Bo tu wszystko nasycone jest miłością Boga

kazanie w Bazylice Karmelitów w Krakowie

1 czerwca 2020

1 czerwca, na zaproszenie wspólnoty Karmelitów z Krakowa, o. Prowincjał Bogdan Meger przewodniczył sumie odpustowej i wygłosił okolicznościowe kazanie z racji przypadającej uroczystości tytułu tej najstarszej w Polsce fundacji Karmelitów - Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. 

Zapraszamy do lektury kazania. 

Nawiedzenie NMP. Kraków 01.06.2020

„Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie”.

Moi Bracia w Karmelu z przeorem i wikariuszem prowincji o. Zbigniewem i z proboszczem o. Marcinem

Siostry zakonne poszczególnych zgromadzeń z przełożonymi domowym, z siostrą Sylwią przełożoną prowincjalną sióstr Służebniczek

Siostry i bracia: parafianie, sympatycy, uczestnicy dzisiejszej uroczystości!

Mówimy i nie bez racji, że miesiąc maj jest miesiącem Maryjnym. Jest miesiącem w którym w szczególny sposób chcemy oddawać Jej cześć, a jeszcze bardziej – daj Boże – spoglądając na Nią uczyć się dobrze żyć i odkrywać jak wiele Ona ma nam do powiedzenia, do pokazania w naszej wędrówce przez życie to – tutaj, ku życiu tamtemu – tam w niebie.

Tak więc, jak święto Matki Bożej Królowej Polski rozpoczyna miesiąc maj, następnie poprzez wspomnienia choćby takie jak Matki Bożej Fatimskiej czy Wspomożycielki Wiernych, tak święto Nawiedzenia Matki Bożej zamyka jakby złotą klamrą tan najpiękniejszy w roku miesiąc maryjny. A w tym roku poprzez umiejscowienie Świąt Wielkanocnych w dniu 12 kwietnia i przypadającej po 50 dniach obchodzonej wczoraj czyli 31 maja Uroczystości Zesłania Ducha Świętego, Święto to obchodzimy w dniu następnym czyli dzisiaj, kiedy jednocześnie w drugim dniu Zesłania Ducha Świętego obchodzimy też Święto Matki Kościoła. A dzieje się to wszystko w dniu 1 czerwca – w Międzynarodowym Dniu Dziecka.

Tak więc poprzez tą zbieżność dat i reguł liturgicznych, możemy zatrzymać się na chwilę aby popatrzeć na Maryję i jeszcze raz uświadomić sobie, uczyć się i dziękować Bogu za to, że Ona jest naszą Matką i przychodzi do nas – pielgrzymuje – jako do swoich dzieci.

Może też dobrze będzie podkreślić miejsce w którym się znajdujemy. Wyjdźmy na moment z tej przepięknej bazyliki i stańmy twarzą przed jej frontonem. Oto nad głównym wejściem widzimy XVII wieczny posąg Maryi która trzyma Jezusa. Pod spodem karmelitański herb. To tak, jakby Maryja chciała zaprosić wszystkich przechodzących ulicą karmelicką: „wejdźcie tutaj, bo tu wszystko nasycone jest miłością Boga, tu wszystko mówi o Jezusie, którego chcę wam dać, tu wszystko mówi o Mnie, że bardzo was kocham, tu wszystko mówi o karmelitańskim zakonie, który całemu światu głosi moją cześć”.

Wejdźmy do środka. Tak po ludzku możemy powiedzieć: jesteśmy uprzywilejowanie przez fakt, że fizycznie znajdujemy się w tej świątyni – jesteśmy szczęśliwcami. Dlaczego? Bonifacy IX zostaje wybrany papieżem 2 listopada 1389 roku, i mimo, że jest to koniec roku zaraz na początku swojego pontyfikatu rozszerza na cały Kościół święto Nawiedzenia NMP, które jest już świętem starym bo wprowadzonym dla franciszkanów przez św. Bonawenturę ponad 120 lat wcześniej. Zaraz po swoim wyborze Bonifacy IX pragnie ogłosić dla całego Kościoła właśnie to święto aby uprosić przez przyczynę Maryi jedność w Kościele Chrystusowym.

