22
czerwca 2002 R.
KONFERENCJA DLA ŚWIECKIEJ RODZINY KARMELITAŃSKIEJ
Temat:
POWRÓT DO MODLITWY
Mówić dziś o jakimkolwiek „powrocie”, kiedy wszystko zdaje
się zmierzać w kierunku przeciwnym – „do przodu”, wydaje
się nieporozumieniem. Oczekujemy tego, co dobre, po tym, co dopiero ma nadejść,
a nie po tym, co już minęło. Pogoń za nowością stanowi jeden z podstawowych
motorów naszej cywilizacji. Jesteśmy z natury skłonni iść za tym, co „nowości
potrząsa kwiatami”; przyciągają nasz wzrok nowe rzeczy, skupiają uwagę
nowe idee, zadziwiają nowe zachowania. Tymczasem, jak pokazuje życie, nic
nie starzeje się tak szybko, jak nowość właśnie. Nie masz „nic nowego
pod słońcem” powiada biblijny mędrzec i dlatego Ojciec św. Jan Paweł
II apeluje do powrót do modlitwy:
„Naszej trudnej epoce szczególnie potrzebna jest modlitwa. Jeśli
na przestrzeni dziejów - w przeszłości i teraz - wielu ludzi, mężczyzn i kobiet,
dawało świadectwo ważności modlitwy, poświęcając się na chwalę Boga, oddając
się życiu modlitwy przede wszystkim w klasztorach, z wielkim pożytkiem dla
Kościoła, to w ostatnich latach zwiększyła się również liczba osób, które
w obrębie rosnących ciągle ruchów i grup, na miejscu naczelnym stawiają modlitwę
i w niej szukają odnowy życia duchowego”.
II.
Obowiązek modlitwy
W Biblii znajdujemy nie tylko modele modlitwy i pouczenia o niej, ale
samo jej źródło. Słowo Boże przypomina wierzącemu, że przez łaskę jest zdolny
do dialogu z Biegiem i daje mu konkretne słowa do prowadzenia tego dialogu.
Wielcy mistrzowie życia duchowego w Biblii znaleźli najlepszy odpowiednik
tego, co Bóg w nich zdziałał, i to, co chcieli Bogu powiedzieć.
Nowy
Testament zachował modlitwę samego Jezusa, Jego nauczanie o modlitwie skierowane
do uczniów, modlitwę pierwszej wspólnoty, modlitwę konkretnych chrześcijan.
Tam możemy znaleźć istotę i cechy chrześcijańskiej modlitwy. Modlitwa jest
obecna w życiu Jezusa i Jego działaniu, ponieważ jest wyrazem Jego być. Na
Jego przykładzie możemy powiedzieć, „że modlitwa jest również sposobem
bycia chrześcijanina, towarzyszy mu wszędzie gdziekolwiek jest, sam czy we
wspólnocie.
Autorzy chrześcijańscy nadają modlitwie charakter powszechny i zaliczają
ją do przejawów życia religijnego. Powszechność tę tłumaczą dążeniami natury
ludzkiej. Człowiek, jako byt przygodny, podlega ciągłemu procesowi doskonalenia,
który budzi coraz to nowe potrzeby duchowe i fizyczne. Do pełnego zaspokojenia
ich nie wystarczają mu jednak własne siły, dlatego też zmuszony jest korzystać
z pomocy otoczenia i zwracać się z prośbą do Boga.
Z powyższej wypowiedzi można wyciągnąć wniosek, że obowiązek modlitwy
wynika z samej natury człowieka, w którą Bóg wszczepił poczucie zależności
od Stwórcy. Na obowiązek pochodzący z prawa naturalnego nakłada się obowiązek,
który wynika z faktu podniesienia człowieka do godności dziecka Bożego, a
także nakazu prawa pozytywnego. Do aktu modlitewnego zobowiązuje człowieka
przede wszystkim pierwsze przykazanie Dekalogu. Jak więc widzimy, motywów
tak pojętego obowiązku szukać należy zarówno od strony przedmiotu, jak i podmiotu
aktu modlitewnego.
1.
