Powrót do strony Rodziny Karmelitańskiej

26 października 2002

Wykład dla Świeckiej Rodziny Karmelu

O. dr Piotr Spiller, O.Carm.

 

Nadzieja i ufność wobec wyzwań czasu.

 

WPROWADZENIE

           

            Tematy z dziedziny: Nadzieja pojawiają się na wszystkich pozio­mach życia. Nadzieja bowiem odwołuje się do odwagi życia i działa­nia, akceptuje i podejmuje ryzyko, cierpliwie znosi cierpienia i trudy, a nawet nie cofa się przed śmiercią. Podtrzymuje nas w naszych przed­sięwzięciach, w rozczarowaniach, w kryzysach, uczy nas nowych hory­zontów pragnień i właściwego stosunku do rzeczywistości doczesnej, do naszej przemijalności. Nadzieja ze swej natury wprowadza nadprzyrodzony sposób interpretowania rzeczywistości. W nadziei zawarta jest moc przezwyciężania wymiary doczesnego. Pokładając nadzieję w Bogu, człowiek nie może rezygnować z wysiłku bycia z Nim i przezwyciężania tego wszystkiego, co przeszkadza mu w pogłębianiu tej więzi. Człowiek pobożny drży, by nie utracić tego daru. Dana nam nadzieja odnosi się do świata istniejącego tu i teraz. Moc ta pozwala nam poznać, że od dziś jest możliwa przemiana i odnowa. Bez popadania w utopijne wyobrażenia i iluzje, ludzie wierzący uczą się od niej, że zwracając się ku potrzebom innych, mogą już teraz odnowić oblicze ziemi. Tak więc nadzieja chrześcijańska zapewnia, że czas teraźniejszy, pomimo swych słabości i niepowodzeń, może zrodzić nowe życie. Jest siłą, która pozwala odważnie i wytrwale przyjmować obecną chwilę wraz ze wszystkim jej niedoskonałościami.
            W sensie ogólno religijnym nadzieja stanowi zasadniczą przestrzeń wrażliwości na tajemnicę, zwłaszcza tajemnicę Boga przychodzącego. Sama w sobie jest niejako osłonięciem tajemnicy; jest sposobem docie­rania do niej, brania jej w posiadanie. Stanowi o bogactwie nadprzyro­dzonym człowieka. Najpełniej ze wszystkich postaw żyje pełnią. W nadziei przychodzi rzeczywistość do człowieka jako pełnia. Jest swego rodzaju formą Bożej tajemnicy, tajemnicy Boga przychodzące­go. O ile wiara wnika w tajemnice, o tyle nadzieja je ogarnia. Jest nie­jako mistycznym ogarnięciem Obecności.            Nadzieja wyrasta w pobliżu takich słów jak te, pochodzące z Ewan­gelii św. Marka: Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego (4, 11). W nadziei Bóg człowie­kowi powierza to wszystko, co przygotował dla niego, nade wszystko Siebie. Nadzieja jest możliwością posiadania, ale bez widzenia, posia­dania zakrytego.
            Nadzieja najmocniej formuje obecność człowieka, rodzaj tej obec­ności, który najmocniej urzeczywistnia historię zbawienia. Wieści dzie­ło doprowadzone do końca. Bogactwo zakotwiczone w niezgłębionym bogactwie Chrystusa (Ef 3, 8). Wydobywa na światło wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami (Ef 3, 9).
            Nadzieja ma najmocniejszą kwalifikację eschatologiczną, gdyż świętuje przeobrażenie stworzenia. Odnowienie, przeobrażenie jest ta­jemnicą przyszłości, ale obecną pośród historii w taki sam sposób, jak Królestwo Boże. Daje możliwość i zdolność uczestniczenia w przy­szłości. Dla tego, który żyje nadzieją, nie ma rzeczy niemożliwych, gdyż wchodzi on w przestrzeń Boskich możliwości. A Bóg stawia granice w zupełnie innych miejscach niż człowiek.
            Zakorzeniona w Bogu pozwala przeżywać Jego obietnice. Rozu­mienie zakorzenione jest w wydarzeniu z Abrahamem, który to wieku późnym otrzymał obietnicę nowej ziemi i nowego potomstwa, którego po ludzku nie mógł się spodziewać (Rdz 12, 1-2). Aby posiąść taką nadzieję Abraham musiał przekroczyć zupełnie horyzont ludzkiego myślenia: bezpłodność Sary i swój starczy wiek. Nadzieja Abrahama zostaje poddana bezwzględnej próbie: Bóg obietnicy zdaje się sobie przeczyć, gdyż żąda Izaaka - syna obietnicy - na ofiarę (Rdz 22, 1­-2). Próba miała wykazać, czy Abraham bezgranicznie kocha swego Boga i jest Mu posłuszny. Dopiero po próbie nadzieja zostaje speł­niona. Ale Bóg w Abrahamową nadzieję wpisuje jeszcze ważniejszą­ swego Syna. Izaak staje się alegorią przyszłości, nowej, odkupionej nadziei.
           
