Wybawca mój żyje - ostatnie pożegnanie s. Michaeli

22 września 2020

19 września, w sobotni “maryjny” poranek do Domu Ojca odeszła nasza Siostra Michaela. Mszy Świętej pogrzebowej sprawowanej w dniu 22 września o godz. 14.30 w Sanktuarium Matki Bożej Patronki Żołnierzy Września w Woli Gułowskiej przewodniczył ordynariusz diecezji siedleckiej bp Kazimierz Gurda, a okolicznościowe kazanie wygłosił prowincjał Zakonu Karmelitów o. Bogdan Meger O.Carm. 

Kazanie pogrzebowe wygłoszone przez o. Bogdana Megera O.Carm, prowincjała

Pogrzeb Matki Michaeli Ramin, 22.09.2020r. Wola Gułowska

„Wybawca mój żyje." - krótkie zdanie z usłyszanego przed chwilą czytania z Księgi Hioba

              Ekscelencjo Najczcigodniejszy Ks. Biskupie Kazimierzu Pasterzu Diecezji, Drogie Prezbiterium Kościoła Siedleckiego na czele z Ks. Kan. Markiem Wikariuszem Biskupim do spraw życia konsekrowanego, Moi współbracia przybyli z naszych klasztorów z Polski i Ukrainy,Wspólnoto Wolo-Gułowska z o. Przeorem Januszem, Kochane siostry karmelitanki przybyłe z Waszych wspólnot z Delegatką Matki Generalnej s. Agnieszką i miejscową przełożoną  s. Joanną, Drodzy Parafianie i wszyscy, którzy zgromadziliśmy się dzisiaj na uroczystości pogrzebowej!

Życie Hioba stało się przedmiotem zakładu między Bogiem a Szatanem, w wyniku tego zakładu Hiob został pozbawiony majątku i rodziny oraz dotknięty trądem, co miało wystawić jego wiarę na próbę. Mimo dotykających go nieszczęść i wątpliwości Hiob pozostał wierny Bogu. A przecież wydawało się, że on powinien bluźnić Bogu, bo wszystko wskazywało na to, że Bóg odpłaca mu niewiernością za jego wiarę i za jego wierność. Tymczasem słyszymy jakże mocne słowa z ust Hioba. Słowa pełne wiary, pełne nadziei: „Wybawca mój żyje. Me szczątki skórą przyodzieje, i ciałem swym Boga zobaczę. To właśnie ja go zobaczę”.

Jak biedny jest człowiek, jak biedny jest człowiek, który nie ma wiary. Taki człowiek żyje na tym świecie, ale przecież nie ma perspektyw na przyszłość. I co z tego, że ma, że posiada. Choćby nawet, tak się zdarzyło – chociaż tak się nie zdarza – ale choćby nawet, zawsze w zdrowiu, zawsze szczęśliwy, zawsze bogaty. No i co? Jak kiedyś to wszystko się skończy? Co potem, komu to wszystko?

Jakże szczęśliwy jest człowiek, który ma wiarę.

Gromadzi nas tu dzisiaj osoba zmarłej, ale też trzeba to podkreślić, zostaliśmy zwołani tutaj sposobem przeżywania ziemskiego życia naszej zmarłej. Przychodzimy podziękować Panu Bogu za piękne życie Matki Michaeli.

Proszę mi pozwolić dzisiaj w czasie tej uroczystości tytułować zmarłą s. Michaelę – Matką, bo była dla swoich sióstr w zakonie, jak matka. Ale też uważam, że w jakiejś mierze to określenie, nie tytuł ale określenie, jej się dzisiaj przynależy. Znalazłem bowiem w naszym archiwum karmelitańskim w Krakowie, protokół z 27.06.1981 roku z obrad Rady Delegacji, które odbyły się tutaj w Woli Gułowskiej pod przewodnictwem Matki Generalnej Klemens Pezzini przybyłej z Rzymu, w obradach tych brał też udział nasz świątobliwy śp. o. Albert Urbański, który towarzyszył naszym siostrą wiernie przez wiele lat jako prowincjał a potem jako delegat prowincjała. I ten protokół w punkcie 3 mówi tak: „Wziąwszy pod uwagę osłabienie i warunki zdrowotne Matki Terezyty Skalskiej, została mianowana s. Michaela zastępczynią Matki Delegatki”. A potem w roku 1984 po śmierci Matki Terezysty została mianowana Delegatką Polskiej Delegatury Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Instytutu Naszej Pani z Karmelu.

