Powrót do strony Rodziny Karmelitańskiej

28września 2002 r.

Wykład dla Świeckiej Rodziny Karmelitańskiej.

O. Dr Piotr Spiller, O.Carm

 

 

Znaki czasu jako wyzwanie dla aktualnej duchowości chrześcijańskiej.

 

            Znaki są wszechobecne w życiu codziennym człowieka. W ich ocenie i rozumieniu istnieją jednak zawsze dwie różne perspektywy. Jedna - to perspektywa obserwatora; druga ­człowieka zaangażowanego.

            Właściwa reakcja na znaki - to zatem nie tylko akt rozu­mu, ale postawa całego człowieka, obejmująca jego myślenie i odczuwanie, rozum i serce. Ważna jest przemiana myślenia i płynących z niego reakcji. Jest to proces długi i żmudny, wymagający zawsze trwałego i świadomego zaangażowa­nia, szczególnie, gdy dotyczy tego, co nadprzyrodzone i co należy do sfery Bożych interwencji.

            Czas jest pojęciem oznaczającym nieustanne przemijanie i podleganie tajemniczej zmianie bytów stworzonych. Po­śród tej nieustannej zmiany dokonuje się historia zbawienia człowieka poprzez cudowne ingerencje Boga, który sam nie podlega żadnej zmianie. Czas zbawienia, który ma nadejść, jest ściśle powiązany z czasem, który już przeminął. Bóg przed wiekami przyobiecał życie wieczne i potwierdził prawdziwość tej obietnicy największym znakiem, jakim był Jezus Chrystus. Czas wszystkich wydarzeń zbawczych, czyli Bożych interwencji w dzieje ludzkości i dzieje poszczegól­nych ludzi, jest jedyny i niepowtarzalny. Historia Bożych interwencji, skoncentrowana na Jezusie z Nazaretu, i osnowa dziejów ludzkich pozostają do siebie w stosunku organicznej jedności. Dlatego świat współczesny należy rozumieć nie tylko jako środowisko ludzkie i historyczne, ale jako miejsce, gdzie dokonują się wydarzenia zbawcze. Niezmienny Bóg, który jest przyczyną stawania się i dziejów wszystkiego, nieustannie przypomina o swojej roli w świecie i komuni­kuje ją człowiekowi poprzez rozmaite znaki, zwane „zna­kami czasu". Tak więc każda epoka i każde pokolenie powinny na swój własny sposób odczytywać ten kairos, czy ten czas, w którym przyszło mu żyć ze wszystkimi uwarunkowaniami – zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi – danej sytuacji... nie możliwe jest odczytywanie raz na zawsze chrześcijańskiego posłannictwa w świecie w całej jego konkretności[1].

            Wydaje się rzeczą wskazaną wyjaśnić najpierw jedno z najbardziej kluczowych pojęć współczesnej myśli teologicznej, a mianowicie termin „znaki czasu". Samo pojęcie „Znaki czasu" – zostało zaczerpnięte z Ewangelii (np. Mt 16, 3), gdzie oznacza cuda czynione przez Jezusa Chrystusa jako znaki nadejścia czasów mesjańskich. Pojęcie to było stosowane zarówno przez papieży Jana XXIII i Pawła VI, jak i przez Sobór Watykański II na określenie wydarzeń zacho­dzących w życiu ludzkości (historycznych, kulturowych itp.), które rozpatrywane w świetle wiary, ukazują działanie woli Bożej oraz skierowane do człowieka Boże wezwanie do otwarcia się na działanie łaski. Wydarzenia te odsłaniają przede wszystkim działanie Bożej Opatrzności, przejawiają­ce się w zwycięstwie dobra nad złem w świecie.

            Papież Jan XXIII w bulli zwołującej Sobór Watykański II Humanae salutis (25 grudnia 1961 r.), zwrócił się do całego Kościoła w następujących słowach: „Pragniemy całkowicie zaufać Zbawicielowi, który wzywa nas do rozpoznawania znaków czasu. Dlatego też wśród gęstych ciemności do­strzegamy liczne oznaki, które wydają się nam zwiastować nadejście lepszych czasów dla Kościoła i rodzaju ludzkiego". Zdaniem Papieża, wiara pozwala na usytuowanie różnego rodzaju wydarzeń w perspektywie historii zbawienia, będą­cej niekończącym się szeregiem interwencji Boga w życie poszczególnych ludzi, narodów i całej ludzkości. Historia i świat znajdują się już w erze mesjańskiej, a Królestwo Boże zapoczątkowane przez Chrystusa jest już obecne w historii i można je odnajdywać w różnych wydarzeniach. Dlatego termin „znak czasu" można odnosić do wydarzeń najbar­dziej współczesnych.

            W encyklice Pacem in terris wydanej w 1963 roku papież Jan XXIII wskazuje jednoznacznie na wiele zjawisk, które można nazwać „znakami czasu' (np. świadomość obrony praw gospodarczych i społecznych, domaganie się uprawnień politycznych i korzystania ze zdobyczy kulturowych). Jan XXIII, który jako pierwszy uwrażliwił na znaki czasu, rozu­miał je jako właściwości współczesnego życia społecznego, takie jak: rozwój świadomości klasy robotniczej, zrównanie kobiety z mężczyzną w prawach i obowiązkach społecznych, powszechne dążenie do uczestnictwa w rządach, uświado­mienie godności osoby ludzkiej, potępienie wojny jako środka rozwiązywania sporów międzynarodowych, powstanie Or­ganizacji Narodów Zjednoczonych, sformułowanie Deklaracji Praw Człowieka.

            Korzystając z czytelnego wskazania Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes, można wskazać kolejny katalog znaków czasu: oczekiwania, dążenia i właściwości, w których przejawiają się istotne pytania egzystencjalne dotyczące sensu i celu życia, wydarzenia, potrzeby i pragnienia ludzi, w których znajdują się prawdziwe znaki obecności lub zamysłów Bożych, oraz „odgłosy współczesności, które pozwalają lepiej zrozumieć prawdy objawione przez Boga (por. KDK 4, 11, 74).

            W ad­hortacji apostolskiej Ewangelii nuntiandi papież Paweł VI nazwał znakami czasu: szczerość współczesnej młodzieży, bolesne odczuwanie potrzeby Boga i namiętne poszukiwanie Go na różnych drogach oraz tęsknotę za autentycznym świadectwem dawanym Bogu na znaki czasu (por. EN 75-80).

            Rolę znaków czasu na drodze rozwoju wiary precyzuje papież Jan Paweł II w posynodalnej adhortacji apostolskiej Ecclesia in Africa: „Te znaki czasu nakazują nam wielką czuj­ność. Bo wciąż gwałtownie pytają nas, milcząco lub głośno: Czy wierzycie w to, co głosicie? Czy żyjecie tym, w co wie­rzycie? Czy naprawdę głosicie to, czym żyjecie? Świadectwo życia, jak nigdy przedtem, stało się dziś najkonieczniejszym warunkiem skuteczności naszego przepowiadania. Z tego powodu jesteśmy odpowiedzialni za wszelki postęp i owoc­ność Ewangelii, którą głosimy' (nr 27). Znaki czasu można więc określić jako zjawiska kultury współczesnej, w których jest ukryte pokrewieństwo z Ewangelią oraz ze zbawczą eschatologiczną rzeczywistością, będące w planach Opatrz­ności Bożej wskazaniem i wezwaniem dla Kościoła. W po­dobnym, ale znacznie poszerzonym, znaczeniu odnajdujemy interpretacje znaków czasu w liście apostolskim Novo mil­lenIo ineunte[2].

             Na podstawie Dokumentów Kościoła można zauważyć, że znaki czasu są to nie tyle odosobnione fakty, „ale raczej zjawiska rozciągające się na cały cykl życia zbiorowego, zaczynając od wstrząsu, który obejmuje powoli całe pokolenie, naród i cywilizację. Na postępującą socjalizację różnych odcinków życia ludzkiego, od ekonomicznych do kulturalnych i bytowych - tego najbardziej wstrząsającego znaku czasu - składa się oczywiście splot wielu faktów z dziedziny postępu technicznego, innowacji ekonomicznych, uwarunkowań społecznych, ustrojów politycznych, wymiany kulturalnej, mentalności psychicznej itp. Tak więc są znakami czasu zjawiska uogólnione, obejmujące różne dziedziny aktywności, wyrażające potrzeby i aspiracje dzisiejszej ludzkości. Ale ogólne zjawiska stają się «znakami» dopiero, gdy dojdą do świdomości w biegu historii. Rozwój klasy robotniczej, udział kobiety w życiu publicznym, rozwój świadomości międzynarodowej, wyzwolenie ludów nie posiadających niepodległości, są znakami, gdyż stanowią bodźce prowadzące do przemian społecznych... Inaczej byłyby te znaki tylko ślepymi wydarzeniami wywołanymi przez Jowiszową potęgę jakiegoś boga spoza świata.

            Sobór jednoznacznie określa, że rozpoznawanie i badanie (interpretacja) znaków czasu są konieczne dla prawidłowego wypełniania misji przez Kościół:

Kościół ma zawsze obowiązek badać znaki czasu i wyjaśniać je w świetle Ewangelii, tak aby mógł w sposób dostosowany do mentalności każdego pokolenia odpowiadać ludziom na ich odwieczne pytania dotyczące sensu życia obecnego i przyszłego oraz wzajemnego ich stosunku do siebie. Należy zatem poznawać i rozumieć świat, w którym żyjemy, a także jego nieraz dramatyczne oczekiwania, dążenia i właściwości.

            Poniżej przedstawione zostaną niektóre spośród licznych „znaków czasu" współczesnej rzeczywistości. Ich wybór, z konieczności fragmentaryczny, jest podyktowany znaczeniem, jakie te zjawiska odgrywają w polskiej współczesności[3].

