Pogrzeb O. Mateusza Wojnarowskiego

21 kwietnia 2020

Jakże inaczej żegnaliśmy naszego Ojca Mateusza. Powinny być tłumy tych, którym służyłeś swoim kapłaństwem, szczególnie przez ostatnie 17 lat w krakowskiej Bazylice Karmelitów, w Sanktuarium Matki Bożej Piaskowej jako penitencjarz i kierownik duchowy. I choć fizycznie przy trumnie zgromadziła się tylko Twoja wspólnota karmelitów z Krakowa wraz z o. Prowincjałem Bogdanem Megerem oraz najbliższa rodzina, w której dojrzewała Twoja wiara i decyzja o wstępieniu do Zakonu Karmelitów, to jednak tak wielu zatrzymało się w godzinie Twojego ostatniego pożegnania w swoich domach, aby choć na chwilę westchnąć do Matki Najświętszej za Ciebie. 

Zapamiętamy z tej uroczystości słowa, którymi na wstępie Mszy Pogrzebowej zwrócił się do nas o. Prowincjał. Zapamiętamy słowa kazania, w którym jakże wiele było Twoich słów, które zapisałeś dla nas w swoim testamencie. Będziemy o Tobie, o. Mateuszu, pamiętać w modlitwie! 

Wstęp do Mszy św. w dzień pogrzebu śp.. o. Mateusza Wojnarowskiego 

Uczestniczymy we Mszy św. pogrzebowej o. Stanisława Wojnarowskiego, którego bardziej wszyscy znaliśmy pod zakonnym imieniem o. Mateusz. Tej Mszy św. przewodniczę w imieniu J. Eksc. Ks. Bpa Jana Szkodonia, który właśnie w tym momencie celebruje Ofiarę Mszy św. w miejscu swojego przebywania kilkaset kilometrów stąd. Również nasi współbracia w 10 klasztorach naszej prowincji w Polsce i za jej granicami rozpoczynają Mszę św., pozostali łączą się we wspólnej modlitwie. Ich zewnętrznym przedstawicielem jest obecny tu o. Zbigniew tutejszy przeor będący jednocześnie Wikariuszem Naszej Prowincji. W ofierze Mszy św. łączy się rodzina, która w Słotowej, miejscu urodzenia o. Mateusza uczestniczy również w tym momencie we Mszy św. Niestety nie ma z nami kochanego rodzeństwa o. Mateusza: siostry Teresy i braci Franciszka i Jana, którzy łączą się z nami. Cieszymy się liczną obecnością rodziny. Witam Ks. Kanonika Jacka Soprycha Rektora Seminarium Duchownego w Tarnowie, krewnego o. Mateusza. Łączą się w duchowej modlitewnej jedności siostry z naszej Karmelitańskiej Delegatury. Łączą się siostry Karmelitanki Misjonarki do których należy ukochana bratanica o. Mateusza s. Zofia Wojnarowska przebywająca w Rzymie. Łączy się wiele zgromadzeń zakonnych, którym służył Sakramentem Spowiedzi o. Mateusz. Są wśród nas zaledwie niektóre przedstawicielki tych zgromadzeń. Bardzo dziękuję za obecność s. Sylwi Przełożonej Prowincjalnej Sióstr Służebniczek Dębickich, które przez wiele lat troszczyły się o o. Mateusza od strony medycznej. Tak wielu ludzi świeckich z Krakowa i z innych miejsc, gdzie pracował o. Mateusz chciałoby wziąć udział w tej uroczystości. Nie ma ich tu i oni z tego powodu bardzo cierpią, ale łączą się z nami. W osobie o. Andrzeja Zonko pochodzącego z Obór, przyjaciela o. Mateusza – znaliście się o. Andrzeju od 1951 roku, są obecni wśród nas wszyscy parafianie i pątnicy przybywający do Obór, z Trutowa i okolic. W osobie o. Marcina Proboszcza są wszyscy nasi parafianie, mieszkańcy Krakowa i okolic, którym przez 30 lat o. Mateusz służył Sakramentem Pokuty. W osobie o. Zbigniewa pochodzącego z Chyżnego, są obecni wszyscy mieszkańcy Orawy.

 Kazanie wygłoszone w czasie Mszy Pogrzebowej  śp. o. Mateusza Stanisława Wojnarowskiego

„O niepojęte i niezgłębione Miłosierdzie Boże/ Kto Cię godnie uwielbić i wysławić może. Największy przymiocie Boga Wszechmocnego/ Tyś słodka nadzieja dla człowieka grzesznego”. (Dzienniczek, 951).