Więc pozostawmy jej dzisiaj ten tytuł. Matka Michaela rodziła się 15 sierpnia 1924 roku w miejscowości Słona w gminie Zakliczyn, w Diecezji Tarnowskiej. Pierwsze śluby złożyła 5 września 1957 roku w nowo powstającym Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej z Góry Karmelu Karmelitanek Czarnych. Była więc już dojrzałą kobietą – wiedziała czego chciała.I od tej pory rozpoczęła się jej solidna i jakże ofiarna praca dla zgromadzenia przeważnie w Woli Gułowskiej. Odpowiedzialna praca jako sekretarka Delegacji, potem jak powiedziałem w latach 1984 - 1995 jako Delegatka, potem również jako wieloletnia przełożona

I w tym miejscu, ponieważ mówimy o bezpośredniej następczyni założycielki tego zgromadzenia w Polsce, pragnę podziękować J. E. Ks. Bp. Kazimierzowi za jego obecność na dzisiejszej uroczystości pogrzebowej. A czynię to ze względu na wkład Diecezji Siedleckiej włożony w powstanie, rozwój i wreszcie połączenie tego zgromadzenia ze Zgromadzeniem Sióstr Karmelitanek Instytutu Naszej Pani z Góry Karmelu mającym swoją siedzibę z Kurią Generalną w Rzymie, Zgromadzeniem założonym przez bł. Matkę Teresę Scrilli. Otóż Księże Biskupie mogę śmiało wyrazić opinię, że zgromadzenie w Polsce przetrwało, rozwinęło się i połączyło ze Zgromadzeniem we Włoszech dzięki głębokiej wierze Matki Terezyty, jej następczyni Matki Michaeli, naszego o. Alberta, ale też nie było by to możliwe, gdyby nie było wiary, pasterskiego błogosławieństwa i praktycznej, codziennej – podkreślam – codziennej pomocy poprzednika Ks. Biskupa na stolicy w Siedlcach, Ks. Biskupa Ignacego Świrskiego, który był wielkim orędownikiem sióstr karmelitanek. I nawet wówczas kiedy Prymas Stefan Wyszyński nakazał ściągnięcie habitów przez siostry z różnych zgromadzeń nie do końca zatwierdzonych, właśnie opieka bpa Świrskiego doprowadziła do tego, że dekret ten w sprawie naszych sióstr karmelitanek nie wszedł w życie. Jeszcze raz: głęboka wiara Matki Terezyty, Matki Michaeli, o. Alberta i bpa Świrskiego doprowadziły do tego, że to zgromadzenie przetrwało, że tutaj dzisiaj jesteśmy, dziękując w dniu dzisiejszym za wkład w dzieło zgromadzenia Matce Michaeli, ale Ekscelencjo również: ”Bóg zapłać” za biskupów Ignacego Świrskiego i jego następcę bpa Jana Mazura, który to zgromadzenie swoim dekretem erygował i również był jego orędownikiem.

I jakże to wymowne, że dzisiejsze uroczystości odbywają się w dniu w którym w diecezji siedleckiej obchodzone jest Święto Konsekracji Kościoła Katedralnego. Oto znak, pasterskiej opieki biskupów diecezjalnych również nad osobami konsekrowanymi w tej diecezji.

Powróćmy do osoby Matki Michaeli. Jaka była, jako człowiek, niewiasta, osoba konsekrowana, przełożona? Kilka świadectw:

Bardzo charakterystyczne i poruszające dla listów, które pisała do o. Alberta, które znalazłem w naszym archiwum, było to, że podpisywała je zawsze przed imieniem słowem ”niegodna”.

Świadectwo z tego miejsca z Woli od ludzi świeckich: „Wielu pamięta ją jako pełną serdeczności i dobroci siostrę, wyrabiającą niezliczone ilości różańców i troszczącą się o Sanktuarium”.

W zeszłą niedzielę rozmawiałem z seniorem naszej prowincji o. Andrzejem, który Matkę Michalinę dobrze znał i powiedział mi bardzo krótkie ale wydaje mi się bardzo czytelne świadectwo: „Była to przemądra, cudowna kobieta, z nią było można dialogować, ona patrzyła na zgromadzenie bardzo dalekowzrocznie”.

Siostry mówią tak: „Od chwili pierwszej profesji w Woli Gułowskiej, całe życie s. Michaeli zostało związane z tym miejscem, sanktuarium „Matuchny”, jak nazywała Matkę Bożą i z posługą tym ludziom, dla których zawsze miała uśmiech i dobre słowo. Przez długie, trudne lata  kształtowania się nowej wspólnoty w czasie komunistycznych rządów, była wsparciem dla Matki Założycielki, niosąc razem z nią krzyż niewiadomej przyszłości Zgromadzenia, biedy, upokorzeń i cierpienia. Dla młodszych pokoleń sióstr była ,, chodzącą historią”, jednym z nielicznych źródeł o początkach Zgromadzenia i osobie Założycielki”.