            Znaki są tymi narzędziami objawiania się Boga, poprzez które Bóg, ukazując siebie jako Zbawcę, odsłaniał obietnice zbawienia. Ufne przyjęcie Bożych interwencji powodowało zawsze pogłębienie i oczyszczenie wiary. Religia Izraela, oparta na kolejnych Bożych obietnicach, była religią oczeki­wania na lepszą przyszłość, związaną z pojawieniem się Mesjasza. Wtedy miała nastąpić interwencja Boga, polegają­ca na inauguracji czasów ostatecznych i przemiana docze­sności. Izrael wciąż żył przyszłością, w której miały się zre­alizować Boże obietnice, a stopniowa ich realizacja ­poprzez niezwykłe znaki czynione przez ludzi - to jakby kamienie milowe doczesnego etapu, poprzez które ziści się plan zbawienia. Przyszłość okaże się ocalająca i zbawcza z mocy samego Boga (por. Am 1, 3-2; 5, 18-20). Oczekiwanie na zbawienie będzie powoli przekraczać kategorie doczesne i wiązać się coraz wyraźniej z ingerencją Boga, który urze­czywistni swoje zapowiedzi. Za znaki czasu można jednak uznać tylko takie, które inicjują wiarę, a Boga ukazują jako byt wieczny, niezmienny, wszechmocny, wierny swoim obietnicom, pod każdym względem doskonały, zasługujący na ufność i miłość wszystkich ludzi. Znaki ostatecznie wska­zują, że Bóg jest blisko człowieka i może w każdej chwili zapoczątkować prawdziwe zbawienie człowieka i całkowite zjednoczenie.

            Tymczasem wiele osób odkrywa ze zdumieniem, że na­uczanie Kościoła o Bożych interwencjach zbawczych wydaje się dzisiaj coraz gorzej rozumiane i przyjmowane. Nie jest rzeczą obojętną odkrycie znaczących prądów i zjawisk, które współtworzą obraz współczesnego świata, które chrześcija­nie powinni odczytywać jako znaki czasu. Nie wolno jednak porzucać przekonania, że to właśnie prozaiczne okoliczności życia osobistego, rodzinnego i społecznego oraz zwyczajne sytuacje środowiskowe i kulturowe stanowią czasowe ukon­kretnienie głosu Pana, który tutaj i teraz wzywa do wrażli­wości na swoje wezwanie. Tak ważna staje się praca nad zintegrowaniem osobowości człowieka, w której istotne miejsce zajmuje umiejętność opisania problemów współcze­snego świata, jego blasków i cieni oraz opowiedzenie się za Bogiem.

            Jest rzeczą znamienną, że po encyklikach poświęconych Odkupicielowi człowieka, Ojcu Miłosierdzia, Duchowi Ożywicielowi, pracy ludzkiej i Apostołom Słowian, Ojciec Święty 25 marca 1987 roku ogłosił swoją szóstą encyklikę, Redemptoris Mater, poświęconą Matce Odkupiciela. Dlaczego po wielkich dokumentach oraz po słynnym VIII rozdziale soborowej konstytucji Lumen gentium potrzebny był jeszcze jeden dokument maryjny? Odpowiedź na to pytanie w kontekście nauczania o znakach czasu można znaleźć, czytając uważnie tekst encykliki. Jan Paweł II stara się uka­zać wewnętrzny związek zachodzący pomiędzy przeszłością i przyszłością. Uczy odczytywać wyzwanie dnia dzisiejsze­go, aby na nie Bogu odpowiedzieć. Wyjaśnia, że znaki czasu można zrozumieć tylko w świetle wiary. W ten sposób uka­zuje Kościołowi i ludzkości kierunek dalszej drogi, dla której encyklika stanowi duchowe i duszpasterskie vademecum.

            Kościół wierny swemu posłannictwu - naucza papież Jan Paweł II w encyklice Dominum et vivificantem - czyni wszyst­ko, co leży w jego mocy, „nie zaprzestaje swej modlitwy i posługi, ażeby dzieje sumień i dzieje społeczeństw w wiel­kiej rodzinie ludzkości nie opadały w stronę bieguna grzechu, w stronę odrzucenia Bożych przykazań «aż do pogardy Bo­ga» - ale wznosiły się w stronę tej miłości, w której objawia się Duch, który daje życie" (DV 48).

            Czasy, w których żyjemy, należy oceniać i wyjaśniać w świetle Ewangelii. Tło i ducha czasów da się odczytać ze znaków, które dlatego właśnie zasługują na poznawanie. Py­tania zaś i wątpliwości epoki mogą znaleźć odpowiedź w świetle Ewangelii. Dlatego właśnie należy znać także Ewangelię. Chrześcijanin powinien znać współczesność, a zarazem jako uczeń Jezusa wskazywać czasom ich sens, dając orientację Ewangelii Jezusowej. „Bo to nie świat przyjął Chrystusa, lecz to my przyjęliśmy Chrystusa dla świata. Jako Kościołowi nie wolno nam pozostawać w domu, by usunąć wewnętrzne różnice, pozostawiając w tym czasie ludzi sam na sam z ich problemami. Kościół nie ma kształtu kuli, żeby mógł stale obracać się wokół własnej osi. Kościół ma raczej kształt krzyża, który posyła go we wszystkie strony świata. Naturalnym miejscem misji Kościoła nie jest sala posiedzeń, lecz droga"[4].

 

Kryzys wiary - sekularyzacja i ateizm.

 

            Jest rzeczą znamienną, że w adhortacji o powołaniu i misji świeckich w Kościele Jan Paweł II jako podstawowe i pierwsze zagrożenie naszej współczesności podaje sekularyzację. Diagnoza papieska, jakkolwiek o znaczeniu uniwersalistycznym, znajduje, jak się wydaje, szczególną i dramatyczną zarazem aktualność w polskich warunkach, nacechowanych fascynacją i absolutyzacją odzyskanej wolności.

            „Współczesny świat wykazuje wielką różnorodność sytuacji i problemów, podlega też coraz szybszym przemianom. Dlatego należy się wystrzegać pochopnych uogólnień i uproszczeń. Tym niemniej można dostrzec pewne tendencje charakterystyczne dla współczesnego społeczeństwa. Jak na ewangelicznej roli rosną razem kąkol i dobre ziarno, tak w historii, będącej każdego dnia widownią posługiwania się przez ludzi - często w sposób pełen sprzeczności - wolnością, występują niekiedy mocno ze sobą splątane, zło i dobro, bezprawie i sprawiedliwość, udręka i nadzieja.

            Jakże nie wspomnieć o uporczywym rozszerzaniu się zobojętnienia religijnego i ateizmu w jego rozmaitych formach, a zwłaszcza w formie najbardziej dziś może rozpowszechnionej, jaką jest laicyzacja? Człowiek, odurzony wspaniałością cudownych zdobyczy rozwoju naukowo-technicznego, a przede wszystkim zafascynowany najdawniejszą, ale wciąż nową pokusą zrównania się z Bogiem (por. Rdz 3, 5) poprzez używanie wolności bez granic, podcina istniejące w jego sercu korzenie religijności: zapomina o Bogu, utrzymuje, że nie ma On dla jego życia żadnego znaczenia, odrzuca Go, czyniąc przedmiotem swego uwielbienia najróżniejsze «bożki»" .

 

Trudności wiary współczesnego człowieka.

 

Problem wiary jest problemem egzystencjalnym. Wypowiada się on w życiu konkretnego człowieka, żyjącego tu i teraz. Nawet stosunkowo pobieżna obserwacja naszej współczesności prowadzi do refleksji wokół pogłębiającego się kryzysu wiary. Kryzys ten jest zjawiskiem rodzącym jednakże nowe wezwania i przemyślenia, stanowi także inspirację w kierunku pogłębienia wiary dzisiaj.

            Zdając sobie sprawę z fragmentaryczności dokonywanej charakterystyki można wymienić następujące cechy współczesnego świata:

- otwartość - oznacza m.in. duży przepływ informacji słuchowych i wizualnych. Wpływa to na kształtowanie stylu życia, który jest mierzony w kategoriach globalnych (całej kuli ziemskiej). Oznacza także fakt, że życie ludzkie nabrało wymiaru planetarnego;

- duży proces zmian cywilizacyjnych i kulturowych. Szybko następujące zmiany stanowią siłę będącą drenażem osobistego życia. Koliduje to z występującym na ogół brakiem przygotowania do sprostania tym zmianom;

- ustawiczne wrzenie cywilizacji i kultury niesie ze sobą istotne zmiany hierarchii wartości oraz, w konsekwencji, dezorientacji aksjologicznej;

- pierwszorzędnym celem nowo zorientowanej kultury jest nie człowiek, lecz obfitość i doskonałość wytworów;

- odkrycie inżynierii genetycznej oznacza głęboką ingerencję w kod życia;

- życie ludzkie toczy się pod presją i groźbą totalnego zniszczenia;

- przemiany cywilizacyjne i kulturowe dotknęły również życie religijne współczesnego człowieka. Scjentystyczny pogląd na świat eliminuje wartości religijne, ich zasadność i użyteczność życiową. Następuje także przesłonięcie rzeczywistości transcendentnej;

- cechą społeczeństw, zwłaszcza w wielkich aglomeracjach jest anonimowość;

- charakterystyczne są środki przełamywania zjawiska samoalienacji człowieka - przez „zastępcze osoby" (mass ­media, idoli itp.).

W panoramie wymienionych zjawisk współczesnego świata pojawia się przede wszystkim sam człowiek, dotknięty wieloma spośród tych zjawisk, w sposób określający jego kondycję.

 

Trudności religijne.

 

            Kryzys wiary współczesnego człowieka nie oznacza radykalnego przekreślenia faktu, że człowiek pozostaje w swojej głębi istotą religijną. Niemniej, z racji zarówno przyczyn zewnętrznych, jak i wewnętrznych, zainteresowanie sprawami religii znacznie zmalało. Dotyczy to szczególnie kręgu cywilizacji i kultury europejskiej.