Przybliżając problem nadziei, trzeba stwierdzić, iż należy ona do istotnych elementów życia chrześcijańskiego , ponieważ to życie nosi w sobie bardzo mocny pierwiastek eschatologiczny - nastawiony na spełnienie obietnic Boga, pojawiających się zwłaszcza w perspektywie ośmiu błogosławieństw.

           

I. NADZIEJE ZIEMSKIE I NADZIEJA CHRZEŚCIJAŃSKA

 

            Każda rzeczywistość rozpościera właściwą sobie nadzieję. Propor­cja zależy od oferowanych wartości. Dla naszych potrzeb ważnym rozróżnieniem jest horyzont doczesny i wieczny.
            Nadzieja może być związana z ziemią, z życiem społecznym, gdzie oczekuje się, że coraz bardziej będzie na świecie panowała miłość, sprawiedliwość, że ludzkość będzie coraz bliżej Boga. Trudno takiej opinii nie posądzić o naiwność, gdy uświadomimy sobie trwającą wal­kę pomiędzy dobrem i złem. Tego typu nadzieja nie opiera się na obietnicy Boga, ale na zaufaniu w procesy historyczne i naturę ludzką.
            Człowiek często jest skłonny żywić różne sytuacyjne nadzieje. Wiąże ją z techniką, wiedzą, oświatą, reformami społecznymi. Para­doksem jednak jest to, iż gdy bardziej człowiek angażuje się w nadzieje ludzkie, tym bardziej marginalnie traktuje Boga. Dzieje się tak dlate­go, że świat ogranicza w sposób istotny przestrzeń nadziei.
           
Treścią zaś nadziei chrześcijańskiej jest świadomość, że posiadamy tylko cień przyszłych dóbr, a nie sam obraz rzeczy (Hbr 10, 1) w sto­sunku do rzeczy tego świata, że jesteśmy pielgrzymami przed Tobą i przychodniami (1 Krn 29, 15) na tej ziemi, a w swej istocie - jest spotkaniem z Chrystusem i Ojcem w Duchu Świętym w społeczności, gdzie nie będzie już zła, grzechu, cierpienia i śmierci. W nadziei bo­wiem już jesteśmy zbawieni (Rz 8, 24). Nadzieję mógł dać jedynie Chrystus, gdyż dana nadzieja musiała być oczyszczona, bo obrazy rze­czy niebieskich w taki sposób musiały być oczyszczone, same zaś rzeczy niebieskie potrzebowały o wiele doskonalszych ofiar od tamtych (Hbr 9, 23). Nadzieja w swym spełnieniu oznacza oglądanie Boga, wyzwolenie nas z grzechów i zbawienie od śmierci, oraz uszczęśliwiającą komunię z Bogiem, innymi zbawionymi. Bóg jawił się jako przedmiot nadziei przez całe dzieje Starego Testamentu i pozostał nim także dla ludu Nowego Przymierza. „Obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim jakim jest. Każdy z nas kto pokłada w Nim nadzieję uświęca się, podobnie jak On jest święty” ( J 3,2-3).
           