Obowiązek modlitwy ze względu na Boga
Wychodząc z powszechnej nauki Kościoła, że celem stworzenia świata
jest chwała Boża. Teolodzy mówią o istnieniu chwały wewnętrznej, którą Bóg
posiada sam w sobie, i zewnętrznej, którą oddaje Mu wszystko, co zostało
przez Niego stworzone. Świat materialny czyni to w sposób nieświadomy. W przeciwieństwie
do człowieka, który realizuje cel stworzenia w sposób świadomy i dobrowolny,
czyniąc to nie tylko we własnym imieniu, lecz również w imieniu wszystkich
stworzeń. Zadanie to powinien spełniać przez każdy swój czyn. Zresztą Pan
Jezus mówi, że człowiek „zawsze powinien się modlić i nie ustawać"
(Łk 18,1), a św. Paweł dodaje: „Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek
innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czynicie" (1 Kor 10,31). A więc
nie tylko modlitwą, lecz całym życiem, ułożonym według woli Bożej, człowiek
ma obowiązek czcić Boga .
Obowiązek modlitwy wynika z relacji, jaka zachodzi między Bogiem a
człowiekiem. Człowiek rozumie, że Bóg jest Stwórcą wszystkiego, co istnieje
i że to, co od Niego otrzymał, otrzymał bez żadnej zasługi z jego strony.
Stąd wypływa uczucie szacunku, wdzięczności i miłości. Świadome zaniedbanie
okazywania Bogu czci zewnętrznej, jaka jest zawarta w modlitwie lub uchylanie
się od spełnienia tego obowiązku uważane
jest za przewinienie. Obowiązek
oddawania chwały Bogu poprzez akt modlitwy,
jest to obowiązek religijny względem Boga, czyli wynikający z cnoty
religijności. W spełnieniu tego obowiązku pomagają człowiekowi wiara i rozum,
które pouczają o istnieniu Boga oraz o zależności od Niego. Przykładem oddawania
czci i chwały Bogu nie tylko przez modlitwę, ale czynami własnego życia, jest
sam Zbawiciel.
2.
Obowiązek modlitwy ze względu na człowieka
Z omówionym powyżej zagadnieniem łączy się obowiązek dążenia do osiągnięcia
zbawienia i udoskonalenia człowieka. Konieczność modlitwy pochwalnej i dziękczynnej
jest oczywista, gdyż uwielbienie i dziękczynienie są moralnym oddźwiękiem
ze strony człowieka uświadamiającego sobie otrzymane od Boga dobrodziejstwa.
Czy modlitwa jest środkiem koniecznym do zbawienia, czyli niezbędnym
i niezastąpionym? Na to pytanie odpowiedź jest już trudniejsza. Modlitwa
nie wydaje się być z natury swojej, z wewnętrznego charakteru i istoty jedynym
środkiem, za pomocą którego można otrzymać łaskę, ponieważ wyjednywać łaskę
zbawienną mogą również np. dobre uczynki. Wokół tej kwestii toczyła się w
literaturze zachodniej polemika. Aby ją zreferować, trzeba najpierw odwołać
się do nauki tradycyjnej Suareza - teologa szesnastowiecznego, który twierdził,
że konieczność ta płynie z woli Bożej, mianowicie z rozkazu Bożego. Człowiek
nie może otrzymać potrzebnych do zbawiania łask inaczej, jak przez modlitwę.
Suarez uchyla się od jednoznacznego stwierdzenia, że jest to prawo Boże (lex
divina), bo uważa, iż trudno się go dopatrzeć w słowach Chrystusa. Powiada
natomiast, że taki jest rozkaz Boży wola
Boża i zwykłe postępowanie Opatrzności Bożej .
Jednak współcześni teologowie twierdzą, że takie prawo istnieje. Rozkaz
Boży, o którym mówi Suarez, wynika
ex consuetudirne Providentiae, nazywają
oni lex Dei ordinaria. A. Tanquerey
mówi wprost, że istnieje prawo modlitwy, stanowiące jej konieczność jako niezbędnego
środka.
Uzasadnienie potrzeby i konieczności modlitwy należy widzieć w słowach
Chrystusa jako ewentualnych wyrazach ściśle obowiązującej woli Bożej. Są to
następujące słowa Zbawiciela: „zawsze powinni się modlić i nie ustawać"
(Łk 18,1), „Wy zatem się tak módlcie: «Ojcze nasz» (Mt 6,9),
„Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; pukajcie, a
otworzą wam" (Mt 7,7), „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli
pokusie..." (Mt 26,41 nn) „A
o cokolwiek prosić będziecie w Imię moje, to uczynię, aby Ojciec był uwielbiony
w Synu" (J 14,13) , „Aż do tej pory o nic nie prosiliście w Imię
moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna" (J 16,24) .