Te słowa wypowiedziała zakonnica, po ludzku można by powiedzieć nie wykształcona, nie douczona, spełniająca w zakonie najbardziej podrzędne funkcje. Kiedy do naszej Ojczyzny przybywa ze swoją przedostatnią wizytą nasz rodak – Wielki i Święty Jan Paweł II by w pobliskich Łagiewnikach konsekrować Świątynię Bożego Miłosierdzia, swoją homilię we Mszy św. konsekracyjnej rozpoczyna słowami tej prostej zakonnicy, którą wcześniej beatyfikował i kanonizował. On wiedział, że w dzisiejszym zwariowanym świecie, jeżeli mamy się do czegoś uciekać to najlepiej uciekać się do Bożego Miłosierdzia. Ona – św. Siostra Faustyna też to wiedziała. Wiedział o tym nasz kochany o. Mateusz.

Te słowa o Bożym Miłosierdziu przytaczam dzisiaj nie tylko dlatego, że jesteśmy dwa dni po Święcie Bożego Miłosierdzia, jest jeszcze inny powód.

Po śmierci o. Mateusza Wojnarowskiego, o. Przeor Zbigniew przyniósł mi testament naszego ojca, który napisał 28 maja 2010 roku i który stale nosił przy sobie wraz ze swoimi dokumentami. Ten testament sprawia, że to dzisiejsze kazanie staje się zupełnie inne od wszystkich poprzednio przeze mnie wygłoszonych kazań na pogrzebach naszych współbraci, którzy odeszli ojcze Mateuszu przed tobą.

Udzielając mi w testamencie wskazówek dot. mojego obecnego wystąpienia napisałeś: „Bardzo proszę o homilię o Bożym miłosierdziu oraz słabości i nędzy człowieka, ale byleby nie było żadnych panegiryków i tzw. kadzenia. Tylko Pan Bóg wie ile łask mi dał, a ile zmarnowałem”.

Tak ojcze Mateuszu, masz rację wiele łask dał Ci Bóg w Twoim długim życiu. Długim, bo było to 85 lat i trzy miesiące. To jest 69 lat życia zakonnego, a jeszcze wcześniej znajomość z karmelitami podczas pobytu w Niższym Seminarium w Pilźnie. To jest prawie 62 lata twojego kapłaństwa. To w sumie 10 razy kiedy zmieniałeś w ciągu życia zakonnego klasztory naszej prowincji. To są bardzo odpowiedzialne funkcje jakie pełniłeś, z których chyba najważniejsze, to przeorstwo w Oborach i przygotowania do Koronacji Figury Matki Bożej Bolesnej. To tam mając przy boku swojego brata o. Michała i obecnego tu o. Andrzeja, 18 lipca 1976 w czasie koronacji figury dokonanej przez za chwilę Bł. Prymasa Tysiąclecia, Kardynała Stefana Wyszyńskiego przysięgałeś i ślubowałeś w imieniu karmelitów, że „dołożysz wszelkich starań, aby Matka Najświętsza, która wybrała sobie tę statuę, by przez nią stać się pocieszycielką strapionych, wspomożeniem wiernych, uzdrowieniem chorych i ratunkiem dusz uwikłanych w grzechach była znana, czczona i kochana nie tylko w Oborach, ale w całej Ojczyźnie naszej”. W Oborach rozkrzewiałeś kult Matki Bożej Bolesnej przez 20 lat.

Ojcze, kazanie ma być o Bożym Miłosierdziu i nędzy człowieka. Boża miłość i miłosierdzie nad biednym, grzesznym człowiekiem, najpełniej objawia się w Jezusie Chrystusie, który przychodzi, aby z powrotem pojednać człowieka z Bogiem. Przychodzi, oddaje swoje życie, otwiera na nowo niebo dając łaskę życia wiecznego i jest z nami w sakramentach. Najpełniej spotykamy, doświadczamy tej miłości miłosiernej w Sakramencie Eucharystii i w Sakramencie Pokuty. Ojcze Mateuszu obliczyłem, że odprawiłeś w swoim życiu przynajmniej 25 tyś. Mszy św. Gdyby twoje godziny spędzone w konfesjonale przeliczyć na lata, to tak jakbyś przez 5 lat licząc dzień i w nocy nie opuszczał konfesjonału.

Z pewnością miałeś „swoje nędze”, miałeś swoje ułomności, chociażby tą, że przez całe swoje życie walczyłeś z nałogiem nikotynizmu, a my pod koniec Twojego życia żartowaliśmy i prosiliśmy Cię, abyś już nie rzucał palenia, bo to mogłoby Cię zabić. Ojcze byłeś jak każdy człowiek, ze swoimi grzechami i ułomnościami, ale jeżeli mam mówić o nędzy człowieka i Bożym Miłosierdziu, to przede wszystkim muszę zaświadczyć, - „bez kadzenia” – to Ty byłeś tym, który niestrudzenie służył człowiekowi szukającemu Miłosierdzia Bożego.