Przeżywane przez człowieka w dzisiejszym świecie trudności religijne można podzielić na następujące rodzaje:

1- cywilizacyjne,

2- filozoficzne,

3- wynikające z doświadczeń życiowych,

4- związane z przeżywaniem wiary,

5- dotyczące pluralizmu.

 

 Trudności religijne na tle cywilizacyjnym.

 

Trudności te wynikają z dwóch znamion współczesnej kultury i cywilizacji - areligijności i opcji na rzecz całkowicie świeckiego stylu życia oraz z faktu nie nadążania Kościołów za zmianami zachodzącymi w psychice ludzkiej (brak inkulturacji).

W konsekwencji dokonało się nie tyle zakwestionowanie wiary, co raczej jej faktyczne i bezbolesne wyeliminowanie z wielu dziedzin życia, potraktowania jako czegoś marginalnego.

Konkretne trudności można określić następująco:

1- Bóg przestał być współczesnemu człowiekowi potrzebny, co wiąże się ze znacznym stopniem dobrobytu („niebo na ziemi"),

2- nieskuteczność religii w przeciwstawianiu się złu,

3- sam fakt istnienia zła jest dla wielu argumentem na rzecz nie przyjęcia istnienia Boga,

4 laicki model życia lansowany przez mass-media,

5- propozycje religijne niosą ze sobą pewien stopień trudności, w przeciwieństwie do popularnego modelu rozrywkowo-­przyjemnościowego życia,

6- konflikt sumienia człowieka wychowanego na wartościach chrześcijańskich, ale świadomego faktycznego braku realizacji tych wartości w życiu,

7- wielka zmienność i trwający postęp relatywizują sens i trwałe wartości życia,

8- konsumpcyjny model życia,

9- permanentne zagonienie człowieka powodujące bezrefleksyjny styl życia.

Wymienione składniki panoramy współczesnej cywilizacji oddziaływają na życie wiary człowieka nie tyle na zasadzie destrukcji pojętej jako zwalczanie, ile na zasadzie nie wytwarzania sprzyjającego klimatu rozwoju. Preferując nową skalę wartości faktycznie niszczą wartości religijne. Jednocześnie, paradoksalnie, odsłaniają głęboko istniejącą w człowieku potrzebę życia religijnego poprzez zjawiska, które można określić jako religijność bez Boga.

 

Trudności na tle filozoficznym.

           

            Postęp naukowo-techniczny stał się w naszej współczesności jednym z czynników umożliwiających autentyczny i integralny rozwój osoby ludzkiej. Z drugiej jednak strony pojawia się jako rzeczywistość ambiwalentna: stanowi bowiem silną i wyraźną pokusę oderwania człowieka od Stwórcy. Pokusa ta wyraża się najdobitniej w znanym od dawna, ale współcześnie szczególnie zintensyfikowanym zjawisku ateizmu.

            Ateizm jest doktryną lub egzystencjalną postawą człowieka wyrażającą negację Boga. W aspekcie teologicznym wyraża się w osobowym zerwaniu więzi z Bogiem i cofnięciu zaufania wobec Niego. Natomiast w aspekcie religioznawczym ateizm wyraża się w absencji kultu religijnego, zaś w aspekcie socjologicznym dokonuje się zanik praktyk religijnych i desakralizacja życia ludzkiego.

Ze względu na podmiot, który wyznaje ateizm można wyróżnić:

- ateistów praktycznych - sądzą, że wierzą w Boga, ale w rzeczywistości negują Jego istnienie w każdym ze swoich działań; adorują władzę lub pieniądz,

- pseudoateistów - sądzą, że nie wierzą w Boga, lecz w rzeczywistości nieświadomie wierzą w Niego; negacja dotyczy w istocie nie Boga lecz błędnego wyobrażenia Boga,

- ateistów absolutnych - rzeczywiście negują istnienie Boga: Stwórcy, Zbawiciela i Ojca.

Ze względu na punkt widzenia logicznej zawartości różnych filozofii ateistycznych można podzielić ateizm na:

- ateizm negatywny - oznacza czysto destruktywny proces odrzucenia pojęcia Boga, które zostaje zastąpione przez próżnię,

- ateizm absolutny i zarazem pozytywny - neguje rzeczywistość samego Boga i jest zarazem antyteizmem żądającym, by został przeżyty dogłębnie przez człowieka; rości ponadto sobie pretensje do tego, by zmieniać oblicze ziemi.

Jest to aktywna walka przeciwko wszystkiemu, co przypomina Boga, a jednocześnie rozpaczliwy wysiłek przebudowy całego ludzkiego uniwersum myśli i całego świata ludzkich wartości, z których to myśli i wartości wyrugowane zostało pojęcie Boga. Przykładem takiego ateizmu jest tragiczny ateizm Nietschego, zarozumiały ateizm egzystencjalistyczny, rewolucyjny ateizm materializmu dialektycznego.

            Ateizm w sposób bardzo istotny oddziaływuje na egzystencję człowieka. Jego skutki są bardzo szerokie zakresowo, ale zawsze destruktywne. Tak więc ateizm powoduje przebudowę dotychczasowej hierarchii wartości. W konsekwencji może to prowadzić do relatywizacji, a nawet utraty sensu życia. W człowieku może zostać wywołana i utrwalona pustka oraz związane z nią poczucie obcości i samotności .

Ponieważ człowiek w swojej głębi pozostaje istotą religijną, która potrzebuje wiary, w sytuacji, gdy zostanie zabrana człowiekowi wiara w osobowego Boga, pojawiają się w to miejsce pewnego rodzaju substytuty wiary - w postaci różnego rodzaju mitów czy swoistych zapotrzebowań na zjawiska ponadnaturalne.

 

Trudności wynikające z doświadczenia życia. Doświadczenia kwestionujące pewien model wiary. Są to typowe doświadczenia ludzi, którzy posiadają wiarę w stanie „szczątkowym". Taka zdegenerowana postać jest efektem niewiary lub braku praktyk religijnych rodziców.

            W takich wypadkach dochodzi często do konfliktu między autorytetem domu, jego klimatem a autorytetem katechety, Kościoła. Kwestionowane są w wielu wypadkach elementy nauki Kościoła dotyczącej problemu zła, przykazań. Kwestionowany jest idealny obraz Kościoła i konfrontowany ze konkretną rzeczywistością na wskroś ludzką, pełną błędów i grzechów. Trudność stanowi „irracjonalność" wiary, niewystarczająca ilość przesłanek rozumowych. Specyficzny problem stanowi konfrontacja wiary i wiedzy. Ten stan jest m.in. efektem niewłaściwego przekazu prawd wiary. Przyczyną trudności w wierze bywa także zgorszenie, które pochodzi od ludzi Kościoła brak konsekwencji, deklaratywny charakter ich wiary).

 

Trudności związane z przyjęciem niektórych prawd wiary.

           

            Niektórzy ludzie, deklarując się jako wierzący, a także podejmujący praktyki religijne, przyznają się jednocześnie do trudności w zaakceptowaniu niektórych prawd wiary. Najwięcej trudności sprawia im bóstwo Chrystusa, Jego narodzenie, nieśmiertelność duszy ludzkiej, dogmaty Maryjne, nieomylność papieża.

Wydaje się, że można wskazać na dwa zasadnicze źródła takiego selektywnego chrześcijaństwa:

1- brak nadprzyrodzonej wiary - akceptowana jest tylko wiara w granicach przyjętych przez rozum,

2- nowa umysłowość niezwykle sceptyczna wobec wszystkiego, co jest „tajemnicą".

 

 Trudność wynikająca z braku przeżycia wiary.

            Człowiek współczesny jest na ogół zapoznany z nauką Chrystusa i wartościami, które ona niesie. Jest to przecież element kultury i dziedzictwa kulturowego naszej współczesności. Nie oznacza to wszakże, że taki człowiek doświadczył spotkania z Chrystusem, wszedł z Nim w bezpośredni, osobowy, przyjacielski kontakt. Przyczyny tego stanu można upatrywać, jak się wydaje, w nadmiernej memoryzacji i racjonalizacji prawd wiary, z zapomnieniem, że człowiek w swojej strukturze zawiera także całą sferę emocjonalną.

Dotychczasowe duszpasterstwo oferowało chrześcijaństwo autorytatywne i wymagało posłuszeństwa temu autorytetowi. W postulacie, a raczej żądaniu posłuszeństwa, nie zwracano uwagi na fakt, że niektóre twierdzenia religijne były dla człowieka wewnętrznie obce. Akcentowano obowiązkowość uczestnictwa we Mszy świętej, przyjmowania sakramentów bez zainteresowania rezonansem tych przeżyć w człowieku. Taki model spotykał się z psychicznym sprzeciwem ludzi, ponadto nie był i nie jest konkurencyjny w stosunku do przeżyć idących ze świata.

 

Trudności na tle pluralizmu.

            Pluralizm religijny i światopoglądowy jest faktem nieodłącznym w życiu współczesnych i nowoczesnych społeczeństw. W jego wyniku pojawiła się sytuacja, gdzie obok siebie koegzystują ludzie różnych religii, wyznań, a także zadeklarowani niewierzący. W ten sposób dokonuje się swoiste kwestionowanie wiary wierzących przez sam fakt życia i pracy wśród ludzi niewierzących.

            Dlatego też ludzie wierzący w społeczeństwach pluralistycznych zmuszeni są poniekąd do refleksji nad sensem, potrzebą i wartością swojej wiary. Jeżeli do tego stanu dochodzi jakość konkretnej wiary, jakość wyrażana przede wszystkim w charakterze tradycyjnym i obyczajowym wiary, wówczas może dojść do ostrych kryzysów, prowadzących do utraty wiary włącznie.