Podobnie naucza św. Paweł . Obowiązek modlitwy wyrażony tekstami Pisma Świętego
ma charakter rozkazu.
Cała historia Starego i Nowego Testamentu, to odwieczna historia rozmowy,
tej odwiecznej rozmowy Boga z człowiekiem. Pismo św. mówi o różnych aspektach
tej rozmowy, o różnych jej perypetiach: jak kontakt był zrywany przez człowieka
i cierpliwie nawiązywany przez Boga, jak człowiek uciekał nie mogąc znieść
towarzystwa Boga i jak upokorzony znowu powracał. Ważne jest jedno, że zerwanie
obcowania z Bogiem stało się katastrofą człowieka. Każdy z nas zna smutne
bogactwo form ludzkiego grzechu i związanych z nim nieszczęść. I jest to wyrazem
tylko jednej rzeczywistości: odłączenia od źródła.
Musimy się modlić jednak nie tylko dla tego, że Chrystus kazał nam
się modlić, że koniecznie jej potrzebujemy, by zachować kontakt z Bogiem.
Modlimy się dlatego, że Bóg ma do tego prawo. Przecież człowiek jest z natury
i powołania przede wszystkim adoratorem Boga, stworzonym by Go chwalić. Cóż
za cudowna łaska, cóż za wyróżnienie! Człowiek ma możliwość kontaktowania
się z Bogiem.
W wielu ludziach i wielu wspólnotach dojrzewa świadomość, że przy całym
zawrotnym postępie cywilizacji naukowo-technicznej, niezależnie od rzeczywistych
zdobyczy i osiągnięć, człowiek jest zagrożony i ludzkość jest zagrożona.
Wobec tego zagrożenia - więcej, w doświadczeniu groźnego upadku duchowego
człowieka - osoby i wspólnoty, jakby wiedzione wewnętrznym zmysłem wiary,
szukają mocy, która zdolna jest człowieka podźwignąć, wyzwolić go od siebie
samego i z jego błędów i pomyłek, które czynią szkodliwymi nawet owe osiągnięcia.
I tak, odkrywają oni modlitwę, a w niej objawia się Duch, który „przychodzi
z pomocą naszej słabości". W ten sposób czasy, w których żyjemy, zbliżają
wielu ludzi do Boga przez powrót do modlitwy.
W kontekście tych słów papieża, bardzo ważne są „punkty wierności"
w ciągu dnia, by stanąć przed Bogiem i otworzyć się na przychodzącego do nas
Emmanuela. I wcale nie musimy być jakimiś duchowymi „supermenami".
Wystarczy choćby znaleźć codziennie kilkanaście minut dla Boga. A my nieraz
i na to nie mamy czasu. A przecież bez duchowego oddychania na modlitwie,
bez karmienia się Słowem Bożym i Chlebem Życia, bez poddawania się natchnieniom
Ducha Świętego, nie może być mowy o życiu w Duchu Świętym.
Myślę, że każdy z nas nieraz już doświadczył, jak cenne są te chwile,
kiedy w milczeniu stajemy przed Bogiem, kiedy oddajemy się do Jego dyspozycji,
kiedy wsłuchujemy się w to, co chce nam powiedzieć. I wcale nie chodzi o jakieś
nadzwyczajne ekstazy i doznania, ale o wierność, bo tylko wtedy Bóg może sobie
poradzić z naszą małością i może wlać w nasze serca miłość, pokój i radość.
W kontekście tych słów wypada się zapytać: na jakim miejscu w moim
życiu znajduje się modlitwa? Co robię, by znaleźć na nią czas? Co robię, by
była ona coraz lepsza? Na ile pragnę rozwoju życia duchowego? Oto tylko niektóre
pytania. Im wcześniej jednak odpowiemy sobie na nie, tym szybciej Duch Święty
będzie mógł owocnie realizować dzieło uświęcenia naszego życia i tych, wśród
których żyjemy! Tu tkwi sekret żywego chrześcijaństwa!