Kochany Ojcze!

Wprawdzie zabroniłeś mi wygłaszać panegiryków na Twój temat, ale nie zabroniłeś mi cytować innych. W dniu Twojej śmierci na stronie internetowej krakowskiego klasztoru ukazała się taka informacja związana z Twoją śmiercią: „Odszedł kapłan, który był dla nas wielkim wzorem i autorytetem w kapłańskim i zakonnym życiu, a dla wielu wieloletnim spowiednikiem i ojcem duchownym”. Pozostawiam więc te słowa bez komentarz. Może tylko z jednym dopowiedzeniem: i w naszym krakowskim klasztorze wielu współbraci straciło swojego spowiednika.

Twoja pokora Ojcze!

Byłeś człowiekiem czasem nerwowym, impulsywnym, ale stwierdzam fakt, który budował Twój wizerunek w moich oczach od 1983 roku, kiedy wstąpiłem do nowicjatu: zawsze umiałeś przeprosić – zarówno prowincjała jak i nowicjusza.

 „Na wypadek – cytuję inny fragment Twojego testamentu – gdyby komuś zaświtała myśl, żeby na pogrzeb poprosić infułta czy biskupa, to proszę wziąć pod uwagę, że tego sobie nie życzę. Wystarczą modły mych współbraci”. (koniec cytatu).

 Drogi Ojcze!

Nie trzeba by było ich prosić – sami by przyszli z potrzeby serca. Z POTRZEBY SERCA! Jak mówiłem na początku w tej chwili Ks. Bp Jan Szkodoń odprawia Mszą św. w miejscu swojego przebywania na wschodzie Polski. I prosił mnie abym przekazał wszystkim uczestnikom pogrzebu, że „Panu Bogu dziękuje ojcze Mateuszu za Twoją obecność w jego kapłańskim i biskupim życiu. Dziękuje za wszystkie spotkania, podczas których budował się zawsze Twoją pokorą i prostotą”. Spostrzeżenie, które powiedział mi ks. Biskup to, to: „że o. Mateusz mimo że, nie widział, a świetnie się orientował i potrafił czasem dostrzec rzeczy, których normalny człowiek nie widział”. Ks. Biskup Jan otacza Cię swoją modlitwą i nas też. I pokornie również sam oto prosi. Gdyby były inne okoliczności byłby tu z nami J. E. Ks. Kardynał Marian Jaworski emerytowany Abp Metropolita Lwowski. Jest tu niedaleko w naszym szpitalu zaledwie kilkaset metrów stąd. W jego imieniu uczestniczą w tej Mszy św. siostry józefitki, które się nim na co dzień opiekują. Dziękuję siostrom za waszą obecność. Kiedy o. Andrzej kapelan szpitala zapytał Ks. Kardynała co chciałby przekazać uczestnikom pogrzebu, odpowiedział: „Proszę powiedzieć, że o. Mateusz pozostał do końca wierny”. To też pozostawiam bez komentarza – jest to bardzo wymowne.

Może jeszcze Ojcze Mateuszu o Twoim ubóstwie, o którym piszesz w swoim testamencie: „Proszę aby trumna była jak najprostsza i najtańsza, byleby tylko nie budziła u ludzi zdziwienia”. I w kolejnym punkcie: „Poza ubraniami, które znajdują się w szafie nie posiadam nic. Jeżeli te ubrania przydadzą się biednym, to dobrze, a jak nie to proszę wyrzucić na śmiecie”. Ojcze, o. Przeor i o. Proboszcz wybrali trumnę wg Twojego życzenia, a jeżeli chodzi o biednych, to raczej się już nic nikomu nie przyda. Wszystko w takim stanie, że nadaje się tylko do utylizacji. Jako prowincjał zaświadczam: oprócz dóbr duchowych, nic po śmierci nie pozostało. To co miał z dóbr materialnych rozdał przed śmiercią.