 

Chrześcijanin w świecie zeświecczonym

 

            Mówienie dzisiaj o dechrystianizacji współczesnego świata sta­je się wprost banalne wobec poważnego odejścia licznych grup społecznych od praktyk religijnych. Powszechnie mówi się o se­kularyzacji nauki, działalności gospodarczej człowieka, działal­ności społecznej i politycznej, wychowawczej i kulturowej. Dzia­łanie i myślenie tak, jakby Bóg nie istniał, zawiera w sobie daleko idące konsekwencje. Świat cały zostaje oddany człowiekowi do dyspozycji; człowiek nad nim panuje, może go użytkować, zmie­niać i przekształcać wedle własnej woli i potrzeb. Żadna z rzeczy stworzonych nie jest w jakimś stopniu i sensie „święta", aby nie mogła podlegać człowiekowi, służyć jego potrzebom. Koncepcja ta zakłada więc autonomię człowieka nie tylko w dziedzinie po­znania świata, ale i technicznych oraz gospodarczych możliwości jego podporządkowania.

            Charakterystyczna dla tej sytuacji jest postawa rezygnacji z odnoszenia człowieka do pierwiastka boskiego, wiecznego, nie­śmiertelnego. Rezygnacja ta wynika z takiej koncepcji świata, „według której całkowicie tłumaczy się on sam, bez potrzeby uciekania się de Boga, który wydaje się zbyteczny a nawet prze­szkadza". W istocie swej postawa ta usiłuje podkreślać potęgę poznawczą umysłu ludzkiego, pomijając w interpretacji świata pierwiastek nadprzyrodzony, a nawet wprost zmierzając do jego zaprzeczenia . Tak rozumiany sekularyzm sta je się swego rodza­ju ideologią, obrazem świata bez Boga, programem życia ludzkie­go, skierowanego na doczesność - na to, co jest profanum. Co więcej, w swym programie sekularyzm znamionuje się nastawie­niem na oddzielenie człowieka od wartości transcendentnych, któ­re w swej istocie zostają podważone, a w twórczości kulturalnej zakłada z góry rezygnację z poszukiwania sacrum. Wszelkie związane z tym zabiegi uważa za bezsensowne, pomniejszające szanse twórczości służącej człowiekowi i jego racjonalnym potrzebom.

            Do niedawna wyrażenie „chwila obecna" wydawało się mieć większą stałość i trwałość. Dzisiaj, po ogromnych zmianach pra­wie we wszystkich wymiarach ludzkiej egzystencji, w technologii komputerów, całe pokolenie. zanika w ciągu jednego lub dwóch miesięcy, i czas ten skraca się jeszcze bardziej. Wszystkie aspekty kultury dotknięte są tym skróceniem. Jeśli nie jesteśmy czujni na to ogromne przyspieszenie chwili obecnej, to tym samym tra­cimy kontakt z przeszłością. Ryzykujemy życie na ziemi niczyjej, między mało znaczącą przeszłością a zagrażającą nam przyszło­ścią, która ledwie zaczęła istnieć, a już staje się zapomnianą prze­szłością. Rozwój technologii jest nie do uniknięcia i będzie po­stępował dalej. Wyzwaniem jest obrona miejsca i czasu, koniecz­nych do medytacji, dzięki której trwałe i godne pochwały dobro dziedzictwa daje możliwość rozeznania najlepszych i najgorszych elementów życia, które nas otaczają i które na nas wpływają.

            Znaki czasu są wydarzeniami, które najlepiej symbolizują i charakteryzują zmiany dokonujące się w naszym świecie. Po­nieważ człowiek w swym wzroście i w kontakcie ze światem jest bytem w historii, bytem uczynionym, by się rozwijać i szukać nowych sposobów doskonalenia, nie można go poznać doświad­czalnie inaczej niż ujmując go w miejscu, w którym się znajduje w swym wzrastaniu w czasie, a zwłaszcza starając się zrozumieć sam sens tego wzrostu. Świat współczesny jest areną wielkich dramatów i bolączek, ale również budzi nadzieję i optymizm. Pa­norama tych negatywnych, ale i pozytywnych, aspektów współ­czesnej rzeczywistości jest z pewnością bardzo długa. Warto jed­nak mieć na uwadze „znaki" najbardziej widoczne i niosące naj­większe zagrożenia, jak też i te, które niosą wielką nadzieję.

            Rozwój współczesnej cywilizacji dokonuje się na wielorakich, często ambiwalentnych, sprzecznych ze sobą, płaszczyznach ludz­kiego życia. Sytuacja polityczna, społeczno-gospodarcza czy też narodowo-kulturowa jest rezultatem i skutkiem całego splotu wy­darzeń, interesów i dążeń poszczególnych państw, grup społecz­nych czy też pojedynczych jednostek. Obok prawdy, dobra, po­koju i miłości nierzadko do głosu dochodzi kłamstwo, zło, agresja i nienawiść. I w tym kontekście należy niewątpliwie stwierdzić, że „istota ludzka, jeśli nie jest uznana i kochana na miarę jej godności żywego obrazu Boga (por. Rdz 1, 26), narażona jest na najbardziej upokarzające i wynaturzone akty «uprzedmiotowie­nia», w wyniku których dostaje się w niewolę silniejszego" .

            Współczesna epoka przejawia tendencje liberalizujące. Przeja­wia się to w wielu dziedzinach życia ludzkiego (polityka, sztuka, pedagogika, ekonomia itd.), ale w dziedzinie moralnej niosą one ze sobą niebezpieczeństwo deformacji moralnej świadomości. W tym właśnie zawirowaniu dzisiejszy człowiek - poddany pro­cesowi szybkich zmian egzystencjalnych - wątpi, by można było ustalić zwarty i stały porządek moralny i wyprowadzić z niego równie stałe zasady etyczne. Według niektórych, nie ma żadnej rzeczywistości absolutnej i niezależnej, np. Boga, a tworzenie ja­kiegoś systemu etycznego, proponującego pierwotne i stałe zasady, uważają oni za bezkrytyczny dogmatyzm, tudzież za wyraźne samo oszukiwanie siebie.

            Bolesne napięcia, krwawe wojny, wyścig zbrojeń, przejawy nietolerancji i rasizm, terroryzm, tworzenie klimatu strachu i nie­pewności - oto najbardziej powszechne zjawiska, które mogą zagrozić jedności dzisiejszego świata i pokojowi. Istnieją miliony uchodźców, których wojny, klęski naturalne, prześladowania i wszelkiego rodzaju dyskryminacje pozbawiły właściwie wszyst­kiego, a więc domu, pracy, rodziny i ojczyzny. Można bowiem bezsprzecznie zauważyć, że „tragedia tych rzesz wypisana jest na przygnębionych twarzach mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy w po­dzielonym i niegościnnym świecie nie mogą już odnaleźć domo­wego ogniska".

            Do najciemniejszych stron dzisiejszych czasów należy zaliczyć tzw. „cywilizację śmierci", zwaną też „kulturą śmierci". Żniwem tej cywilizacji są niesprawiedliwość, dyskryminacja, wyzysk, oszu­stwo i przemoc. W każdej epoce miarą ich pozornego sukcesu jest śmierć niewinnych. W naszym stuleciu, jak nigdy przedtem w dziejach, kultura śmierci przybrała społeczne i instytucjonalne pozory legalności, które mają usprawiedliwiać najstraszliwsze zbrodnie przeciw ludzkości: ludobójstwo, czystki etniczne oraz masowe odbieranie życia istotom ludzkim jeszcze przed ich na­rodzeniem lub przed nadejściem śmierci naturalnej.

            Wielką bolączką współczesnego świata w sferze religijnej jest trwający do dzisiaj podział chrześcijaństwa, a także antagonizmy wyznaniowe, rozkwit sekt, które manipulując człowiekiem propo­nują różne formy ezoteryzmu i magii. Negatywnym obliczem współczesności jest także rabunkowa gospodarka, niesprawiedli­wość społeczna i wielkie bezrobocie, zwłaszcza w krajach rozwi­jających się.

            Palącym problemem jest również tzw. „kwestia ekologiczna", która dotyczy skutków działalności gospodarczej człowieka, a zwłaszcza skutków coraz szybszej industrializacji, gwałtownego przy­rostu ludzkości, niedożywienia panującego na wielkich obszarach świata, nieodwracalnego wyczerpywania zasobów naturalnych oraz degradacji środowiska 18. Należy ze smutkiem stwierdzić, iż człowiek stał się ostatnio brutalnym niszczycielem środowiska na­turalnego. Konsekwencje takiego stanu rzeczy są do przewidzenia już w niedalekiej przyszłości.

            Wielu, zwłaszcza młodych, nie widzi przyszłości dla siebie i szuka zapomnienia w rozrywce, alkoholu, w seksie i narkoty­kach; inni załamują się psychicznie, jeszcze inni zamykają się w obojętności albo wchodzą w środowiska, w których panuje prze­moc. Są to próby ucieczki przed wewnętrzną pustką. Jednak za­grożenie lękiem i rozpaczą nie znika.

            To wszystko jest na dodatek podsycane przez tzw. „fałszy­wych proroków i pozornych mistrzów życia". Często ci fałszywi nauczyciele, należący do intelektualnej elity świata nauki, kultu­ry i środków przekazu, w sposób zaplanowany i systemowy głoszą świadomie anty-Ewangelię. Twierdzą, że nie ma już żadnych ideałów, i pogłębiają w ten sposób poważny, nękający społeczeń­stwo kryzys moralny, który sprawia, że toleruje się dziś, a nawet pochwala, pewne formy postępowania, niegdyś potępiane przez sumienie i zdrowy rozsądek.

            Agresywna reklama wpaja ludziom przekonanie, że czymś na­turalnym jest to, iż człowiek szuka jedynie przyjemności, po­twierdzenia własnego ja i natychmiastowego zaspokojenia in­stynktownych popędów, nie okazując szacunku własnemu ciału i zamykając swe oczy na potrzeby bliźnich. Dochodzi nawet do tego, że proponuje się styl życia bez Boga i lekceważy się tożsa­mość narodową i chrześcijańską. Są to tzw. postmodernistyczne filozofie, wywodzące się od „mistrzów podejrzenia", czyli Marksa, Nietzschego i Freuda.