Znany francuski zakonnik ze Wspólnoty Błogosławieństw - Jacques Philippe,
w czasie jednej z sesji poświęconej modlitwie osobistej, powiedział, że w
naszych czasach, gdy zostały odkryte i opisane wszystkie kontynenty, za
największych odkrywców będą uznani poszukiwacze Boga, a najbardziej pasjonujące
będą ich przygody duchowe.
Wśród wielu sposobów „poszukiwania
Boga", chciałbym zwrócić szczególnie uwagę na dwa. Są one wspaniałym,
a jednocześnie ciągle jeszcze przez nas niewykorzystywanym skarbem Kościoła
w otwieraniu się na Moc z Wysoka. Mam na myśli: adorację Najświętszego Sakramentu
oraz modlitwę Jezusa. Te dwa sposoby modlitwy wzajemnie jakby się uzupełniają,
gdyż pierwsza wymaga specjalnego czasu i miejsca, a druga w zasadzie może
być z pożytkiem praktykowana w każdym miejscu i w każdym czasie.
Na pewno będzie truizmem mówienie, że modlitwa adoracyjna , dla nas
katolików, jest wielkim przywilejem. Jest też w konsekwencji - modlitwą podstawową.
Ale nigdy dość powtarzania, że adoracja Najświętszego Sakramentu powinna poprzedzać
i być pokarmem dla wszystkich naszych działań. Wystarczy tutaj choćby wskazać
na wspaniałe świadectwo Matki Teresy z Kalkuty i jej sióstr, które z codziennej
modlitwy adoracyjnej czerpią moc i radość w służbie najbiedniejszym.
Warto także przypomnieć, że adoracja Najświętszego Sakramentu jest
jednocześnie znakomitą obroną przed niebezpieczeństwami, przed którymi ciągle
stoją nasze wspólnoty, rodziny: pokusa wywoływania podziałów, krytykanctwo,
plotki, wyolbrzymianie ludzkich ograniczeń, zniechęcenie wobec trudności,
ludzkie błędy, które mogą ranić i gorszyć itp. Ktokolwiek jednak spędził godzinę
na adoracji w służbie wspólnoty, modlił się z miłością za braci, wyjdzie z
pewnością wzmocniony i obdarowany Jezusowym widzeniem sytuacji, które go otaczają.
Ponadto sami zostajemy stopniowo uzdrawiani ze swoich ran wewnętrznych, ponieważ
otwieramy się na miłość Boga (Nie darmo monstrancje przypominają w swoim kształcie
słońce, gdyż wystawiając się na jego promienie, chcąc nie chcąc jesteśmy poddawani
jego działaniu).
Naturalnie trwanie w ciszy przed Bogiem nie jest wcale łatwe. Bardzo
często jest to nieustanne zmaganie się z nachodzącymi nas myślami i rozproszeniami.
Lubię porównywać tę sytuację do doświadczenia Eliasza zapisanego w 1 Księdze
Królewskiej, kiedy to prorok wyszedł na górę Horeb, by tam stanąć wobec Boga.
Gwałtowna wichura rozwalająca góry i
druzgocąca skaty szła przed Jahwe. Ale Jahwe nie był w wichurze. A po wichurze
- trzęsienie ziemi: Jahwe nie byt w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi
powstał ogień: Jahwe nie był w ogniu. A po tym ogniu - szmer łagodnego powiewu
(19,11-12). Dopiero wtedy prorok Eliasz usłyszał przechodzącego Boga.
Warto więc dla tych nieraz krótkich chwil ciszy, trwać i zmagać się, bo to
są te najcenniejsze momenty, poprzez które Bóg - tak jak Eliasza - rozpala
nasze serca nową żarliwością, napełniając nas swoim Duchem.
Inną formą modlitwy „naszych czasów", kiedy to słyszy się
ogólne narzekanie na brak czasu, jest modlitwa imieniem Jezus.
Na początku „Szczerych
opowieści pielgrzyma" czytamy taką historię: W XXIV niedzielę po świętej
Trójcy zaszedłem do cerkwi pomodlić się; była akurat liturgia, z Księgi Dziejów
i Listów Apostolskich czytany byt list św Pawła do Tesaloniczan, perykopa,
gdzie jest powiedziane: módlcie się nieustannie. Słowa te przeniknęły mnie
do głębi. Zacząłem się zastanawiać, jak można modlić się nieustannie, gdy
każdy, by utrzymać się przy życiu, musi zajmować się także innymi sprawami.
