ROZDZIAŁ 14
Teraz zaś, ukochana Matko, po napisaniu tych słów, mój gorzki smutek z twojego powodu dopełnia się smutkiem z powodu mojej osoby. Bóg wie, że jako stróż i sługa naszego wspólnego dziedzictwa nie oszczędziłem sobie niczego, trudząc się dla dobra twoich dzieci. Mam jednak wrażenie, że moja praca nie przynosi oczekiwanych owoców. Nie dziw się więc, że moje ciało i dusza udręczone ponad miarę, szukają ulgi we łzach; smutek przecież leczy się płaczem.(1) Ja jednak będę się cieszył pomimo bólu i udręki mojej duszy; moje cierpienie ukryję pod płaszczem radości.
Mam wiele powodów do zmartwień i nie wiem, gdzie powinienem zacząć mój lament; płacząc nie wiem, jak ułożyć moje słowa. Kto może uwolnić mnie od smutku, skoro wydaje mi się, że w ciągu tak wielu lat nie przyczyniłem się ani do rozwoju naszego wspólnego dziedzictwa, ani do mojego własnego postępu? Czuję, że nie sprawdziłem się w tych zadaniach. Owoc mojej pracy wydaje się tak niekonkretny jak pajęczyna.(2) Nie wiem, co powiedzieć, ani co robić; w tej zaś niewiedzy pozostaję milczący. Nie mogę przecież odzyskać nawet pojedynczego momentu z minionego czasu. Muszę zacząć od nowa, podczas gdy powinienem kończyć. Powinienem w szczęściu oglądać koniec moich dni i mojego dzieła, a zamiast tego, muszę boleśnie zacząć wszystko od początku. Dlaczego siałem na brzegu morskim, skoro tam nic nie może wyrosnąć? Powiedz mi, jaki będzie owoc mojego żniwa? Jeżeli ty milczysz, Ozeasz za ciebie odpowie: siałeś wiatr, dlatego zbierzesz burzę.(3) Kto z trzeźwo patrzących na rzeczywistość chciałby takiego żniwa?
Moja nadzieja okazała się próżna. Czekałem na owoc mojej pracy, ale zawiodłem się. Z czyjego więc powodu powinienem płakać jeżeli nie z twojego, o najświętszy z zakonów? Czyż to nie moja żarliwa miłość dla ciebie, czasem co prawda nieuporządkowana, pochłania moją duszę w takim stopniu, że często nie wiem, gdzie jestem, kim jestem, ani co powinienem zrobić?
To moja miłość dla ciebie sprawiła, że żeglowałem po morzach i podróżowałem z kraju do kraju, poświęcałem ci mój czas i udręczałem swoje ciało. Jednak w obliczu opozycji ze strony adoptowanych synów, cała moja praca wydaje się zmarnowana. Poza moimi dobrymi intencjami nie mogę ofiarować ci nic więcej. Wydaje mi się, że przepadły wszystkie niebiańskie skarby, które tak pieczołowicie gromadziłem w czasie długich lat spędzonych w pustelni.
Błogosławiony niech będzie Zbawiciel świata, który w swoim miłosierdziu obudził mnie z głębokiego snu(4) silnym wiatrem przeciwności.(5) To On dał mi wiedzę stosowną do moich możliwości, dzięki której mogłem stanąć na wysokości zadania. Gdyby tylko ten zimny wiatr, który powstaje na północy i wieje przez mój ogród,(6) wiał dwadzieścia lat wcześniej, może wówczas zamiast obecnych chwastów, rosłyby kwiaty o przepięknym zapachu.
Narzekałem na twój temat, droga Matko, podczas gdy powinienem narzekać na siebie. Jakże byłem zarozumiały chcąc kierować tobą, podczas gdy nie nauczyłem się kierować samym sobą. Jakże byłem zuchwały chcąc być przed tobą jako nauczyciel, podczas gdy sam nie nauczyłem się być uczniem.(7) Jakże byłem śmiały w wydawaniu sądów na temat innych, podczas gdy nie nauczyłem się jeszcze badać swojego własnego sumienia. Dlaczego, droga Matko, podjąłem się w posłuszeństwie uprawiać twoją ziemię, skoro przysłowie mówi, że wół i osioł nigdy nie zgodzą się pod jednym jarzmem?(8) Niestety, przeszłość nie może powrócić, ani ja nie mogę udać się w przeszłość, aby naprawić moje błędy. Niemniej jednak widzę, że nie utraciłem wszystkiego, ponieważ lekcja z przeszłości nauczyła mnie, jak postępować w przyszłości.
Okaż więc miłosierdzie, Matko, twemu skruszonemu synowi, bo chociaż moim umysłem i słabością mojego ciała mogłem cię w jakiś sposób zranić, to jednak moja wola zawsze była tobie oddana.
Napisano i zatwierdzono w miesiącu styczniu, roku pańskiego 1270, na Górze Enatrof,(9) okrutnej dla wszystkich wrogów; tutaj znajduje się dom Boga i brama do nieba.(10)
* * *