskiej zajął się zaadoptowaniem budynków na cele klasztorne. Przeprowadził gruntowny remont kościoła. Następną jego funkcją był przeorat we Lwowie. Po nim do Woli Gułowskiej pojechał z Krakowa O. Gabriel Wielgus i przez następne trzy lata był tam przeorem, lecz w końcu sekularyzował się, zostawszy wikarym w diecezji pińskiej. Parafianie zaś z Woli oświadczyli biskupowi "..że życzą sobie mieć kapłana dużego wzrostu i o silnym głosie".
Ojcowie w 1930 r. zadecydowali, że nowym przeorem zostanie O. Apolinary Roman, znany z zapału inwestycyjnego w Rozdole :"..swoim sprytem nie dopuścił do stopienia dzwonów zarekwirowanych przez wojsko, lecz te dzwony zabrane jeździły przez rok po kraju, następnie umieszczone zostały w Muzeum w Krakowie, wyszukał je, odebrał i jeszcze dokupił trzy inne dzwony". Znany również z tego,iż rozbudzał skutecznie pobożność. Również dobry owoc przynosiła jego praca na ambonie, w konfesjonale czy szkole. Kiedy generał zakonu O. Eljasz Magennis proponował mu objęcie prowincji w Polsce, zrezygnował z godności. Wolał pojechać do Woli Gułowskiej i tu robić porządki. Zaczął remont kościoła i klasztoru. Dokupił 9 ha lasu i trochę ziemi dla zapewnienia utrzymania zakonników . O. Apolinaremu zawdzięcza miejscowość założenie poczty w r. 1934 i rok później telefonizację. Przeorem był do 1942 r., zmarł zaraziwszy się w czasie epidemii od chorych na tyfus. Pozostawił po sobie pamięć człowieka o bystrym umyśle, pracującego dla Boga i ludzi.
W dalszych trudnych latach okupacji 1942 - 46 obowiązki przeora pełnili O. Cyryl Szysler. Po nim przybył O. Spirydion Pityński, który według kroniki : "Kościół zastał w stanie godnym pożałowania - bez okien, brudny z podziurawionymi mocno dachami - wszędzie dawało się zauważyć rażące braki i niedbalstwo. Daleko gorzej przedstawiał się klasztor - istna ruina - podobna racej do starej zniszczonej karczmy aniżeli do klasztoru, czy też plebanii". W listopadzie 1946 r. rozpoczęto remont. Prace przybrały na intensywności za przeora O. Alberta Urbańskiego. Zabiegom O. Leonarda Śliwy i O. Tadeusza Stuleblaka zawdzięcza kościół swój obecny wygląd.
ŻOŁNIERSKIE SANKTUARIUM
Był r.1939. Dobiegała końca kampania wrześniowa. W Woli Gułowskiej znalazła się część brygady "Plis" pułkownika Kazimierza Plisowskiego, ktorej działania zbrojne prowadzone były w ramach brygady kawalerii "Zaza", mającej zadanie osłony Samodzielnej Grupy Operacyjnej (SGO). Zachodnią cżęść Woli Gułowskiej obsadził 10 pułk ułanów litewskich podpułkownika Kazimierza Buslera, zaś wschodnie rejony miejscowości miał umacniać 5 pułk ułanów dowodzony przez majora Bronisława Kulika. 4 października niemieckie natarcie, mimo zaciętej obrony, wdarło się do Woli. Wróg zdołał wtargnąć do klasztoru i kościóła, jego okna przerobione na strzelnice i dodatkowo osłonięte płytami nagrobkowymi, obsadzono bronią maszynową. Wojsko Polskie nie zrezygnowało z odzyskania Woli . 5 października udało się polskim żołnierzom w godzinach przedpołudniowych odzyskać kościół. Wzięto do niewoli kilkudziesięciu jeńców niemieckich. Niebawem zgrupowania niemieckie otworzyły ogień artylerii ciężkiej, od której zaczęły płonąć domy i jedna z wież kościelnych. Po stronie polskiej amunicji było coraz mniej. Godziny oporu stały się policzone.