Pielgrzym wybiera się więc w drogę, aby znaleźć człowieka, który mógłby mu
przekazać słowo życia. Spotyka wielu ludzi, którzy mają bardzo dużo do powiedzenia
na temat modlitwy, lecz nikogo, kto powiedziałby, jak modlić się nieustannie.
Aż pewnego dnia spotyka starca, jednego z tych starców, którzy całą swoją
istotą promieniują modlitwą (na
Wschodzie każdego mnicha nazywa się starcem, nawet jeśli ma 25 lat). Gdy weszli
do celi, starzec zaczął: Nieustanna wewnętrzna modlitwa Jezusowa to nieprzerwane,
nigdy nie ustające wzywanie Boskiego imienia Jezusa Chrystusa ustami, umysłem
i sercem, ze świadomością stałej Jego obecności, z prośbą o zmiłowanie, podczas
wszelkich zajęć, na każdym miejscu, w każdym czasie, nawet we śnie. Wezwanie
to brzmi tak: „Panie, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną”!
Kto przywyknie do takiego wzywania, znajdzie wielką pociechę i doświadczy
potrzeby by zawsze tak się modlić, i to takiej, że już bez modlitwy nie będzie
mógł żyć, a ona sama będzie się
wylewać w jego wnętrzu.
Nie
chodzi więc o to, by powtarzać tę modlitwę mechanicznie, lecz w prosty sposób
koncentrować się na słowach. Staje się to możliwe często w rytmie oddychania:
na wdechu „Panie Jezu Chryste", i na wydechu „zmiłuj się
nade mną". Są tu możliwości ekstremalnie proste, które można zmieniać:
„Panie Jezu zmiłuj się nade mną", „Synu Boga, zmiłuj się
nade mną grzesznikiem", „Panie przybądź mi z pomocą", „Jezu
ufam Tobie", „Kyrie eleison", aż do jednego prostego zawołania
imienia: „Jezus".
Jest to sposób modlitwy przystosowany do dzisiejszego człowieka, który
narzeka na brak czasu na modlitwę. Na skutek praktyki tej modlitwy, odkrywa
jednak paradoksalnie, że ma się o wiele więcej czasu na modlitwę, niż się
to wcześniej wydawało. Wchodzenie po schodach, chodzenie ulicą, oczekiwanie
na autobus, itd. mogą stać się okazją do modlitwy.
Jean Lafrance w swojej przepięknej książeczce „Modlitwa serca"
mówi, iż tym co komplikuje rozwój życia duchowego jest fakt, że wzrasta ono
w naszym sercu z kamienia. Dlatego potrzebujemy modlitwy serca. W tej modlitwie, w głębokościach naszego jestestwa, szukamy samego Boga,
szukamy tchnienia Ducha Świętego. Spotykamy Go wzywając imienia Jezus w wierze
i miłości. Imię Jezus jest w niej jak „pocisk" czy strzała, która
przeszywa serce i uwalnia chwałę Zmartwychwstałego, zakorzenioną w nas od
momentu chrztu... . Kiedy mówimy, że człowiek powinien odkrywać modlitwę serca,
albo innymi słowy, wsłuchiwać się w bicie serca modlitwy, mamy na myśli działanie
Ducha Świętego, który zamieszkuje serce, aby je przemieniać.
Bóg pragnie naprawdę czynić wielkie rzeczy w naszym życiu i w całym
Kościele. Wierzę w to głęboko, wierzy w to Ojciec św. - inaczej nie mówiłby
o zbliżającej się wiośnie Kościoła. Dlatego warto czym prędzej pomyśleć nad
tym, co zrobić, by na nowo odkryć Osobę owego „Wielkiego Zapomnianego",
by na nowo ożywić w sobie moc sakramentu bierzmowania, by otworzyć się na
Jego uświęcające działanie i przyjąć obfitość Jego darów i charyzmatów dla
nas samych i naszych wspólnot.
Bądź mym oddechem, Duchu Święty, abym rozważał to, co święte.
Bądź moją siłą, Duchu Święty, abym czynił to, co święte.
Bądź mym pragnieniem, Duchu Święty, abym ukochał to, co święte.
Bądź moja mocą, Duchu Święty, abym strzegł tego, co święte.
Strzeż mnie od złego, Duchu Święty, bym nie stracił tego, co święte. Amen.
św. Augustyn.
