Uroczystości pogrzebowe o. Michała Wojnarowskiego

Bazylika w Krakowie

20 stycznia 2020

Dzisiaj w naszej krakowskiej Bazylice pożegnaliśmy drogiego nam współbrata Ojca Michała Józefa Wojnarowskiego. Przed Mszą żałobną polecaliśmy zmarłego Matce Najświętszej w modlitwie różańcowej. O 10.00 rozpoczęła się Msza św. Żałobna, której przewodniczył J. Eksc. Ks. Bp. Jan Szkodoń. W Mszy św. uczestniczył też zaprzyjaźniony z naszą wspólnotą Ks. Biskup Marian Buczek oraz Ks. Kard. Marian Jaworski, emerytowany biskup Lwowa, który korzystał ze spowiednictwa o. Michała. W koncelebrze udział wzięli też przedstawiciele naszych wszystkich karmelitańskich klasztorów Prowincji Polskiej, Księża z rodzinnych stron O. Michała wraz ze spokrewnionym Ks. Rektorem Seminarium w Tarnowie oraz Księża z Orawy i Krakowa na czele z Księdzem Dziekanem Dekanatu Centrum.

W uroczystościach żałobnych uczestniczyły też licznie zebrane siostry z różnych zgromadzeń zakonnych, któym O. Michał służył w sakramencie pokuty i pojednania. Wśród nich siostry, których domy zakonne znajdują się na terenie karmelitańskiej parafii: SS. Służebniczki i SS. Felicjanki, a także z innych miejsc m. in.: SS. Sercanki, SS. Córki Bożej Miłości, SS. Karmelitanki, SS. Nazaretanki, a także siostry ze zgromadzeń bezhabitowych.

Wśród wiernych w tej ostatniej drodze o. Michała, obok rodziny, towarzyszyli wdzięczni krakowianie, chyżnianie i orawiacy, mieszkańcy rodzinnej Słotowej oraz Pilzna i okolic, a także tak wielu, którym Ojciec Michał towarzyszył jako oddany zakonnik i kapłan.
Podczas Mszy św. kazanie wygłosił Prowincjał Polskiej Prowincji Karmelitów O. Bogdan Meger.