            Przedstawiona w krótkim zarysie panorama rzeczywistej sy­tuacji w świecie współczesnym musi być niewątpliwie uzupełnio­na przez zasygnalizowanie istniejących również aspektów pozy­tywnych. Mówi się dzisiaj wprost, iż nasza epoka jest epoką hu­manizmów. Coraz bardziej umacnia się i upowszechnia persona­listyczna koncept ja człowieka, ze szczególnym zaakcentowaniem wolności i godności osoby ludzkiej. Świadomość godności każdej istoty ludzkiej wyraża się między innymi w wielorakiej trosce o poszanowanie ludzkich praw i w zdecydowanym odrzuceniu ich gwałcenia. Podobnie przejawem i owocem humanistycznych prą­dów jest rosnąca potrzeba uczestnictwa nie tylko w życiu rodzin­nym i szkolnym, ale także kulturalnym, gospodarczym, społecz­nym i politycznym.

            Kolejnym świadectwem rozwoju i twórczego działania ludz­kości we współczesnym świecie jest ogromny postęp nauki i tech­niki, umożliwiający człowiekowi poznanie i opanowanie otaczają­cego go świata i kosmosu, a dostrzega się go w zadziwiającej i wręcz nieprawdopodobnej skali odkryć i osiągnięć. Jako cenny znak jedności współczesnego świata i tolerancji jawi się także obecnie, na płaszczyźnie religijnej, zjawisko ekumenizmu i coraz większa świadomość, że „wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga". „Dzisiaj bardziej chyba niż w przeszłości ludzie zdają sobie spra­wę z łączącego ich wspólnego przeznaczenia, aby budować razem, jeśli chce się uniknąć zagłady wszystkich" . Zaczyna tym samym dojrzewać zrozumienie tego, że dobro, do którego wszyscy jesteś­my powołani, i szczęście, do którego dążymy, nie dadzą się osiąg­nąć bez wysiłku i zaangażowania wszystkich.

            Wszystkie podejmowane przez ludzkość wysiłki na rzecz jed­ności i uczestnictwa, niezależnie od trudności; opóźnień, przeciw­ności wynikających z ludzkiej słabości, grzechu i działania szatana, znajdą pełną odpowiedź w działaniu Jezusa Chrystusa, Odkupi­ciela człowieka i świata. Dlatego ludzkość mimo wszystko może i musi mieć nadzieję. Żywa Ewangelia w osobie Jezusa Chrystusa jest radosną nowiną, którą należy codziennie przepowiadać i da­wać jej świadectwo wobec wszystkich ludzi. „Kościół... wierzy, że Chrystus, który za wszystkich umarł i zmartwychwstał, może człowiekowi przez Ducha swego udzielić światła i sił, aby zdolny był odpowiedzieć najwyższemu swemu powołaniu; oraz że nie dano ludziom innego pod niebem imienia, w którym by mieli być zbawieni... Kościół utrzymuje ponadto, że u podłoża wszystkich przemian istnieje wiele rzeczy nie ulegających zmianie, a mają­cych swą ostateczną podstawę w Chrystusie, który jest Ten sam, wczoraj, dziś i na wieki" (KDK, 10).

 

Królestwo Boże w znakach czasu

 

Kościół, chrześcijanin jest w świecie, żyje w świecie współ­czesnym. Charakterystyczną cechą postawy Kościoła posoborowe­go jest zwrócenie szczególnej uwagi na rzeczywistość ludzką, pa­trzenie na nią z punktu widzenia historycznego, a więc widzenie faktów, wydarzeń i zjawisk naszych czasów. Sobór nazywa znaka­mi czasu wydarzenia, potrzeby i pragnienia, które, odczytane w świetle Ewangelii, pozwolą rozpoznać prawdziwe znaki obec­ności lub zamysłów Bożych (por. KDK 4 i 11).. Wskazuje to wy­raźnie, że dwie rzeczywistości: ziemska i nadprzyrodzona, nakła­dają się na siebie i wzajemnie się przenikają. Żadnej z nich nie wolno pominąć ani umniejszyć. Nieliczenie się z historyczną rze­czywistością czyni z pewnych wydarzeń rodzaj jakichś cudow­nych zjawisk, zacierając tym samym ich naturalny charakter. Natomiast historyczne fakty bez wskazania na ich nadprzyrodzoną wymowę pozostają tylko historią, a nie znakami innej rzeczy­wistości.

            Wyrażenie „znaki czasu" należy do pierwotnych pojęć języka biblijnego i ewangelicznego. Wyrażenie to ponadto weszło w pow­szechne użycie i uzyskało znaczenie bardzo głębokie, szerokie i in­teresujące. Oznacza ono w języku religijnym teologiczną inter­pretację historii współczesnej. W dziedzinie religii „znak" zajmu­je bardzo ważne miejsce s. Królestwo Boże normalnie nie jest do­stępne naszej wiedzy w sposób bezpośredni; doświadczalny, intui­cyjny, ale za pomocą znaków. Co więcej, od chwili, gdy Słowo Boże stało się. ciałem i mieszkając na ziemi człowieczej weszło w dzieje świata, jako człowiek doskonały, wzięło je w siebie i w sobie streściło (por. KDK 38), cała historia została przeniknięta tajemnicą Chrystusa (por. DFK 14); a Chrystus staje się celem ludzkich dziejów, do którego zwracają się pragnienia historii i cy­wilizacji, ośrodkiem rodzaju ludzkiego (por. KDK 45). Tak rozu­miana historia przestaje być wiązką luźnych wydarzeń, a staje się terenem i narzędziem Bożego działania na ziemi. W historii i jej wydarzeniach Bóg urzeczywistnia zbawczy swój plan.

            Trafnego rozpoznania znaków czasu i słyszenia w nich przema­wiającego Boga można jednak dokonać tylko przy współpracy z łaską Bożą. Nie ma w tej dziedzinie jakichś uniwersalnych kry­teriów - ważnych zawsze i w poszczególnym przypadku. „Tylko przez światło wiary - mówi Sobór - i rozważanie słowa Bożego można zawsze i wszędzie poznawać Boga, w którym «żyjemy, po­ruszamy się i jesteśmy» (Dz 17, 28), w każdym wydarzeniu szukać Jego woli, widzieć Chrystusa we wszystkich ludziach, czy to bli­skich, czy obcych, trafnie osądzać prawdziwe znaczenie i wartość rzeczy doczesnych tak samych w sobie, jak i w stosunku do celu człowieka" (DA 4). Wiary i łaski nie zastąpi tutaj ani wykształce­nie ani umysłowa wnikliwość.

            Szczególnym sposobem urzeczywistnienia Królestwa Bożego tu i teraz jest obserwowanie „znaków czasu" w historii, znaków czasu jako wezwań Ewangelii, jako zdolności przyjęcia łaski Chry­stusa. Jest to oczywiście obserwacja realistyczna, która nie jest oportunistyczną analizą socjologiczną, ale w oparciu o Ewangelię badaniem, jak dzisiaj budować nowy i lepszy świat. Królestwo Boże jest tutaj, w ziemskiej wspólnocie wierzących. Chrystolo­giczne i eschatologiczne znaki w tej samej perspektywie, w ramach ciągłości historycznej, naznaczają wydarzenia i wartości, które są nosicielami tych znaków. Bóg przemawia dzisiaj i w takich a nie innych wydarzeniach i znakach. Owszem, dzisiaj, w nowej epoce, z nową wiedzą, nowymi problemami, nowymi możliwo­ściami, nowymi horyzontami stwierdza się jednoznacznie, iż wię­cej się zdarza w jednym dziesięcioleciu, niż zdarzało się w nie­zliczonych stuleciach przeszłości. Dlatego istotną częścią chrześci­jańskiej postawy egzystencjalnej jest umiejętność dostrzegania posłannictwa, jakie niesie konkretny czas, i tego, co jest zawarte w poszczególnych „znakach czasu".

            Wierność wobec „znaków czasu" (kairos) prowadzi do praw­dziwej ciągłości życia, gdyż każda godzina łaski w swym byciu jest wyzwaniem-apelem, jest częścią tego samego stwórczego i od­kupiającego planu Bożego. Sobór Watykański II przypomina, że aby wykorzystać czas obecny, trzeba nauczyć się odróżniać to, w czym kryje się rdzeń prawdy, od tego, co jest tylko kulturo­wym dodatkiem z wieków minionych (por. KDK 52). Podstawową postawą chrześcijanina jest więc słuchanie, obserwowanie, czuj­ność i otwartość oraz odpowiednie do tego działanie. Można bez przesady powiedzieć, że dialog między Bogiem a człowiekiem usytuowany jest i ucieleśniony we wszechogarniającej rzeczywi­stości ludzkich wydarzeń. Właściwe rozumienie nieustannej obec­ności Bożej nie zostawia miejsca na sztywne planowanie i rutynę, jak również na bezczynność. Znaki te aktywizują ludzką sponta­niczność, inicjatywę, szlachetność, nie pozwalając na wyobcowa­nie się z życia. Są przynaglającym, dynamicznym wezwaniem do egzystencjalnej odpowiedzi w czynie miłości, i pozwalającym być czujnym, gotowym wobec rzeczywistych możliwości i potrzeb. Z tym łączy się gotowość do zmiany i rozwoju.