Modlitwa
karmelitańska
Modlitwa wewnętrzna
zajmuje w Karmelu centralne miejsce. „Sine oratione iam nihil est
Carmelus", powiedział kiedyś Ojciec święty
do naszego zakonu: „Bez modlitwy Karmel jest niczym”.
Jednak Karmel jest nie tylko zakonem modlitwy. Karmel to również specjalny
sposób modlitwy, który różni się np. od dominikańskiego.
W Karmelu modlitwa wewnętrzna zorientowana jest na kontemplację. Cecha ta jest najważniejsza,
jest decydująca. W Drodze doskonałości
św. Teresa z Avila mówi: „Zrozumcie to dobrze, że wszystkie powinniśmy
się o to [kontemplację] starać, bo po to tu jesteśmy." ( Droga Doskonałości
18). A w Twierdzy wewnętrznej mamy
bardzo znany tekst: „Wszak my wszystkie, ile nas nosi ten święty habit
Karmelu, wszystkie jesteśmy powołane do modlitwy i kontemplacji (to jest
bowiem nasz początek, z tego rodu się wywodzimy od owych świętych ojców
naszych z Góry Karmel, którzy w tak głębokiej samotności, z takim wzgardzeniem
wszelkimi rzeczami tego świata, szukali tego skarbu, tej drogiej perły,
o której mówimy T.W. (V,11,2).
Z tego wynika, że w Karmelu nie pojmuje się modlitwy statycznie, ale
dynamicznie. Modlitwa rozwija się ku coraz większej bierności. Św.Teresa
od Jezusa porównuje duszę do twierdzy, zamku, który składa się z koncentrycznie
położonych mieszkań. Postęp w modlitwie polega na wstępowaniu coraz głębiej
do Twierdzy aż dojdziemy do centrum, w którym zamieszkuje Oblubieniec.
W Karmelu modlitwa wewnętrzna jest celem samym w sobie. Jest nie tylko środkiem prowadzącym
do doskonałości, nie tylko „ćwiczeniem" w życiu duchowym. Modlitwa
jest życiem duchowym, które coraz bardziej ma przepajać każdy nasz dzień.
Tak więc droga doskonałości, którą św.Teresa opisuje w swojej książce
o tym samym tytule, to nic innego jak droga modlitwy. To droga, którą ona
sama przebyła. Jej osobiste życie duchowe było zawsze intymnie złączone z
życiem modlitwy. Historia jej życia duchowego jest historią życia modlitewnego.
Teresa postępowała na drodze doskonałości tak długo, dopóki była wierna modlitwie;
kiedy zaniedbywała modlitwę wewnętrzną, zaczynała się chwiać.
Modlitwa wewnętrzna jest więc decydującym czynnikiem naszego życia
duchowego. To na jej podstawie można ocenić wartość wszystkich innych ćwiczeń.
Czytanie duchowne ma karmić naszą modlitwę. Nasz apostolat ma być
owocem modlitwy: to strumień modlitwy, który wylewa się z brzegów.
Z tego wynika, że w Karmelu akcentuje się w szczególny sposób przygotowanie
do modlitwy. Obejmuje ono całe życie. Droga
na Górę Karmel św. Jana od Krzyża
opisuje jak mamy przygotowywać się do modlitwy. Ogólnie można powiedzieć,
że to przygotowanie jest procesem wyzwalania się: uwalniamy się od wszelkich
przeszkód, czyli własnego egoizmu. Odcinamy wszystkie nici, tak aby ptak mógł
wzlecieć: „Dusza moja jak ptak się wyrwała z sideł ptaszników, sidło
się podarło i zostaliśmy uwolnieni" (Ps 124,7). To przygotowanie możemy
też scharakteryzować jako zawieranie pokoju z samym sobą albo jako dążenie
do duchowego ogołocenia i ubóstwa: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem
do nich należy królestwo niebieskie" (Mt 5,3).
Św. Jan od Krzyża napisał wspaniały tekst, w którym mówi o cechach
samotnego ptaka.
1. Wzlatuje najwyżej = powinien wzbijać się ponad sprawy doczesne i nie przywiązywać
się do nich;
2. Nie znosi towarzystwa drugich = ma być wielkim przyjacielem samotności
i ciszy;
3. Zwraca dziobek w kierunku wiatru = ma zwracać oblicze do Ducha Świętego,
czyli odpowiadać na Jego natchnienia; ( TW IV, 1,7).