Papież Bonifacy IX był bardzo przychylny naszej Ojczyźnie. To On stawał po naszej stronie w czasie walk z Zakonem Krzyżackim. Św. Królowa Jadwiga i Król Władysław Jagiełło żyli w bardzo dobrych stosunkach z papieżem Bonifacym IX. Dzięki wstawiennictwu naszych monarchów papież zatwierdza w roku 1392 na stanowisku biskupa krakowskiego Piotra Wysza, a w roku 1397 pozwala na utworzenie w Akademii Krakowskiej wydziału teologicznego.

I najprawdopodobniej właśnie ze względu na bardzo dobre relacje pomiędzy nimi, zaledwie 6 lat po wprowadzeniu święta Nawiedzenia, św. Jadwiga i Jagiełło w roku 1395 fundują ten kościół, który jako pierwszy w naszej ojczyźnie nosi tytuł Nawiedzenia NMP. I również dlatego dwa lata później sprowadzają z Pragi nasz zakon karmelitański, który był wielkim krzewicielem tego święta, o czym świadczy że również wiele następnych fundacji było pod tym tytułem jak choćby kościoły we Lwowie, w Woli Gułowskiej, Bołszowcach czy Jaśle.

Może warto zaznaczyć, że cała historia tych wydarzeń przedstawiona jest w serialu „Korona Królów” .

To tyle historii, która niech pobudza nasze serca do wielkiej wdzięczności. I bądźmy naprawdę dumni z tego, że tutaj dzisiaj jesteśmy.

A teraz spróbujmy powiedzieć sobie choć trochę, co z treści tego święta, dla nas ludzi żyjących w XXI wieku jest pomocne w naszej codzienności.

Stańmy przed głównym ołtarzem usytuowanym za moimi plecami i spójrzmy! Monumentalne dzieło pochodzące z 1699 roku. Monumentalne bo jest rzadko spotykanym ołtarzem trój kondygnacyjnym – należącym do największych realizacji snycerskich doby baroku nie tylko w Krakowie ale i w całej Polsce. Monumentalne bo przedstawia nam całych charyzmat zakonu karmelitańskiego. Nad tabernakulum postać papieża bo na głowie nosi tiarę – papieski symbol potrójnej korony – trzymającego w swoich dłoniach świątynię. Nietrudno się domyśleć, że chodzi o papieża Bonifacego IX, któremu tak zależało na jedności Kościoła. Nad nim dostrzegamy płaskorzeźbioną scenę Nawiedzenia św. Elżbiety przez Matę Boską umieszczoną w bogatej ramie z wyróżniającym się godłem zakonnym Karmelitów. Ta płaskorzeźba jest najczęściej oglądana przez nas w ciągu roku. Ale posiada ona również kilka obrazów zasuw, które w zależności od sytuacji i potrzeb liturgicznych zasłaniają tę płaskorzeźbę. Właśnie teraz możemy spoglądać na inny obraz i tu ciekawostka – obraz, który jest starszy od samego ołtarza głównego, a to dlatego, że pierwotnie ołtarz nawiedzenia wraz z tym obrazem był usytuowany w innym nie tak eksponowanym miejscu. Zapiski rachunków klasztornych wspominają, że już w roku 1686, a więc na 16 lat przed powstaniem ołtarza głównego, zapłacono za płótno do malowania tego obrazu.

Popatrzymy na obraz. Scena oczywiście jak sama nazwa wskazuje przedstawia Maryję, która przybywa do Elżbiety. Nie zapominajmy jednak, że w obrazie są bardzo ważne szczegóły. Skupmy się więc chociaż przez chwilę na tylko niektórych z nich. Co one do nas mówią?