Pamięć żołnierzy września uczczono w kruchcie kościoła wieloma tablicami pamiątkowymi. Jedna z nich poświęcona jest samemy generałowi Kleebergowi i prezentuje jego popiersie. Niżej tablica z napisem : "Żołnierzom S.G.O. Polesie Generała Franciszka Kleeberga, którzy w latach 1939 - 45 wierni przysiędze życie złożyli w ofierze ojczyźnie w hołdzie. Towarzysze broni. A.D. 1981". Żyjący koledzy przybywają tu w każdą rocznicę ostatniej biwtwy września 1939 r.. Obydwie tablice kompozycyjnie zespolone są malowidłem złożonym z broni (tzw. panoplia), splecionej z pnączami roślinnymi. Wyżej krzyż, płonący znicz, orzeł oraz napis na wstędze "BÓG HONOR OJCZYZNA".
OBRAZ Z BIAŁYNICZ
Obecność w Woli Gułowskiej Madonny z Białynicz, której kopię obrazu umieszczono w górnej części ołtarza z prawej nawy, pozwala, aby na zakończenie przywołać pamięć jednego z wielu dawnych sanktuariów. Podążały bowiem do kresowych Białynicz, by złożyć cześć Matce Boga, tysiące pilgrzymów : litewskich, białoruskich, ukraińskich, polskich i wielu innych. Na zakończenie więc, niech Madonna Białynicka przypomina Marię Pannę obecną niegdyś w sposób szczególny, w wielu sanktuariach kresowych.
Mała miejscowość Białynicze nad niewielką rzeką Drucią (będącą prawym dopływem Dniepru), posiadała dzięki fundacjom rodziny Sapiehów karmelitańskie sanktuarium Maryjne. Dokument fundacyjny wystawił kanclerz i hetman wielki litewski Lew Sapieha w r. 1628, zobowiązując się do wybudowania z drewna kościoła i klasztoru, któremu patronować ma Najświętsza Maria Panna wspólnie ze św. Leonem (fundatorskim opiekunem). Fundację zalegalizował Zygmunt III Waza w 1624 r. Nowo założoną placówkę uposażył Sapieha swoimi wioskami : Cerkowiszcze, Cichcin, Perona, Uholszczyzna, ojcowie Karmelici zaś ze swej strony zobowiązali się obsadzić klasztor conajmniej dwunastoma zakonnikami. Oprócz prowadzenia pracy duszpasterskiej, nauczania w szkole, mieli odprawiać nabożeństwo m.in. "w poniedziałek za grzechy" fundatora, a "w środy z prośbą o jego potrzebach", natomiast po śmierci Sapiehy "w piątki o Męce Pańskiej" i w intencjach jego dzieci każdej soboty. Młodszy z rodu, Kazimierz Leon Sapieha urządził w klasztorze drukarnię i hojnie uposażył konwent : monstrancją, srebrnymi kielichami oraz wieloma innymi paramentami. Sprawił również "szczerozłotą blachę", dla najważniejszego w tej świątyni obrazu.