Ojcze Mateuszu! Po ludzku naprawdę trudno zrozumieć to co się stało. Po ludzku trudno zaakceptować Twoje tak nagłe, związane z cierpieniem poparzenie i Twoje odejście. Taki byłeś pełen życia kiedy powróciłeś ze szpitala w Wielki Czwartek, z tak świetnymi wynikami. Wszędzie Cię było pełno. Byłeś z nami na Mszy św. Wieczerzy Pańskiej, kiedy spontanicznie dziękowałem Panu Bogu za dar Twojego Kapłaństwa nie dopuszczając nawet myśli, że nie doczekasz już kolejnej rocznicy w czerwcu. Byłeś nie tylko z nami na Liturgii Wielkiego Piątku. Wspólnie z nami adorowałeś Krzyż poprzez trzykrotne przyklęknięcie, a następnie udałeś się w procesji do tzw. „Grobu Pańskiego”. W Wielką Sobotę z wielkim zdziwieniem znalazłem Cię w kaplicy adoracji, gdzie w pierwszej ławce czuwałeś przy Jezusie. Nie chciałeś z stamtąd odejść aż do obiadu, który spożyłeś wspólnie z nami w klasztornym refektarzu, a przecież nie jadałeś z nami wspólnych posiłków już od dobrych kilku miesięcy. O. Marcin podsumował to po Twojej śmierci: „to tak jakby się żegnał z nami”. I nikt nie spodziewał się tego, co się wydarzy sobotniego wieczoru w czasie gdy bracia tuż obok w kościele sprawowali „Wielką Liturgię przejścia ze śmierci do życia”. W najśmielszych przewidywaniach nie mógł pomyśleć o tym br. Adam, który towarzyszył o. Mateuszowi, któremu w tym miejscu pragnę z całego serca podziękować za cały trud, wysiłek, a przede wszystkim za wielką miłość jaką otaczałeś zmarłego ojca. Nie myślałem też i ja, kiedy w karetce pogotowia jadąc do szpitala – trzymając Twoje dłonie i kreśląc na Twoim czole znak Krzyża – że będzie to nasze ostatnie spotkanie. Nie myśleliśmy. A jednak Pan Bóg tak zarządził. A może jak powiedział p. Maciejko: „Potrzeba było tego w dosłownym znaczeniu ognia, abyś przeszedł już tu na ziemi swój czyściec i abyś poszedł prosto do nieba”.

O. Michał – Twój brat!

Czy on miał w tym swój udział? Zawsze byliście razem. Obliczyliśmy z o. Asystentem Mariuszem, że w sumie przebywaliście w różnych konwentach aż 37 lat razem. Również w grobowcu na Batowicach wasze trumny będą stały obok siebie. Najpiękniejszy to dla nas ten ostatni okres, kiedy razem wspieraliście się, kiedy o. Michał przychodził do Ciebie o godz. 5.00 aby Cię zbudzić. Zawsze razem, solidarny jeden z drugim i jeden za drugim. Chociaż nigdy nie denerwowaliście się razem. Jeżeli jeden był impulsywny i podnosił głos, drugi go łagodził. 15 stycznia odszedł o. Michał. Czy 15 kwietnia przyszedł po Ciebie? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast na pewno, że przyszła po Ciebie Twoja Matka i Siostra – Nasza Matka i Siostra z Góry Karmel. Twoje życie zakonne było kształtowane w Jej Sanktuariach. Najpierw w Pilźnie – Matka Pocieszenia, a potem w Krakowie – Matka Boża Piaskowa – Pani Krakowa i w Oborach – Matka Bolesna. I jeszcze jedno Sanktuarium: to Twoje i o. Michała. Tam w Słotowej gdzie wszystko się zaczęło. To przecież tam rozbudowaliście i urządziliście przepiękną kapliczkę – Matki Bożej od Czystych Wód. To tam sprawowaliście codzienną Ofiarę Eucharystyczną w czasie swoich wakacji – na swojej Słotowskiej Ziemi. Jesteśmy pewni, że przyszła po Ciebie. Siostra Krysia Służebniczka, kiedy składała Ci życzenia z okazji 60 rocznicy Twojego kapłaństwa powiedziała: „Niech Maryja, Matka Kapłanów, wyprasza Ci taką otwartość i wrażliwość serca, aby było ono nadal zdolne w pełni odpowiadać Jezusowi na Jego miłość w darze i tajemnicy powołania”. I my dzisiaj wszyscy, którzy tutaj jesteśmy i ci którzy łączą się z nami w sposób duchowy mówimy: Dziękujemy Panu Bogu za Twoje piękne życie. Dziękujemy Jezusowi Chrystusowi Najwyższemu Kapłanowi za Twoje kapłaństwo w którym służyłeś Bogu i ludziom. Dziękujemy Naszej Matce, Twojej Matce Maryi za Twją wrażliwość i otwartość serca dla wszystkich, których spotkałeś na drodze swojego zakonnego – karmelitańskiego życia. Niech Ona wprowadzi Cię do nieba i tam oręduj za nami.

Duchowość karmelitańska

Ładowanie…

Polecamy

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
102 0.068218946456909