W tle widzimy górski krajobraz z wodnym młynem. Dużo zieleni spokoju, ciszy. Czy autor tego obrazu nie chciał nam przypomnieć, że kiedy Maryja wkracza w nasze życie, kiedy jest blisko, wszystko nabiera przedziwnego pokoju i harmonii? Jakże to wymowne siostro i bracie! Dzisiaj, kiedy tyle niepokoju w naszym życiu nie tylko w tym zewnętrznym kiedy świat nam się przewrócił „do góry nogami” w dobie koronawirusa, ale i w naszym życiu wewnętrznym, czy to nie podpowiedź i zapewnienie: gdy jestem blisko Maryi wszystko jest dobrze, wszystko jest poukładane i na miejscu.

Na schody wychodzi niemy jeszcze Zachariasz. Czy ten, który nie uwierzył zapowiedzi anioła, że jego niepłodna i stara żona porodzi syna, nie mówi dzisiaj do nas: uwierz w to co wydaje się czasem nie możliwe: że Bóg kocha cię pomimo twoich grzechów, że cię nie odrzuca, że jest możliwe z Jego pomocą, aby twoje życie stało się na powrót piękne i święte.

Na schodach siedzi starzec – wszyscy spoglądają na niego. To ten, który w czasie Ofiarowania powie do Maryi: „A Twoją duszę miecz przeniknie”, czy nie mówi i dzisiaj do mnie i do ciebie, że chociaż nie możliwe jest życie bez trosk, bez zranień, bez cierpienia, naszym ostatecznym celem jest życie bez trosk, bez cierpienia, baz żalu w wiecznej radości nieba!

Wreszcie, niewiasty, które najprawdopodobniej towarzyszyły Maryi w jej drodze, bo przecież nie możliwe aby drogę około 150 km przebyła sama. O tym, że są towarzyszkami Maryi świadczą noszone przez nie kapelusze – które były symbolem podróży. O tym, że Maryja przybyła i pragnie zatrzymać się świadczy porzucony przez jedną z niewiast wędrowny kij. Podoba mi się to, że nie tylko słuchacie moich słów, ale również wzrokiem podążacie za moim tokiem myślenia.

Scena główna: Maryja obejmuje Elżbietę w geście pozdrowienia. Elżbieta wypowiada słowa: „Oto bowiem, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie”.

Siostro i bracie!

Maryja chce przez swoją obecność w naszym życiu, abyśmy poczuli Boga, poczuli Jezusa, abyśmy z radością przyjęli jeszcze raz na nowo – dar wiary, dar naszego powołania chrześcijańskiego, dar powołania stanu w którym żyjemy. Maryja przychodzi do nas jako pielgrzym, Maryja wędruje zawsze w naszą stronę. A my jaka jest nasza odpowiedź i jaka powinna być?

Ja też jeżeli pragnę szczęścia, pokoju i radości muszę pielgrzymować w jej stronę, w Jej kierunku.

Nie sposób w tym miejscu i w tym czasie nie wspomnieć o św. Aniele Sycylijskim, który pielgrzymował, który całe życie szedł w kierunku Maryi. Obchodzimy przecież w naszym Zakonie Karmelitańskim Rok Jubileuszowy 800 lecia jego męczeńskiej śmierci w Likacie na Sycylii. Każdego dnia możemy w tej świątyni za jego wstawiennictwem uzyskać odpust zupełny, więc zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę i nad jego postacią.

Urodzony w XIII w Jerozolimie, jak podaje historia z naleciałościami legend z nawróconych żydowskich rodziców, po ich śmierci zostaje wraz z bratem bliźniakiem Janem oddany na wychowanie patriarsze jerozolimskiemu niejakiemu Nikodemowi. I kiedy ten przeczuwając rychłą swoją śmierć zamierza umieścić ich w innym zakonie, św. Anioł mówi: „Ten zakon – Karmelitański – wzywa nas i cudownie pociąga do siebie nasze uczucia, dlatego że jest poświęcony Najświętszej Matki Boga. Dlatego z waszym świętym błogosławieństwem, decydujemy się służyć Bogu i Jego Najświętszej Matce, zachowując najświętszą regułę karmelitańską. Prosimy cię ojcze, umieść nas w klasztorze św. Anny u cenobitów z góry Karmel. Tam spędzimy życie nasze śmiertelne w wiecznym oddaniu Bogu i Najświętszej Dziewicy”.