4. Nie ma określonego koloru = nie ma własnej woli, ma żyć w świętej obojętności;
5. Delikatnie śpiewa = ma śpiewać delikatnie w swoim sposobie bycia i miłości
do Oblubieńca.
W Karmelu modlitwa ma tendencje do rozszerzania się. Modlitwa zorientowana kontemplacyjnie
ma zawsze tendencje do wzlatywania ponad i trwania przez cały dzień. Modlitwa
coraz wyraźniej staje się nieustanna.
W ten sposób powoli przejmuje się Regułę
Karmelu, która zaleca, by w dzień i w nocy rozważać prawo Pańskie i czuwać
na modlitwie.
W Karmelu modlitwa jest bardziej sprawą serca niż umysłu. Karmelita nie rozważa
prawd wiary podczas modlitwy (coś, co jest chyba nieobce dominikanom). W Twierdzy
wewnętrznej Św. Teresa pisze:
„Jeżeli chcemy znaczny uczynić postęp na tej drodze i dojść do tych
mieszkań, do których tęsknimy, nie o to nam chodzić powinno, byśmy dużo rozmyślały,
jeno o to, byśmy dużo miłowały." W jej autobiografii znajdujemy znaną
definicję modlitwy: „Modlitwa bowiem wewnętrzna nie jest to, zdaniem
moim, nic innego, jeno poufne i przyjacielskie z Bogiem obcowanie i wylana,
po wiele razy powtarzana rozmowa z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje."(Życie,
8,5).
Św. Jan od Krzyża jest równie kategoryczny: Jedyne, co mamy czynić
na modlitwie, kiedy już zdobyliśmy pewne jej doświadczenie, to praktykować
miłosną uwagę (advertencia amorosa). A więc żadnych myśli, żadnych rozważań
- jedynie miłosny odpoczynek w Bogu.
Modlitwa w Karmelu jest sprawą serca, co nie znaczy, że pielęgnuje
się w nim romantyzm i sentymentalizm. Wprost przeciwnie! W Karmelu nie ma
zbytniej fascynacji „uczuciami" już przez sam fakt, że modlitwa
jest całkowicie skierowana na kontemplację, która nie dokonuje się na poziomie
uczuć, lecz ducha. Noc zmysłów jest właśnie tym kryzysem wzrostu, kiedy
jest się zmuszonym opuścić poziom uczuć, aby łatwiej odnaleźć poziom ducha.
Uczucia są normalne i dobre na początku, ale z czasem powoli znikają. Zresztą
wystarczy przyjrzeć się wielkim świętym Karmelu, którzy nie są wcale sentymentalni,
przeciwnie, ukazują nieprzeciętną moc. Mała Teresa doprawdy nie stanowi
tutaj żadnego wyjątku!
W Karmelu kładzie się duży nacisk na wierność przewodnictwu Ducha Świętego. Myślę,
że nie ma w Kościele takiego zakonu, w którym tak konsekwentnie i świadomie
nie dążyłoby się do kontemplacji. W rezultacie modlitwę w Karmelu cechuje
duży respekt wobec bezwzględnego posłuszeństwa Duchowi Świętemu. W kontemplacji
inicjatywę przejmuje Duch Święty. Bóg sam się objawia, my Go przyjmujemy.
Innymi słowy: W Karmelu nie bardzo lubimy gotowe metody. Kiedy Św.
Teresa w Księdze fundacji chciała
podać kilka rad odnośnie modlitwy, rozpoczęła w taki sposób: „Nie jest
zamiarem ani myślą moją, by to, co tu powiem, tak było dokładnie i trafnie
wyrażone, iżby miało służyć za nieomylne prawidło; podobne roszczenie, w rzeczach
tak trudnych, byłoby niedorzeczne. Różne w tym życiu duchowym i dążeniu do
doskonałości są drogi. Może więc o której z nich zdołam coś powiedzieć, co
by trafiło do przekonania i odpowiadało potrzebie tych, które to czytać będą.
Które by zaś, nie będąc na tej drodze, tego co powiem, nie zrozumiały, będzie
to właśnie dowód, że idą inną drogą” ( F 5).