Teresa od Dzieciątka Jezus powiedziała o swojej nadziei: Moja na­dzieja jest tak wielka, sprawia mi tyle radości, nie przez uczucie, ale przez wiarę, że trzeba mi czegoś ponad moje wyobrażenie, aby mnie w pełni zadowolić (ŻZ 15.05).
           
Nadzieja chrześcijańska pomaga porządkować świat wewnętrzny i stosunek do rzeczywistości. Określa ona rodzaj zaangażowania czło­wieka w doczesność, w świat i wartości ziemskie.

 

1.      Świat i wartości ziemskie

Świat pojawia się w podwójnym znaczeniu. Pierwsze - to kos­mos, przyroda, stworzenie, drugi to świat wytworzony przez człowieka, rodzinę ludzką- struktury społeczne, relacje, hierarchie wartości. Oba pojawiają się dla człowieka jako rzeczy atrakcyjne, które potrafią przy­ciągać. Świat jest swego rodzaju teatrem (theatrum mundi), gdzie człowiek jest po części widzem i po części aktorem. Żyje, czuje się wciągany i odpychany przez różne rzeczywistości i grupy osób: rodzi­na, praca, przyjaciele, środki społecznego oddziaływania, kultura, or­ganizacje społeczne.
           
Świat wraz z człowiekiem został stworzony, z winy Adama podda­ny grzechowi, oraz w miłosierdziu Boga odkupiony. Porządek odku­pienia wchodzi w porządek stworzenia, nie niszczy go, ale odnawia i zbawia. Świat jest w niewoli grzechu, pod wpływem tajemnicy nie­prawości, ale jest i pod wpływem tajemnicy odkupienia, gdyż wszystko powraca do Chrystusa.
            Zdajemy sobie sprawę, że mamy różne mentalności, odmienne od chrześcijańskich: konsumpcyjna (przypadek człowieka, któremu obro­dziło pole: odpoczywaj, jedz, pij, używaj), oportunistyczna (idzie się tam, gdzie są największe korzyści, manipulowanie religią), pragma­tyczna (liczy się tylko to, co jest pożyteczne społecznie - nie rozumie się np. racji bytu wspólnot kontemplacyjnych), liberalna (poszerzanie obszarów osobistej wolności, nie ma żadnych zasad, oprócz moich), itd. Każda z tych mentalności niesie w sobie odpowiednią dla siebie nadzieję. Świat niechrześcijański woli raczej ciemność od światłości, ciało i zmysły od ducha, wygodę od wymagań. Powoduje to, że czło­wiek utożsamia się z tymi małymi perspektywami doczesnymi i według nich kształtuje swoją nadzieję. Dopiero świat poddany misji Kościoła odzyskuje prawdę o swojej historii, historii skierowanej ku Bogu.

 

2. Stosunek do świata i dóbr doczesnych

            Dla chrześcijanina jest ważne, czy określona część świata należy do Chrystusa, czy kroczy drogą ewangeliczną, a więc czy bliska jest nadziei chrześcijańskiej. Nasza nadzieja przede wszystkim mówi, że ojczyzna nasza jest w niebie (Flp 3, 20).
           