Tradycja ludowa wiele głosiła wieści i legend na temat obrazu białynickiego. Powtarzane były z ust do ust, ubarwiane kolorytem słownego obrazu, wzbogacane fantazją ludzkiego przekazu, chociaż trudne do analizowania w kontekście prawdy historycznej, to jednak w gruncie te powiastki doskonale dokumentują przywiązanie i cześć naszych przodków do Bogarodzicy. Warto przytoczyć choć parę. Jedni twierdzili, że twórcą tej "ikony", był aż św. Łukasz (ta legenda znajduje wiele pokrewnych analogii). Inni twierdzili, że do namalowania wizerunku zstąpił z nieba anioł. Najbardziej rozbudowaną literacko narrację uwieczniła przed laty Wanda Budnicz - Budzianowska, spisująca opowieść z relacji ks. Czechowicza, ostatniego Karmelity w Białyniczach : "W pewien głuchy wieczór jesienny, gdy zmrok gęsty otulił już ziemię, a chłód przenikliwy zapędził ludzi do ciepłych izb i kominków, do furty klasztornej zapukał przybysz jakiś spóźniony. Brat oddzwierny uchylił drzwi wejściowych i oczom jego ukazała się postać ubogiego staruszka o miłym obliczu. Przybyły pozdrowił słowem Bożem zakonnika...", i jakiś czas przebywał w klasztorze. W refektarzu przybysza częstowano, ten zaś w milczeniu, ale z uwagą słuchał klasztornych opowieści, w których często przewijał się problem potrzeby w konwencie cudownego obrazu. Nazjutrz na posiłek gość nie przyszedł. Poszedł więc jeden z braci do celi, przeznaczonej na nocny spoczynek dla staruszka, ale i tutaj go nie znalazł. Spostrzegł natomiast wyjętą z zawiasów okiennicę i położoną na stole. Według opowieści : "Na dębowym tle desek jarzył się żywemi barwami śliczny obraz przedstawiający Najświętszą Marię Pannę z Dzieciątkiem na ręku. Dziwnie dobre i słodkie oczy spoglądały na braciszka jak żywe, jakieś nieznane, a mocne uczucie przenikało serce zakonnika, czuł, że stało się coś nadprzyrodzonego."
Wśród badaczy przeszłości pojawiały się sprzeczne opinie. Żegota Pauli skrupulatny poszukiwacz ginących okruchów historii, podaje w swoich zapiskach opartych na źródłach rosyjskich, że OO. Karmelici otrzymali ten obraz za pośrednictwem Lwa Sapiehy, od Bazylianów z kutejskiego monasteru na przedmieściach Orszy, w r. 1623. Informacji tej nie uznał za wiarygodną, zasłużony dla mariologii O. Wacław Nowakowski (kapucyn), który znał z opowiadań tradycję klasztorną i nią przepojony, w staruszku z przytoczonej wyżej opowieści widział twórcę obrazu. Ów wędrowny artysta, według podań przekazanych piórem przez O. Wacława, nie wykończył szat Madonny i nie wziąwszy zapłaty - zniknął.
Pewne informacje na temat kultu w Białyniczach pojawiają się od 1634 r. W r. 1635 Krzysztof Zawisza (marszałek wielki litewski) sprawił dla cudownego obrazu sukienkę z koronami, srebrną, pozłacaną. W obliczu : rabunku, zbrodni i pożogi jaką niosły wojska moskiewskie na kresach Rzeczypospolitej, jesienią 1655 r., obraz Marii z Białynicz przeniesiono do Lachowicz w dawnym województwie nowogrodzkim. Miejscowość ta wówczas należała do Pawła Sapiehy hetmana litewskiego i była dobrze ufortyfikowanym na Litwie punktem obronnym. W tym samym czasie, gdy Częstochowa broniła się przed inwazją szwedzką, Lachowice z Białynicką Madonną dawały odpór atakom moskiewskich najeźdźców. Wtedy, powiada w pamiętniku Pasek, Polacy zgodnie z Litwinami : "idąc, odprawowali swoje nabożeństwa, śpiewali godzinki, kapelani na koniach jadąc, słuchali spowiedzi. Każdy dysponował się, żeby był jak najgotowszy na śmierć". Po zwycięstwie, Czarniecki z Sapiehą triumfalnie wchodzili do Lachowic i wraz z tłumami chóralnie odśpiewali Te Deum Laudamus przed obrazem z Białynicz, a był to dzień Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny.
Wizerunek z Białynicz trwał w bezpieczniejszych Lachowicach ponad wiek. Dopiero dzięki zabiegom OO. Karmelitów i poparciu księżnej Teofili z Jabłonowskich Sapieżyny (małżonki Józefa Sapiehy krajczego litewskiego), doprowadzono do uroczystego powrotu obrazu do Białynicz, dla którego w 1760 r. wzniesiono nowy kościół. Od 1755 r. działała komisja, zbierająca pod przysięgą wiadomości o cudownych uzdrowieniach i nadprzyrodzonych wpływach uzyskanych za pośrednictwem modłów zanoszonych przed oblicze tej właśnie Madonny. W komisji pracował ks. Jan Szumski i ks. Józef Kryński, mocą decyzji biskupa wileńskiego Michała Jana Zienkowicza. Po rozpoznaniu sprawy papież Benedykt XIV wydał w r. 1756 bullę z zezwoleniem na koronację tego obrazu.