Na koniec również moje osobiste świadectwo. Pragnąłem uczestniczyć w jej pogrzebie i wiele razy w tym ostatnim okresie, bo przecież to chyba 5 lat, kiedy pozostawała przykuta do łoża boleści, kiedy nie miała sił aby nie tylko opuścić swoją cele, ale nawet wstać z łóżka, kiedy przychodziły kolejne kryzysy i wydawało się, że będzie już koniec jej życia, mówiłem siostrą: „o jeszcze nie teraz, bo w najbliższym czasie nie mógłbym być na tej uroczystości, a tak bardzo bym chciał osobiście ją pożegnać”. Udało się, kiedy w niedzielę zaraz po śmierci zadzwoniła do mnie przełożona s. Joanna, dziękowałem Bogu za piękne życie Matki Michaeli i pomyślałem – wybrała dobry czas, bo mogę być tutaj dzisiaj z wami.

To była dobra niewiasta, dobra matka dla swoich sióstr, mądra przełożona. Ale opowiem wam dzień w którym ją poznałem i w którym nabrałem wielkiego szacunku do jej osoby. Było to w 1985 roku, kiedy zmarły niedawno o. Michał Wojnarowski prefekt kleryków wysłał mnie i drugiego seminarzystę br. Zbigniewa Kutkę, do Woli Gułowskiej abyśmy na cmentarzu w Woli Gułowskiej przyjmowali „wypominki”. Nocowaliśmy w klasztorze u sióstr, w części, która już dzisiaj nie istnieje, która jest teraz przebudowana. 1 listopada było strasznie zimno i ja kiedy powróciłem do sióstr do klasztoru po godzinnym staniu przy tych wypominkach w czasie siarczystego mrozu, bo taki był, a tego nie spodziewaliśmy się i przyjechaliśmy do Woli lekko ubrani, byłem tak zziębnięty, że cały się trząsłem. Kiedy zobaczyła mnie Matka Michaela zarządziła: „Herbata i do łóżka”. Przyniosła gorącą herbatę, wsadziła do łóżka i nakryła taką ogromną pierzyną, że ledwo głowa mi wystawała. Godzina odpoczynku, potem cmentarz, potem herbata i znowu ta pierzyna. Ta pierzyna uratowała mi życie. Dla mnie początkującego adepta życia zakonnego to było niezapomniane przeżycie, świadomość, że ta wielka przełożona zainteresowała się tym kleryczyną i ocaliła go od zamarznięcia. To było proste, ale jakże wymowne świadectwo. Przez całe późniejsze życie spoglądałem na Matkę Michaelę poprzez to wydarzenie. Ono mi pokazało jaka jest ta zakonnica. Kilka razy jej też o tym wydarzeniu przypominałem.  Jeszcze w czerwcu kiedy wszedłem do jej pokoju z s. Haliną, pozdrowiłem ją, ale s. Halina powiedziała mi wcześniej, że ona już nie otwiera oczu. I wówczas s. Halina mówi do niej, że o. Prowincjał przyszedł ją odwiedzić, ale ona nie zareagowała. I wówczas ja powiedziałem do niej: „Nie prowincjała, ale Boguś, ten którego Matka uratowała od zamarznięcia i dała pierzynę”. I wyobraźcie sobie ona otworzyła oczy spojrzała na mnie, i  wydawało mi się, że się uśmiechnęła.

Kiedy byłem u niej w ostatnich odwiedzinach 12 dni przed śmiercią, zrobiłem jej krzyżyk na czole i czułem, że jest to już ostatnie pożegnanie.

Matka Michaela nie była biednym, zagubionym człowiekiem, który nie wiedział co zrobić ze swoim życiem. On powiedziawszy Bogu tak w czasie swojej profesji, konsekwentnie realizowała swoje zobowiązania ślubów zakonnych. Po ludzku odczuwamy smutek z powodu jej śmierci, nasze serca ogarnia nostalgia a może nawet przygnębienie. Przeżywamy jej śmierć, jak świadkowie śmierci Jezusa z dzisiejszej ewangelii, czujemy cały smutek tej godziny: „i mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się na dwoje”.

Ale jesteśmy bardzo głęboko przekonani, że Matka Michaela jest szczęśliwa, bo miała wiarę, miała głęboką wiarę, i dlatego też, chociaż trochę bezradnie jak niewiasty stajemy przed tajemnicą śmierci, z głęboką wiarą przyjmujemy słowa aniołów: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Niema go tutaj; zmartwychwstał”.

Wierzymy, że przyszła w sobotni poranek po nią Maryja, tak która była patronką dnia jej narodzenia, bo przecież Matka Michaela urodziła się w Uroczystość Wniebowzięcia NMP. Że przyszła Maryja, którą czciła w Zakonie Jej poświęconym poprzez charyzmat i  Szkaplerz św. Wierzymy, że przyszła po nią w dzień w którym w szczególny sposób czcimy naszą Matkę Szkaplerzną, a Ona obiecała, że sobota będzie tym dniem, w którym wyprowadzi duszę odzianą szkaplerzem i pobożnie nią noszącą do nieba.

Wierzymy, w zmartwychwstanie Matki Michaeli, i obyśmy tak żyli, abyśmy z nią spotkali się w niebie.

Duchowość karmelitańska

Ładowanie…

Polecamy

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
102 0.059026956558228