Nie oznacza to jednak nieobecności chrześcijan w świecie. Cały wysiłek Soboru Watykańskiego II poszedł w kierunku obecności, twór­czej i dynamicznej w świecie, w którym przyszło nam żyć. Chrześcija­nin nie może żyć sparaliżowany w świecie, ale napełniać go miłością, która wszystko przewyższa i wszystkiego się spodziewa (1 Kor 13, 7). Żyjemy dla nagrody odłożonej dla was w niebie (Kol 1, 4). W świecie, pośród świata spotykamy się Chrystusem, kochamy Jego miłością i przemieniamy oblicze tego świata, nagrodę zostawiając Bogu. To dzięki nadziei trudzimy się dla Królestwa Bożego. Życie religijne nie może być formą ucieczki od świata, lękiem, pomniejszaniem jego warto­ści. Gaudium et spes mówi: Nadzieja eschatologiczna nie może pomniej­szać zadań doczesnych, ale ofiaruje nowe motywy dla ich podjęcia (nr 21).
            Z jednej strony winno nam towarzyszyć otwarcie na świat, na rze­czywistość, z drugiej trzeba się bronić przed mentalnością tego świata. Św. Paweł mówi o takich, których umysły zaślepił Bóg tego świata (2 Kor 4, 4). Jest to rodzaj ślepoty duchowej na całą doniosłość życia duchowego. Pośród ziemskich zajęć nie można utracić perspektyw religijnych działania i życia. Taką postawę strofuje św. Paweł: O, nie­rozumni Galaci! Któż was urzekł, was, przed których oczami nakreślo­no obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego? (Ga 3, 1). Człowiek na­dziei z odsłoniętą twarzą wpatruje się w jasność Pańską, upodabniając się do obrazu Chrystusa ( por. 2 Kor 3, 18).
            Stosunek do tego świata pojawia się w tym wymiarze, co stosunek do Boga: powinno się go odczytywać w oczach Pana. Odpowiedzią na obecność dóbr materialnych może być podziw dla Stwórcy i ich sakra­mentalne traktowanie, czyli jako znaku obecności Boga. Człowiek Chrystusa winien z wielką wolnością poruszać się pośród dóbr. Chleb nie może być jedynie produktem społecznym, ale winien być przeżywany jako dar nieba i miłość ta winna być spożywana świa­domie, bo widzi Tego, który tego daru użycza. Poruszanie się pośród darów materialnych winno wychowywać do coraz większego dzięk­czynienia.
           
Nadzieja nadprzyrodzona w świecie doczesnym pojawia się w kon­tekście próby. Poddaje człowieka próbie cierpliwości. Zawiera ona co prawda tajemnicę czasu spełnionego, ale oddalonego. Bywa, że słabną­ca nadzieja podejrzewa, że Bóg odszedł, porzucił człowieka, nie intere­suje się nim. Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy - bo niektórzy przekonani, że Pan zwleka - ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia (2 P 3, 9).Nadzieja jest najlepszym lekarstwem na rozczarowania, gdyż czło­wiek zaaferowany dobrami doczesnymi może ulec wątpieniu, a w jego sercu może zagościć pustka.
            Nadzieja wprowadza właściwą wrażliwość na wartości, tzn. po­zwala dostrzegać i rozumieć przemijalność tego świata, jego prowizo­ryczność, oraz to, że wartości doczesne nie potrafią napełnić ludzkiego serca, które jest przepaścią nieskończoną. Nadzieja wprowadza wła­ściwą perspektywę. Wreszcie ukazuje, że to życie na ziemi nie jestprawdziwym, ostatecznym stanem człowieka. Nie pozwala zapatrzeć się w piękno przemijającego świata.
            Kiedy ludzie stają na szczytach gór, mogą doświadczyć i ogarnąć całą panoramę. Jeden himalaista, gdy stanął na szczycie świata, stwier­dził, że pierwszym jego wrażeniem było, że wszystko jest na swoim miejscu. Niebo było jednak o wiele bliżej, to, co ziemskie - małe, nieznaczne. Nadzieja jest górą naszych wyobrażeń.

3.1. STRUKTURA TEOLOGICZNA CNOTY NADZIEI

            Nadzieja wyprowadza daleko poza horyzont doczesności. Jest świadoma, że jak nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka, tak też nosić będziemy obraz człowieka niebieskiego (1 Kor 15, 49). Wnosi w na­sze życie to, czym żyć będziemy. Św. Piotr stwierdza, że wierzący otrzymali obietnice: aby się przez nie ~tj. obietnice] stali uczestnikami Boskiej natury (2 P 1, 4). Jest to najbardziej zwarta treść chrześci­jańskiej nadziei.
           