            Gotowość ta w odpowiedzi na łaskę i apel chwili obecnej jest odnawianym „tak" wobec wiecznego Przymierza. Jest ufnością wobec Boga, nawet jeśli prowadzi On człowieka przez pustynię ku nieznanej przyszłości. Jest równocześnie wdzięcznością wobec całej historii zbawienia, a zwłaszcza wobec tego dziedzictwa, które należy przekazać przyszłym pokoleniom. Wszystko to ma właści­wości personalizujące w tej mierze, w jakiej człowiek pojmuje wymiary historii zbawienia i odczuwa naglącą potrzebę solidar­ności całej ludzkości. Personalista chrześcijański świadomie prag­nie wykorzystać wszystkie swoje indywidualne moce w danym czasie i w danej sytuacji, gdyż wie, że jeśli jeden człowiek wy­korzystuje w pełni obecne swe możliwości, wzbogaca to wszyst­kich ludzi, całą wspólnotę i całe środowisko, podobnie jak tracą wszyscy, jeśli jeden konkretny człowiek nie potrafi odpowiedzieć istotnym potrzebom i możliwościom (por. 1 Kor 12, 26).

            W optymistycznym spojrzeniu na to, co niesie teraźniejszość, należy widzieć znak wyróżniający: ci, którzy głoszą Królestwo Boże, znaki czasu, czas łaski i decyzji, są prawdziwymi uczniami Chrystusa, prawdziwymi wierzącymi. Natomiast ci, którzy żywią nieustanne obawy, którzy bez przerwy lamentują nad naszymi czasami, nie wierzą tak naprawdę w sens historii zbawienia, cho­ciaż zwą się chrześcijanami. Kiedy bowiem nadchodzi odpowied­nia godzina, nie wolno chrześcijaninowi odwoływać się do żadnego „jeśli" i „ale", gdyż takie uwarunkowania i takie lamentacje sta­nowią zupełne przeciwieństwo chrześcijańskiego egzystencjali­stycznego spojrzenia na świat.

            Chrześcijanin, czujny na znaki czasu, potrafi wykorzystać wszelkie możliwości odkupienia, jakie oferuje w danym miejscu czas obecny. Konstytucja o Kościele w świecie współczesnym (nr 52) przypomina, że aby wykorzystać czas obecny, aby „odku­pić czas - redimere tempus", trzeba się nauczyć odróżniać to, w czym kryje się rdzeń prawdy, od tego, co jest tylko  dodatkiem z wieków minionych. Ci, którzy nie potrafią rozróżniać tych rzeczy, stracą na zawsze dobrą szansę jedynego w swym rodzaju obecnego momentu historii. Znaki czasu są w ja­kimś sensie apelem skierowanym przez Osobę do osoby - przez kochającego Boga do poszczególnej osoby i do poszczególnych społeczeństw. Podstawową postawą chrześcijanina jest więc słu­chanie, obserwowanie, czujność i otwartość oraz odpowiednie do tego działanie. Dla tych, którzy są czujni na znaki czasu, będące jednocześnie godziną próby, wydarzenia zewnętrzne razem z we­wnętrznym osobistym powołaniem stają się jedną rzeczywistością. Duch Święty, który odnawia oblicze ziemi, czyni wrażliwymi tych, którzy powierzają Mu siebie i są gotowi na zawołanie. Bowiem przez wydarzenia Bóg wzywa człowieka do większej wrażliwości i odpowiedzialności wobec bliźniego i społeczeństwa. Dialog mię­dzy Bogiem a człowiekiem usytuowany jest i ucieleśniony we wszechogarniającej rzeczywistości ludzkich wydarzeń. O charak­terze osoby ludzkiej decyduje jej otwartość w otrzymywaniu i dawaniu.

            Właściwe rozumienie znaków czasu i nieustannej obecności Bożej nie zostawia miejsca na sztywne planowanie i rutynę, jak również na bezczynność. Obecność Boża w znakach czasu aktywi­zuje ludzką spontaniczność, inicjatywę, szlachetność, nie pozwa­lając na wyobcowanie z życia. Jest przynaglającym, dynamicznym wezwaniem do egzystencjalnej odpowiedzi, w której człowiek musi pozostawić za sobą wszelkie rachuby i ludzką tradycję, mo­gące mu przeszkadzać, by szedł przed siebie, by był czujny, goto­wy wobec rzeczywistych możliwości i potrzeb. Bóg obecny w zna­kach czasu wzywa jednocześnie do autentyczności, niepowtarzal­ności, do bycia przy każdej okazji sobą w kontaktach z innymi[5].

 

3. Aktualizować Ewangelię w świecie

           

            Los ludzkości w nowym porządku łaski nie rozgrywa się w oderwaniu od pierwszego aktu stwórczego, w którym Bóg od­dał ludziom ziemię w użytkowanie. Każdy człowiek, w tym także chrześcijanin, nie może inaczej dojść do samookreślenia, jak tylko przez odniesienie do świata, tego świata, który kocha i pragnie zbawić. W dialektyce istniejącej między oderwaniem się od świata i łącznością z nim reakcjami chrześcijanina rządzi przeświadcze­nie, że dochowuje on wierności swej religii przez łączność i w łącz­ności ze światem, nawet wtedy, gdy jego wiara dopuszcza możli­wość zewnętrznego z nim zerwania.

            Świat dla każdego; także świata chrześcijanina, nie jest jakimś idealnym światem, stworzonym przez nasze nadzieje, światem, dla którego mielibyśmy oczekiwać szczęśliwej przyszłości ekono­micznej, społecznej i politycznej, umożliwiającej nam wreszcie urzeczywistnienie się naszej miłości. Jest to ten świat, na którym się znajdujemy, taki, jaki jest, ze wszystkimi jego skazami, jak również z całą jego wielkością, ze wszystkimi trudnościami i nie­powodzeniami, jakie nam niesie, świat, na którym działa szatan. Gdybyśmy sądzili inaczej, wiara nasza byłaby ucieczką, gdyż właśnie ten świat jest miejscem wcielenia się łaski.

            Podjąć dialog ze światem, spotkać się z nim, z jego realnością, z jego oryginalnością, aby_ uobecnić w nim Ewangelię, nie jest sprawą łatwą. Należy bowiem skoncentrować się na tym, aby chrześcijanin mógł spotkać się w prawdzie z ludźmi swoich cza­sów, nie biorąc „w nawias" swojej wiary. Chodzi też o to, aby nieść im świadectwo swej żywej wiary, ożywiając nią własne po­stępowanie etyczne. I w tym kontekście należy stwierdzić, że od­czytywanie znaków czasu nie może się odbywać poza oddziały­waniem na świat. Równocześnie jednak nie należy go uważać za rodzaj taktyki misyjnej: najpierw lepiej poznać życie -ludzkie, by następnie łatwiej doprowadzić ludzi do przyjęcia nauczania, które w przeciwnym razie pozostawałoby związane z przebrzmiałą pro­blematyką i nie odnosiło się do ich realnego życia.

            Wydarzenia, które stanowią znaki czasu, nie są więc po prostu okazjami, by głosić Ewangelię. Są one same w sobie, jako historia świecka, chciane i kierowane przez Boga, w związku z inną rze­czywistością, której są prefiguracją i oczekiwaniem. Ich ważność i czysto ludzkie znaczenie stanowią jak gdyby podtrzymanie tego innego znaczenia, które można odkryć tylko przez wiarę. Tak więc istnieje ścisły związek między nimi; a odczytanie sensu danego wydarzenia przez Kościół pozwala mu prawdziwie ucieleśnić swoje orędzie i własną historię i sprawia, że staje się on obecny dla ludzi. I odwrotnie, przez to odczytywanie może on wyjaśnić czysto ludz­kie znaczenie wydarzeń i pozbawić je dwuznaczności, które te wy­darzenia mogą w sobie ukrywać.

            Lecz, co najważniejsze, takie odczytywanie znaków czasu nie jest już kwestią informacji, tak jakby chrześcijanie, zajmując miejsce poza światem, chcieli tylko lepiej go rozumieć. Chodzi o coś innego. Takie odczytywanie zakłada życie razem, odbywanie wspólnej drogi z ludźmi swoich czasów, ponieważ w samym łonie życia świata chrześcijanin ma odkryć. innym, a także samemu sobie, wolę Bożą. A może to zrobić angażując się życiowo i rzeczy­wiście pomagając innym osiągnąć ich prawdziwy cel, którym jest ludzkość zjednoczona i pojednana.

            Wydaje się, że każdy chrześcijanin ma przed sobą, zwłaszcza w kontekście jednoczącej się Europy, ogromne zadanie do spełnie­nia. W grę wchodzi bowiem nasza przyszłość.  Nie można zatem przechodzić obojętnie wobec wezwania tej godziny, w której ży­jemy, nie popadając tym samym w wielkie niebezpieczeństwo. Na­tomiast zadanie, jakie stoi przed nami, można by określić jako rehabilitację tego, co ludzkie, co specyfikuje człowieka, tzn. wol­ności i miłości . Dodać przy tym należy, iż realizacja tego za­dania, tak na Wschodzie jak i na Zachodzie, wymaga wielkiego wysiłku zmierzającego do moralnej i społecznej odbudowy czło­wieka. Podważono już bowiem wiele z tego, co w ciągu ostatnich stuleci służyło za punkt odniesienia dla społeczeństw europej­skich, wiele zawaliło się także pod swym własnym ciężarem, bądź też przejawia wyraźną kruchość, starając się przy tym ukryć za wszelką cenę utratę swej wiarygodności.

            Jesteśmy świadkami tego, iż jako niepewne jawi się dotych­czasowe uzasadnienie wartości moralnych oraz zachowań ludz­kich, powodując siłą rzeczy osłabienie więzi współżycia społeczne­go. Przemoc, w różnych postaciach, staje się zjawiskiem życia co­dziennego, zniekształcając właściwe odniesienia człowieka do sie­bie i do innych oraz powodując narastający wciąż brak zaintereso­wania budową prawdziwie ludzkiego środowiska. Bezsensowne sta­je się nawet zadanie poważnego kształtowania własnego życia. Co więcej, powierza się realizację życia losowi, bądź wielkiemu prze­mysłowi nastawionemu na przetrwanie. Podrzędne i zgoła margi­nesowe aspekty życia nabierają znaczenia istotnego w pracy, w za­jęciach i zainteresowaniach, w rozmowie.