Tradycja chrześcijańska przemienienie się modlącego Chrystusa zawsze
postrzegała jako obraz życia kontemplacyjnego. Nie jest przypadkiem, że to
właśnie Mojżesz i Eliasz byli z Jezusem, kiedy On przemienił się na górze.
Mojżesz i Eliasz są wielkimi mistykami Starego Testamentu. Oboje w ciągu
swojego życia oglądali chwałę Bożą. Eliasz, ojciec Karmelu, oglądał chwałę
Boga na górze Horeb. Znamy opis wielkiej wizji z
Pierwszej Księgi Królewskiej „Pan nie był w wichurze... Pan nie
był w trzęsieniu ziemi... Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu - szmer łagodnego
powiewu" (19,11-12). To był Pan.
Uznanie wartości modlitwy w życiu chrześcijańskim stanowi jedną z cech charakterystycznych
Karmelu. Nie jest jedną z wielu rzeczy, które należy robić, lecz jest strukturą
życia duchowego, życia chrześcijańskiego.
W Karmelu modlitwa nie jest rozumiana jako zbiór praktyk, ani nawet jako pilność
w wypełnianiu rozlicznych ćwiczeń, wielorakich nabożeństw. Jest ona rozumiana
jako głębokie doświadczenie duchowe, które osiąga w życiu duchowym karmelity
wartość ciągłej rzeczywistości. W ten sposób Karmel realizuje słowa Pana Jezusa:
„ trzeba zawsze się modlić i nie ustawać”.
Umiejscowienie modlitwy w życiu chrześcijańskim jest cechą charakterystyczną
duchowości karmelitańskiej.
Włączenie modlitwy w codzienną
historię, pełną udręk i walk, nadziei i lęków, radości i intymności, pozwalają
całym życiem – tutaj i teraz odpowiedzieć Panu historii. Inną ich charakterystyką
jest wdzięczność jako fundamentalny wymiar każdej ludzkiej autentycznej relacji
oraz adoracja. Ta właśnie wdzięczność i przemienia się najczęściej w cichą
i radosna adorację. Takie jest doświadczenie
duchy karmelitańskiej. Jeśli człowiek nie spotka Pana w swoim życiu i nie
zdoła poznać, że Pan jest jego Przyjacielem, to jaki sens ma wówczas wiara,
że Bóg jest Miłością? Jaki sens ma mówienie, że Bóg jest miłością Miłosierną?.
Ta prawda musi dojrzewać w konkretnym życiu.
Nasze życie karmelitańskie postrzegane jest jako wzrastanie w doświadczeniu
komunii z Bogiem, wzrastanie w intymnej relacji z Panem, wzrastanie w poznaniu
Pana.
Dla chrześcijanina modlitwa nie może być kwestią wyboru. Tak więc nie
tyle chodzi o zmieszanie jej w program dnia, ile o podjęcie decyzji, co powinno
mieć pierwszeństwo w codziennych obowiązkach. Co jest wartością wieczną, a
co zostanie zapomniane za chwilę, za kilka dni czy tygodni. Niestety nie mamy
zwyczaju oceniania naszego życia z tej perspektywy, mimo, że dla nas jest
oczywiste, że najważniejsze rzeczy powinny być pierwsze.
Modlitwa jest tym samym dla naszego ducha, czym pożywienie dla ciała.
Szybko reagujemy, np. gdy dziecko zachowuje lub nie chce jeść. Dużo mniejszym
problemem jest dla rodziców to, że ono się nie modli, a co gorsze, że oni
sami również się nie modlą. Musimy więc nieustannie ożywiać w sobie pragnienie
życia Bożego. Chodzi o święte pragnienia. Nie może się dobrze modlić ten,
kto ma mentalność posiadacza. Kto posiada ten nie pragnie.
I jeszcze jedno. Modlitwa oprócz tego, że jest wyrazem miłości do Boga,
jest także, a może przede wszystkim, aktem Poddania się działaniu Miłości
Boga, która nas przemienia, sprawia, że jesteśmy w stanie autentycznie kochać
i służyć bliźnim. Miłość w takim znaczeniu, w jakim rozumie ją Chrystus, nie
jest możliwa bez pomocy modlitwy. „To
jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali” (J 15, 12). Nikt
nie jest wstanie wypełnić tego przykazania jedynie za pomocą swoich własnych
sił. Przykazanie miłości przekracza nasze ludzkie możliwości.
O.
Piotr Spiller, O.Carm.