Nadzieja prawdziwa nie może być ucieczką w odległe jutro, bo ta­kie jutro maskuje wyobcowanie z historii i nihilizm. Spełnieniu tej nadziei towarzyszy powstanie nowej jakości, człowieka przebóstwio­nego. Nadzieja w swej istocie pozwala przeciwstawiać się temu wszystkiemu, co człowiekowi zagraża i każe sięgać po to ostateczne novum dobrej nowiny.
           
Przeznaczenie człowieka najpełniej odsłania dążenie do zjednoczenia z Bogiem, w którym osiąga on maksymalne do Niego podobieństwo.

3.2. HORYZONT ODNOWIONEJ ZIEMI

            Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza, że na końcu świata Królestwo Boże osiągnie swoją pełnię. Wszechświat będzie odnowio­ny, Kościół osiągnie pełnię, człowiek w sposób doskonały odnowi się w Chrystusie. Takie jest znaczenie oczekiwania według obietnicy, no­wego nieba i nowej ziemi (2 P 3, 13). W tym nowym świecie, w niebie­skim Jeruzalem, Bóg założy swe mieszkanie (namiot) pośród ludzi. Oznacza to głęboką wspólnotę stworzenia, człowieka i świata. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych... w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia... Wiemy przecież, że cale stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, który już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując... odkupienia naszego ciała (Rz 8, 19-23).
           
Oczekując, jednak nie wiemy, w jaki sposób wszechświat ma zo­stać zmieniony. Oczekiwanie jednak nowej ziemi nie powinno osłabiać, lecz ma raczej pobudzać zapobiegliwość, aby uprawiać tę ziemię, na której wzrasta ciało nowej rodziny ludzkiej, mogące dać pewne wy­obrażenie nowego świata. Przeto, choć należy starannie odróżniać postęp ziemski od wzrostu Królestwa Chrystusowego, to przecież dla Królestwa Bożego nie jest obojętne, jak dalece postęp ten może przy­czynić się do lepszego urządzenia społeczności ludzkiej (KKK 1042­-1050).

 

3.3. WIECZYSTE POSIADANIE BOGA

            Nadzieja odnosi się do tego, czego nie posiadamy (3 S 15, 1). Po­siadający nadzieję spodziewa się zdobyć to wszystko, czego pragnie, a czego nie posiada. Jak mówi św. Jan od Krzyża, opróżnia i uwalnia ona pamięć od wszelkiego posiadania stworzeń, dotyczy bowiem... tego, co się nie posiada... (2 N 21, 11). Nadzieja w sensie teologalnym stanowi moc nieskończoną, ponieważ dotyczy wzięcia w posiadanie dobra nieskończonego, tj. Boga.
            Nadzieja pozwala świętować posiadanie Boga już tu na ziemi. Święta Teresa z Lisieux zapisała: „Poza tym, jest dla mnie bez różnicy czy żyć, czy umrzeć. Nie widzę, co będę miała po mojej śmierci ponad to, co już teraz posiadam... Oglądać będę Boga, to prawda! Lecz co do obcowania z Nim, to zaży­wam go już w całej pełni na ziemi”

Nadzieja ma wielkie znaczenie w życiu doczesnym. Jest odpowiedzią człowieka na znaki czasu. Obraz współczesnego świata chrześcijanie powinni odczytywać jako znaki czasu. Byłoby rzeczą błędną, gdybyśmy całe jej znaczenie redukowali tylko do rzeczy niebieskich. To prawda, że ta nadzieja pozwala nam oczekiwać przyszłej „chwały dzieci Bożych” ( por. Rz 5, 1-2; 8,14-19). Jednakże jej droga nie odrywa naszego wzroku od świata, jak też nie skłania do ucieczki od niego, już nas przenosząc myślą do nieba.

Dana nam nadzieja nie odnosi się tylko do przyszłego życia, ale również do świata istniejącego tu i teraz. Tak więc nadzieja chrześcijańska zapewnia, że czas teraźniejszy, pomimo swych słabości i niepowodzeń, może zrodzić nowe życie, którego początkiem jest już aktualne życie. W tym sensie okazuje się, że nadzieja chrześcijańska jest siłą, która pozwala odważnie i wytrwale przyjmować obecną chwilę wraz ze wszystkimi jej niedoskonałościami.