Postać św. Anioła nie do końca jest dla nas znana. Powiem więcej – zapomniana. A szkoda, bo przecież była znana, podziwiana i szanowana przez naszych braci, którzy przybyli na polską ziemię aby szerzyć maryjny kult. W transepcie bazyliki po prawej stronie na ołtarzu św. Teresy od Dzieciątka Jezus, wyeksponowaliśmy jeden z kilku obrazów św. Anioła który na co dzień jest umieszczony w naszym klasztorze poza waszymi oczami. Ale w tej świątyni jest kilka miejsc, które świadczą, że dla pierwszych karmelitów, którzy przybyli na to miejsce jego osoba była bardzo ważna.

Przepraszam, że nie daję wam spokoju, zapraszając do ciągłego ruchu, ale wyjdźmy jeszcze raz przed naszą bazylikę, stańmy jeszcze raz twarzą do frontonu kościoła. Po lewej stronie Mari – jego postać. Św. Anioł towarzyszący Maryi, trzymający w prawej dłoni palmę męczeństwa z potrójną koroną. Lewą dłonią wskazujący na samego siebie, jakby chciał mówić do nas: to ja przyniosłem z palestyńskiej ziemi do Rzymu naszą karmelitańską regułę, aby papież ją potwierdził, to ja gwarantuję ci, że oddając swe życie Maryi- dobrze zrobiłeś. Wejdźmy powtórnie do tej świątyni tym razem bocznymi prawymi drzwiami. Przejdźmy obok kaplicy Matki Bożej Piaskowej – tam akurat nie znajdziemy śladów św. Anioła, bo tam Maryja zaprasza nas do wyjątkowej intymnej i osobistej relacji z Nią. Ale idziemy do kaplicy Brackiej, gdzie w ołtarzu głównym znowu jego postać i to dwa razy w figurze ołtarza po lewej stronie i na samej górze wraz ze św. Albertem z Trapani w wyjątkowej braterskiej przyjaźni, jakby chciał nam powiedzieć: kto żyje w zgodzie z Maryją, żyje w zgodzie z każdym człowiekiem. To samo ujęcie mamy w witrażu pochodzącym z 1931 roku w nawie głównej nad wejściem do kaplicy „Piaskowej” Teraz powróćmy jeszcze do nawy głównej przez to boczne wejście. W środkowej części ołtarza scena przekazania Szkaplerza świętego. Po waszej lewej stronie znowu figura św. Anioła, który wskazując na siebie chce do nas powiedzieć: ja przyjąłem Szkaplerz św. – bądź i ty dzieckiem Mari - oddaj się pod Jej opiekę.

Przepraszam, ale tak jest, że gdy kazanie jest zbyt długie, to zasypiamy i opada nam głowa. Dlatego chciałem abyśmy się poruszali po tej świątyni.

A oto co najważniejsze: Ona – Maryja – tu jest. Ona mnie kocha. Ona jest moją Mamą. Ja jestem jej ukochanym synem i ukochaną córką. Ona chce dać mi Jezusa.

Tak wielu to odkryło poprzez wieki. Idźmy ich śladami. Idźmy śladami błogosławionego o. Hilarego Pawła Januszewskiego przeora tego klasztoru który zginął w Dachau poświęcając swe życie za zarażonych tyfusem więźniów, którymi nikt oprócz katolickich polskich kapłanów nie chciał się opiekować. Którego wzywamy w tym tragicznym dla ludzkości czasie jako „męczennika za chorych zakaźnie”.

Idźmy śladami św. Anioła sycylijskiego, abyśmy doszli do szczęścia wiecznego – do Nieba. Amen.

 

Duchowość karmelitańska

Ładowanie…

Polecamy

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
102 0.16153502464294