Niezwykle okazałe ceremonie koronacyjne odbywały się dopiero w 1761 r. Złote korony wykonano ze składek zbieranych w całej Rzeczypospolitej, chociaż akcentowano duży wkład finasowy dwóch wielmożów litewskich Michała Radziwiłła oraz Jerzego Ogińskiego. Aby przybliżyć malowniczość koronacyjnych uroczystości, sięgnijmy po kilka szczegółów. Dnia 9 września przybyli do Białynicz gospodarze, którymi obok OO. Karmelitów byli Ogińscy. Helena znana ze zręczności "w sztukach rycerskich" (srebrne talerze na ucztach w trąbki skręcała) oraz Ignacy - kasztelan i marszałek wielki litewski. Na powitanie wystrzelono "..sto razy z moździerzów klasztornych przy odgłosie trąb i kotłów", wchodzili do kościoła, gdzie wysłuchali wybornej oracji ks. Adryana Suryna, "..po której Te Deum laudamus śpiewne było i Msza św. przed Obrazem N. Maryi Panny odprawiała się z rezonacją kapeli klasztornej". 15 IX zjeżdźały się na koronację chorągwie rycerstwa. Przykładowo "..Chorągiew sto konna Nadworna J.W. Imci Pana Michała z Kozielska Ogińskiego Pisarza Polnego W.X.L. ze wszystkimi Officerami w Paradnym Mundurze na dzielnych koniach. Przyprowadzono (...) 30 sztuk armat wielkich z Litwy.." Dwa dni później (17 IX) przyjechał biskup koronator "w karecie paradnej". Białynicze należały do diecezji wileńskiej, ale tutejszy orydynariusz niedawno zmarł, biskupstwo wakowało. Dlatego Stolica Apostolska wyznaczyła do prowadzenia uroczystości biskupa smoleńskiego Jerzego Mikołaja Hilzena. 18 IX o godzinie 3-ej po południu OO. Karmelici z poprzedzających ich Bractwem Szkaplerza i towarzyszącymi OO. Dominikanami wyszli z procesją do pałacu aby składać oficjalne prośby ceremonialne o koronowanie obrazu. 19 IX o godzinie 2 -ej na sygnał dany strzałem armatnim odezwały się kapele jedna na ganku kościelnym do grania gotowa, inne rozstawione przy bramach truimfalnych, wtedy "..wyszły wszystkie chorągwie i Bractwa o pół milę dobrą za miasto na przyjęcie i sprowadzenie Koron", które następnie trzymał jadący w karecie Antoni Pac, na poduszce aksamitnej. Przed karetą kroczyło dwieście koni jednej maści, przybrasnych w bębny, proporce itp. W orszaku zwracała uwagę chorągiew, przez Barbarę z Zawiszów Radziwiłłową, przysłana "..na ten Akt z konterfektem na jednej stronie Nayś. Maryi Panny Białynickiey z drugiej S. Oyca Eliasza Patryarchy Zakonu Karmelitańskiego". Dalej postępowały bractwa, rycerstwo, kawalkada dworzan, liczne rzesze duchownych i wiernych.
Podczas aktu koronacji 20 IX OO. Karmelici stojąc przy prezbiterium trzymali gorejące pochodnie. O. Eustachy Rymowicz prowincjał wraz z przorem białynickim O. Pawłem Piotrowskim w swoim i następców imieniu, przyrzekali, że tych koron od obrazu oddalać nie będą.
Rozwijanie czci dla Najświętszej Marii Panny, niezależnie od miejsca i czasu, jest jednym z naczelnych posłannictw zakonu OO. Karmelitów, ojców i braci, którym patronuje prorok Eliasz, pełen płomiennej gorliwości i całkowitej wierności Bogu oraz swemu powołaniu.