POKUSY PRZECIW NADZIEI

            Nadzieję, podobnie jak wolność i inne wartości, należy ciągle potwierdzać i odzyskiwać. Nadzieja jest nam zadana. Obrona własnej nadziei, podobnie jak wiary, pojawia się jako rodzaj wierności. Dlatego zwróćmy uwagę na to co zagraża  naszej nadziei.

UWIĘZIENIE W DOCZESNOŚCI

Istnieje niebezpieczeństwo przykrojenia nadziei, ograniczenia jej do wymiaru doczesnego. Wtedy człowiek organizuje świat, w którym żyje, zgodnie z zasadą: nam nadzieję, że będę coraz bardziej kochany, i muszę zrobić wszystko, aby to osiągnąć.  Taka nadzieja służy egoizmowi: nie wiąże już nadziei z Bogiem, ale z ludźmi. Taka nadzieja już nie spodziewa się chwały Boga, lecz tworzy własny wymiar chwały. Dobrze określa to św. Paweł: „ zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka” (Rz 1,23). Jest to zasadniczy grzech wobec chrześcijańskiej nadziei.  Inną formą uwięzienia w doczesności jest pokładanie ufności w rzeczach doczesnych.

SMUTEK

            Zbytnie przywiązanie do dóbr doczesnych może zniweczyć ludzką drogę do doskonałości. Za przykład może tu posłużyć postać bogatego młodzieńca, który nie miał odwagi żywić tak wielkiej nadziei, jak uczniowie Jezusa. Odszedł smutny – oto skutek przywiązania do rzeczy doczesnych. Smutek odbiera nadzieję, przesłania ją, gdyż odwraca człowieka od przyszłości, a gmatwa go w przeszłości, w czymś, czego już nie ma i czego nie można znaleźć. Człowiek opanowany przez smutek łatwo się denerwuje, nie ma siły spokojnie konfrontować z wyzwaniami czasu. Uczniowie zmierzający do Emaus nie widzieli już przyszłości ani tego, co się wokół niej dzieje. Nie rozpoznali Chrystusa, gdyż oczy ich były niejako na uwięzi. Utracili swój czas, swoją przyszłość. Człowiek poddający się smutkowi traci orientację. Nie rozpoznaje Chrystusa, który przychodzi, nie widzi dobra, które czynią dla niego inni, gorzknieje, staje się cyniczny. Smutek jest jak duchowa gangrena.

PRZESADNA TROSKA

            Pokusą zasadniczą jest nieopanowane pragnienie, chęć pozostania i zadomowienia się na tym świecie. W tym przypadku wzrasta troska o dobra materialne i doczesne, aż do zapomnienia słów Chrystusa: „Szukacie najpierw królestwa Bożego”. Temu odpowiada mentalność współczesnej kultury, która absolutyzuje dobra ziemskie.

 

4. NADZIEJA W POSTAWIE CHRZEŚCIJAŃSKIEJ

            Stawiając pytanie o rolę nadziei w postawie ludzkiej, mamy na myśli nadzieję chrześcijańska. Przez postawę rozumiemy stałe usposobienie, które wyraża się w gotowości podmiotu do pozytywnych lub negatywnych reakcji intelektualno-orientacyjnych, emocjonalno-motywacyjnych oraz behawioralnych wobec przedmiotu.  Jest czynnikiem kształtującym postawy chrześcijanina. Jest zajętym stanowiskiem wobec przyszłości, i to przyszłości ostatecznej – eschatycznej,  a także wobec przyszłości czasowej. Kształtuje ludzkie działanie i ludzkie życie. Jaki więc kształt nadaje nadzieja chrześcijańska ludzkiemu życiu?