            Adresatem ewangelizacji jest dzisiaj nowy człowiek - post­chrześcijanin. Postchrześcijanin jest człowiekiem, który uważa, że zna chrześcijaństwo, ale przestał się nim interesować. albo­wiem nie pociąga go takie chrześcijaństwo. Dzisiejszy człowiek utracił w znacznej mierze sens - a także język - mówienia o tajemnicy Boga i o sobie samym jako o tajemnicy. Nie potrafi ze swym niepokojem moralnym czynić nic innego, jak tylko się złościć na innych i na całą rzeczywistość, bądź też dożyć wszelkimi siłami do uwolnienia się od niej. Wypowiada się on jeszcze niekie­dy językiem chrześcijańskim, ale nie rozumie jego sensu.

            Mając to wszystko na uwadze, w głoszeniu Ewangelii należy zawsze wziąć pod uwagę konkretnego adresata, albowiem drogą Kościoła jest zawsze człowiek. Człowiek realny, konkretny, osoba ludzka, jaką mamy przed sobą, z jej twarzą, sercem, pragnieniami, udręką i radością, z jej rodziną i pracą, historią i przeznaczeniem.

            Chodzi więc zawsze o człowieka konkretnego, którego trzeba brać zdecydowanie na serio, akceptować go i kochać takim, jaki jest, nie roszcząc sobie z tego tytułu żadnych pretensji, ani nie doma­gając się od niego jakiejś radykalnej zmiany, lecz traktując go jako swego towarzysza na drodze życia. Tylko w ten sposób chrze­ścijanin będzie mógł być „dla człowieka" i umożliwi mu spotkanie Jezusa na nowo jako Światła, Prawdy i konkretnej Drogi dla własnej egzystencji tegoż człowieka .

            Spotkanie świata z Ewangelią, a zwłaszcza z osobą Jezusa Chrystusa, nie może się dokonywać w obrębie abstrakcyjnych wartości, uważanych za „naturalne" i oczywiste dla wszystkich. Ewangelizacja nie może unikać konkretnego głoszenia osoby Je­zusa.  A wynika stąd, że głoszenie to, bezpośrednie, konkretnie może mieć tylko tę formę, jaką ma świadectwo i zaproszenie. Nie może zatem się realizować jakby na marginesie życia, tzn. poza jego zmaganiami, upadkami, pragnieniami, poza pracą i radością człowieka.

            Głoszenie Ewangelii stanowi swego rodzaju tytuł skupiający w jedno całość życia Chrystusa, a także Kościoła. Sama zaś Ewan­gelia polega na odkupieniu i wyzwoleniu ludzi od wszelkich po­wikłań i zawężeń, a także na powołaniu całego Ludu Bożego do nowej wolności. Jezus zwraca się przy tym w sposób szczególny ku skrzywdzonym i udręczonym. Co więcej, dał On Kościołowi polecenie, aby złożył o tej Ewangelii świadectwo przed całym światem.

            Ewangelia Jezusa Chrystusa, która została przekazana raz na zawsze, ma być stale od nowa tłumaczona w taki sposób, aby mogli ją rozumieć ludzie żyjący w każdym czasie i pośród wszyst­kich narodów. Głoszenie Ewangelii domaga się więc równocześnie uwzględnienia „znaków czasu". Znaki te są zawsze Bożymi wska­zaniami, precyzującymi dzisiejsze powołanie chrześcijanina i naj­lepszy sposób aktualizowania Ewangelii. One także objawiają prawdę o naszym świecie i wkład dany świadectwu naszej wiary.

            Już zawsze było tak, że urzeczywistnienie się zbawczego po­słannictwa szło w ścisłym powiązaniu z konkretną sytuacją histo­ryczną i kulturą ludzką, występującą w konkretnym czasie, na którą Ewangelia zarazem wpływała. Właśnie dlatego trzeba roz­różnić pomiędzy Ewangelią a kulturą. Ewangelia pozostaje ta sa­ma, a zmienia się jedynie jej postać. Ewangelia potrzebuje kon­kretnej wymiany z kulturą, aby mogła w sposób rzeczywisty obja­wić się w dzisiejszym świecie ludzkim. Ewangelia Chrystusowa potrzebuje w nowych czasach, a także na skutek zaistniałych prze­mian, nowego zakorzenienia oraz dostosowania do dnia dzisiejsze­go. Zwykłe przekazywanie Ewangelii w jej dotychczasowym kształcie nie wystarcza.

            Podejmując dzieło ewangelizacji, należy troszczyć się o to, aby współczesny człowiek starał się utożsamić egzystencjalnie i kul­turowo ze swoimi korzeniami ewangelicznymi, z humanizmem opartym na wizji człowieka jako obrazu Bożego i na priorytecie tego, co duchowe, nad materią i konsumpcją. Podobnie, odzyska­nie jedności  kulturalnej i religijnej, obecnie rozbitej i noszącej na sobie znamiona głębokich podziałów, możliwe jest jedynie po­przez powrót do początków, do wspólnego dziedzictwa, drogą uświadomienia sobie własnej tożsamości, ale także tworzenia wię­zów komunii kościelnej i społecznej.

            Mając na uwadze sytuację kulturalną, ideologiczną, polityczną i społeczną dzisiejszego świata, można postawić pytanie, jak uzy­skać harmonię między Ewangelią a życiem. Wydaje się, iż działa­nie chrześcijan, zmierzające do syntezy chrześcijaństwa z kulturą, winno się charakteryzować podwójnym wymiarem. Najpierw win­no to działanie polegać na odkrywaniu nasienia prawdy, wszcze­pionego przez Boga w serce każdego człowieka, i przyczynianiu się do jego rozwoju oraz dojrzewania. Nie ulega wątpliwości, iż świat tęskni za prawdą i szczęściem, którego nie jest w stanie sam sobie zapewnić. Ewangelizacja winna dać mu odczuć, jak ta tęsknota spotyka się z odpowiedzią konkretnej propozycji chrze­ścijańskiej, która - aby pozostać w harmonii z najgłębszymi aspi­racjami bytu ludzkiego - jawi się jako przepełniona wielkim sensem i znaczeniem, jako odpowiedź godna poważnej uwagi i refleksji.

            Drugi wymiar działania winien polegać na pomocy Kościołowi, aby ten jednoczył, uświęcał i ożywiał całe życie społeczne.  Tego zaś Kościół nie jest w stanie zrealizować od zewnątrz, jako jakiś neutralny widz; może to uczynić jedynie od środka, będąc bardzo blisko współczesnego człowieka. Chodzi więc o taką ewangelizację, która uczestniczy bardzo intensywnie w życiu ludzi. Przy czym należy unikać wszelkich  redukcjonizmów. „W prawdziwej ewan­gelizacji nie można się zatem ograniczyć do szerzenia wartości ewangelicznych, takich jak sprawiedliwość i pokój. O prawdziwie chrześcijańskiej ewangelizacji można mówić tylko wtedy, kiedy głosi się osobę Chrystusa"

            Nowoczesne społeczeństwo, społeczeństwo technologiczne, spo­łeczeństwo informatyki i konsumpcji cechuje między innymi fakt tolerowania na tym samym miejscu różnorodnych elementów kul­turalnych o bardzo zróżnicowanej proweniencji. Zaś podstawowe wyzwanie, jakie pluralizm rzuca ewangelizacji, koncentruje się na problemie antropologicznym. Bowiem tym, co w ostatecznej analizie jest przedmiotem rozgrywki, kiedy dyskutuje się o plura­lizmie, jest wizja człowieka, sens bycia człowiekiem, a zatem py­tanie ściśle antroplogiczne, od którego zależy właściwe usytuowa­nie człowieka wobec nacisków wywieranych przez kulturę przez niego tworzoną po to, aby mógł być bardziej człowiekiem.

            Nie ulega wątpliwości, iż chrześcijaństwo spotyka się w ten sposób z niesłychanym jak dotąd wyzwaniem odnośnie do własnej misji ewangelizacyjnej. Zaś chrześcijanin musi ewangelizować dzisiejszą kulturę. Obecna koniunktura kulturalna daje wielkie możliwości spełnienia tej misji. Człowiek wszystkich sfer kultu­ralnych zaczyna odczuwać wielkie znaczenie wartości ludzkich, podsuwanych mu jednak przez pozbawioną transcendencji wizję kulturalną, którą rozkoszuje się społeczeństwo konsumpcyjne i technologiczne. Mimo takiego stanu rzeczy, ludzie doświadczają coraz to mocniej niewystarczalności takiego zawężonego widzenia siebie i świata. Pragną przybliżyć się do nieprzekraczalnej grani­cy. Wyrażając tę myśl językiem teologicznym, należy stwierdzić, iż przekroczenie tej granicy wymaga prawdziwej darmowości, wspaniałomyślnego daru noszącego po prostu nazwę łaski. Chodzi mianowicie o łaskawe zbliżenie się tej wyższej granicy do czło­wieka, polegające na wyjściu jej naprzeciw jego immanencji. Ostatecznie jest to tajemnica transcendencji bogatej w miło­sierdzie.

            I w tym wymiarze chrześcijanin ma wielkie zadanie do speł­nienia -jako odpowiedź na znaki czasu. Może ukazywać współ­czesnemu człowiekowi, że jest on zdolny wydobyć się z tych róż­nych impasów i trudności, w jakich czuje się tak bardzo pogrążo­ny. Winien również głosić człowiekowi jego ponadhistoryczne prze­znaczenie, nie po to, aby go alienować i pozbawiać jego ziemskiej odpowiedzialności, lecz w tym celu, aby go jeszcze bardziej mobi­lizować do zajmowania postaw zasadniczych, które przemieniają jego własne dzieje w plan zbawienia. Te istotne wymogi są nie­słychanie proste: „nie zabijaj", „nie kradnij", „nie kłam".