            Pierwszym z rysów nadziei chrześcijańskiej jest radość. Wynika to z faktu przyjęcia na serio Ewangelii, Radosnej Nowiny, która niesie orędzie o Bogu objawiającym i zbawiającym.

Następnym rysem postawy nadziei chrześcijańskiej jest zaangażowanie, i to nie tylko w sprawy wieczne, lecz w sprawy wieczne i doczesne. Chrześcijanin jest powołany i zobowiązany do realizowania także czasowych wartości dla siebie i innych. Chrześcijańskiej nadziei nie może być obce, co ludzkie, co przyczynia się do zagwarantowania warunków dla rozwoju człowieka.

Postawa nadziei chrześcijańskiej ze swej istoty jest postawa zawierzenia Bogu i zawierzenia człowiekowi, który żyją w łączności z Bogiem. Chrześcijanin żyjący nadzieją ufnie patrzy w przyszłość i tę ostateczną, i historyczną. Może on za św. Pawłem powiedzieć: „wiem komu uwierzyłem, i pewien jestem, że mocen jest ustrzec mój depozyt aż do owego dnia” ( 1 Tm 1,12). Zawierzenie Bogu jest źródłem spokoju, zawierzenie człowiekowi rodzi podstawy pod pokój i twórcza pracę. Z zawierzenia Bogu rodzi się cierpliwość nadziei chrześcijańskiej. Do takiej cierpliwości i wytrwałości wzywali Izrael prorocy, stawił ją jako wymógł życia chrześcijan św. Paweł. Ktokolwiek bowiem zawierzy Bogu i kto przyjmie na serio powołanie do życia wiecznego, ten przestaje być niewolnikiem czasu. Trudno oczekiwać cierpliwości od tego, kto ma do dyspozycji wymiar czasu. Taki skazany jest na niecierpliwość i na zwątpienie. Wreszcie można powiedzieć, że nadzieja chrześcijańska rodzi postawę niepokonaności. Źródłowym przykładem tej niepokonaności jest Jezus Chrystus, który został doświadczony aż do wołania :” Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił” (Mt 27,56). Za Chrystusem szli wszyscy męczennicy aż do ks. Jerzego Popiełuszki.

W 1964 roku brał udział w spotkaniu księży fokolarynów kard. Whright. Przypomniał on wtedy, że po II wojnie światowej na zlecenie UNESCO dokonano dokumentacji na temat: kto w tym piekle jakim były obozy, był zdolny ocalić swoją godność, a nawet jeszcze pomagać w nim innym? Tutaj pragnę przywołać na pamięć dwóch naszych współbraci: O Tytusa Brandsma i O. Hilarego Pawła Januszewskiego. Z uzyskanych odpowiedzi wynikło, a odpowiadali ludzi różnych wyznań i niewierzący, że takimi ludźmi byli kapłani katoliccy, a szczególnie polscy. Podsumowując ten fakt kardynał stwierdził, że było to możliwe, gdyż ci kapłani byli ludźmi zawierzenia Bogu i jako tacy byli nie do pokonania. Dobrze jest pamiętać o tym, gdy wszystko zdaje się gasić perspektywy jutra, gdy przyszłość kryją ciemne chmury, a nawet groza nuklearnego kataklizmu. „W nadziei bowiem jesteśmy zbawieni” (Rz 8, 24).

LITERATURA:

  1. MARIAN ZAWADA, Nadzieja w życiu konsekrowanym, w: J. GOGOLA, Formacja Zakonna, formacja postaw. Kraków 2000,  s. 60-95.
  2. WALERIAN SŁOMKA,  Źródła postaw i życia chrześcijańskiego.  Wyd. KUL1996, s.32-51.
  3. IGNACE VERHACK, Znaczenie nadziei dla naszych czasów, w: Communio 1997, s.3-11.
  4. PAWEŁ BORTKIEWICZ, Być chrześcijaninem wobec wyzwań czasu i świata. Poznan 1993, s. 133-146.

 

kontakt: O.dr Piotr Spiller O.Carm

 

Powrót strony Rodziny Karmelitańskiej

początek