            Na podłożu kultury wyrastają społeczne i myślowe struktury ludzkiego współżycia. Gdy silne ruchy sejsmiczne naruszają to podłoże, wówczas strukturom tym grozi zawalenie. Co więcej, wielkie wyzwania przechodzą w ten sposób z płaszczyzny społecz­no-moralnej na podłoże kulturalne. To tutaj rozstrzyga się los człowieka współczesnego. W tej pluralistycznej przestrzeni, w ja­kiej żyjemy, jesteśmy bombardowani różnymi orędziami. Jaka może być pewność, jaka wiara i skąd otrzyma człowiek światło i siłę, by móc usytuować się z większą godnością wobec tego, co życie niesie ze sobą? Obecny moment kulturowy jest radykalną krytyką przekazywanych pewników i zaprogramowanych postaw. Jest to równocześnie moment, w którym formułuje się bardzo jasno pytanie o sens życia ludzkiego. Przy czym nie chodzi już tylko o jakieś pytanie teoretyczne, abstrakcyjne, lecz chodzi o wy­raz niezaprzeczalnej troski o człowieka. Misją teologa moralisty jest nieść orędzie bardzo proste, a zarazem zdumiewająco treści­we, orędzie udzielające odpowiedzi na fundamentalne pytania o sens człowieka, życia i historii[6] .

            Co zatem zmieniło się dzisiaj w interpretacji znaków czasu? Jak w to dotychczasowe rozumienie znaków czasu wpisuje się omawiany dokument papieski? Na wstępie nale­ży zauważyć, że po rozważeniu tematyki znaków czasu w liście Novo millennio ineunte Papież pisze: „Idźmy naprzód z nadzieją" (NMI 58). Jest to wołanie o większą niż dotych­czas wrażliwość na Boga i Jego zbawczą ofertę. Papież pre­zentuje szeroki wachlarz zagadnień, które pretendują do miana czytelnych znaków czasu doby współczesnej. W ich rozumieniu i interpretacji pojawia się też zasadnicza zmiana. Nie wystarczy je dostrzegać, ale należy odpowiedzialnie przejść do konkretnego działania. Dzisiejszy człowiek nie potrzebuje - jak prognozował Karl Rahner - przywiązywać tak wielkiej wagi do „zdumiewających wydarzeń", ale po­winien spoglądać bardzo uważnie na zwyczajne wydarze­nia, ponieważ one mogą stać się sytuacją objawiającą i mogą mieć w sobie znamię wezwania Bożego

            Ewangelia nie oznacza przeszłości, ale jest znakiem Boga w czasie. Przychodząc z przeszłości, dotyczy człowieka tu i teraz, dzięki obietnicy przyszłego wypełnienia. Idzie więc 0 odpowiedniość pomiędzy konkretną dzisiejszą sytuacją człowieka a orędziem chrześcijańskim. Czas, w którym ży­jemy, staje się nieustannie wezwaniem i zaproszeniem ze strony Boga do urzeczywistniania zbawczego orędzia. Znaki czasu znajdują swoją interpretację w „świetle Ewangelii" w codziennych życiowych wyborach. Dlatego też Papież podkreśla: „Szczególną uwagę należy poświęcić pewnym radykalnym nakazom Ewangelii, które często spotykają się z niezrozumieniem - do tego stopnia, że wypowiedzi Ko­ścioła na ich temat stają się niepopularne - ale które mimo to muszą być uwzględniane w kościelnej praktyce miłosier­dzia" (NMI 51).

            Papież więc, mówiąc o znakach czasu, wskazuje na wyda­rzenia nieomal codzienne. Nie można - naucza Jan Paweł II ­nie zauważać „dewastacji środowiska naturalnego", widma katastrofalnych wojen czy „deptania podstawowych ludzkich praw" tak wielu osób, zwłaszcza dzieci, lekceważenia podstawowych wymogów etyki, co prowadzi do różnego wartościowania ludzkiego życia i do podeptania godności. W takim kontekście znakiem czasu staje się codzienna prak­tyka miłosierdzia chrześcijańskiego, która powinna być służ­bą kulturze, polityce, gospodarce i rodzinie. Są to te sprawy, na które żadne serce chrześcijanina nie może pozostać niewrażliwe (por. NMI 51).

            W interpretacji znaków czasu specyficzna rola zostaje przyznana świeckim. Oni to, uczestnicząc w proroczym po­słannictwie Chrystusa poprzez sakramenty chrztu i bierzmo­wania, wyposażeni w zmysł wiary i łaskę słowa (por. Ap 19,10), powinni pełnić swoje posłannictwo w taki sposób, aby moc Ewangelii ukazywała się w ich codziennym życiu: ro­dzinnym, zawodowym, społecznym. Mocni w wierze i miło­ści powinni skutecznie wykorzystać czas obecny, w którym interweniuje zbawiający Bóg. Nie powinni dopuścić do utrwalenia się tendencji sprowadzenia chrześcijańskiej wspólnoty wyłącznie do roli instytucji socjalnej (por. NMI 52). Najbardziej czytelnym przejawem wrażliwości na znaki czasu będzie - zdaniem Jana Pawła II - konkretna pomoc ofiarowa­na uboższym braciom i większa troska o szeroko pojmowane cele charytatywne (por. NMI 53).

            Kolejnym przejawem odczytania znaków czasu powinno być świadectwo chrześcijańskiego życia. Możemy je jednak spełnić, jeśli staniemy w świetle Chrystusa i będziemy umieli otworzyć się na łaskę, która czyni nas nowymi ludźmi (por. NMI 54). Od takiej postawy świadectwa chrześcijańskiego ży­cia, ukazującego blask Ewangelii w codziennym życiu, pozo­staje już tylko mały krok do odczytania i realizacji kolejnego wyzwania, jakim jest „dialog międzyreligijny": „W warunkach daleko posuniętego pluralizmu kulturowego i religijnego, jakiego można się spodziewać w społeczeństwie nowego tysiąclecia, dialog ten jest potrzebny także po to, aby można było położyć trwałe fundamenty pokoju i oddalić złowieszcze widmo wojen religijnych, które stały się przyczyną rozlewu krwi w wielu okresach dziejów ludzkości. Imię jedynego Boga musi stawać się coraz bardziej tym, czym naprawdę jest ­imieniem pokoju i wezwaniem do pokoju' (NMI 55).

            Prowadzenie dialogu międzyreligijnego będzie wielkim znakiem wrażliwości na Boże wezwania w znakach czasu. Mamy obowiązek prowadzić go, składając pełne świadec­two o nadziei, która w nas jest (por. 1 P 3, 15). Dialog mię­dzyreligijny musi wypływać z nigdy niezgłębionej tajemnicy łaski, jej niezliczonych wymiarów i implikacji dla życia i dziejów człowieka. Musi także z większą ufnością liczyć na pomoc Pocieszyciela, Ducha prawdy (por. J 14, 17). Tylko On może doprowadzić zawiłe ludzkie losy do szczęśliwego wypełnienia i aktualizować decydujący etap zbawienia każdego człowieka (por. Dz 2, 43; Hbr 2, 4; 1 Tes 2, 13). Każde udzielenie Ducha Świętego stanowi preludium do nowej serii znaków czasu, poprzez które może zrodzić się w sercach wiara oparta na potędze Bożej (por. NMI 56).

            Papież Jan Paweł II ponowił także zachętę do korzystania z dokumentów soborowych na drodze interpretacji znaków czasu i odpowiadania na nie swoim życiem. Przemyślenia Soboru Watykańskiego II zawarte w licznych rozważaniach pozwalają pewnie usytuować różne wydarzenia codzienne­go życia w perspektywie historii zbawienia i dostrzec w pozornie mało znaczących faktach znaki Bożej interwencji w świecie (por. NMI 57). Wszędzie tam, gdzie wierzący nie sprzeciwia się działaniu Boga, rozpoczyna się zbawienie. Rozpoznając znaki czasu i reagując na nie z wrażliwością[7].

            Najbardziej czytelnym znakiem czasu dla nas była ostatnia wizyta Jana Pawła II w naszej Ojczyźnie i jego wezwanie o miłosierdzie. Miłosierdzie stanowi wyjątkowo skuteczne narzędzie nowej ewangelizacji. Dociera do potrzebującego człowieka, leczy jego niedostatek, ukazując jednocześnie źródło zaspokojenia wszelkich potrzeb i tęsknot człowieka.  Zalew deklaracji, obietnic i pobożnych życzeń, które upowszechniają środki społecznego przekazu, nie może w Kościele stać się sposobem na przeczekanie problemów. Potrzebne są czyny, które muszą stawać się jasnymi znakami Królestwa Bożego w świecie. Być miłosiernym to trwać w ludzkiej i chrześcijańskiej wrażliwości tam, gdzie postawiła nas Boża Opatrzność. Reagować na twarz bliźniego zapłakaną, smutną, przygnębioną, samotną. Po prostu być z bliźnim wtedy gdy  szczególnie tej obecności potrzebuje.

 


[1]  PAWEŁ GÓRALCZYK, Chrześcijanin otwarty na znaki czasu, w Communio 6(1999), s. 3

[2] J. Królikowski,  J.Stela,  Wypłyń na głębię. Katowice, 2001, s.248-249.

[3]  P. Bortkiewicz, Być chrześcijaninem wobec wyzwań czasu i świata. Poznań 1993, s.43-44.

[4]   J. Królikowski, dz.cyt. s. 251-259.

[5] Por. P. GORALCZYK, Chrześcijanin otwarty na znaki czasu, w: Communio 6(1999), s. 4-7.

[6]  P. GÓRALCZYK, dz. cyt.  13-19.

[7]   Por. J. KRÓLIKOWSKI, dz. cyt. 248

 

 

kontakt: O.dr Piotr Spiller O.Carm

 

Powrót strony Rodziny Karmelitańskiej

początek