Kazanie wygłoszone w czasie Mszy św. Żałobnej za śp. o. Michała Wojnarowskiego

W zeszłą środę po otrzymaniu wiadomości o śmierci o. Michała, kiedy chodziłem „po kolędzie” w naszej parafii w Trutowie, zamyśliłem się w czasie rozmowy z pewną kobietą, i nie wiedziałem co do mnie powiedziała. Gdy się ocknąłem powiedziałem do niej: „przepraszam, zamyśliłem się nad śmiercią o. Michała” i wówczas ta prosta kobieta powiedziała do mnie: „Proszę ojca nie trzeba myśleć o śmierci, ale o życiu”.
Eminencjo Drogi Księże Kardynale Marianie,
Wasze Ekscelencje Ks. Bp. Janie i Ks. Bp. Marianie,
Czcigodni bracia w kapłaństwie z Ks. Prałatem Grzegorzem, Dziekanem naszego dekanatu, z Ks. Kanonikiem Jackiem Rektorem WSD w Tarnowie,
Siostry i Bracia w życiu konsekrowanym,
Moja rodzino zakonna na z braćmi z Rady Prowincji na czele z o. Marcinem proboszczem, który zastępuje nieobecnego o. Zbigniewa przeora,
Ojcze Andrzeju, który z o. Michałem przebyłeś cały okres formacji począwszy od „marianatu”, poprzez wszystkie stopnie święceń,
Kochani siostry i bracia, wszyscy którzy przybyliście na tą uroczystość pogrzebową z Krakowa, Słotowej, Pilzna i okolic, Obór, Chyżnego i wielu innych miejscowości.
A w sposób szczególny serdeczne przywitanie kieruję do siostry Teresy, braci Franciszka i Jana wraz z całymi rodzinami, krewnymi, znajomymi,
Wreszcie a i przed nami wszystkimi, o. Mateuszu kochany przez nas wszystkich seniorze naszej Prowincji!
Przed nami trumna a w niej martwe ciało o. Michała. Ale nie o śmierci będziemy myśleć i mówić. Będziemy myśleć i mówić o życiu. O życiu wiecznym, o życiu, które się nie kończy w którym nie będzie choroby i ziemskiego przemijania.
Wszyscy tak jak tutaj jesteśmy wierzymy i ufamy temu który na stworzył, temu, który powołał nas do istnienia na tym świecie, Jezusowi Chrystusowi, który za nas umarł na krzyżu – za nasze grzechy. Temu o którym aniołowie w ostatnim zdaniu dzisiejszej ewangelii mówią: „Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał” Temu, który jak jesteśmy przekonani da o. Michałowi ten najwspanialszy prezent jaki można sobie wymarzyć – Życie Wieczne.
Dlatego nie o śmierci, ale o życiu przy zmarłym zamyślamy się. O życiu wiecznym ale chcemy zamyślić się również nad życiem o. Michała tym ziemskim, bo piękne to było życie.
Na Chrzcie otrzymał imię Józef. W naszym archiwum prowincji zachował się życiorys, który napisał własnoręcznie wstępując do Zakonu. Brzmi on następująco: „Urodziłem się w dniu 17 kwietnia 1937 roku w Słotowej gmina Pilzno powiat Dębica. Ojciec mój jest średniorolnym gospodarzem. Do szkoły podstawowej zacząłem uczęszczać w 1944 roku. Siedem klas szkoły podstawowej ukończyłem w Słotowej w okresie od 1944 do 1951 roku”. Tyle ale można by dodać z innych źródeł: powołanie do zakonu do kapłaństwa tak jak jego brat o. Mateusz wymodlił sobie przed Obrazem Matki Bożej Pocieszenia w Pilźnie w naszym karmelitańskim Sanktuarium. Nie było przecież parafii w Słotowej. Kiedy zapadła decyzja, czy przed słynącym cudami obrazem? Tego nie wiemy.
Mając 15 lat składa podanie do prowincjała z prośbą o przyjęcie do Zakonu. Bardzo krótko i zwięźle pisze swoje uzasadnienie: „Od najmłodszych lat podobało mi się kapłaństwo i gdy ukończyłem siódmą klasę udałem się do Marianatu - niższego seminarium w Pilźnie które zostało rozwiązane przez władze komunistyczne – dlatego staram się o przyjęcie do Nowicjatu”.
I został przyjęty. W Obrach w naszym kolejnym Sanktuarium Maryjnym u Matki Bożej Bolesnej rozpoczyna życie zakonne 30 sierpnia 1952 roku. Jako imię zakonne otrzymał imię Michał. Pamiętam jak opowiadał mi, że jego magister nadając mu to imię powiedział: „teraz umarł Józef a narodził się Michał”, ale ojciec Michał bardzo się wstydził tego imienia, bo ono było związane z jakimś człowiekiem, z którego się w Słotowej wszyscy śmiali. I myślał ojciec Michał „jak ja teraz pojadę do domu, do rodziny, do Słotowej i powiem, że ja teraz jestem Michał”. Powrócę do tego wątku na końcu.
Po roku składa w Oborach pierwszą profesję zakonną. Teraz udaje się do Krakowa, do następnego naszego Sanktuarium: Matka Boża Piaskowa – Pani Krakowa. Tutaj pozostaje przez 23 lata. Kończy maturę, rozpoczyna studia seminaryjne i składa śluby wieczyste 27 lutego 1958 roku. Święcenia kapłańskie otrzymał 24 lutego 1961 roku.
I teraz zaczyna się jego posługa kapłańska. Jest sekretarzem o. Prowincjała, ekonomem klasztoru, bibliotekarzem, archiwistą, prefektem kleryków.
W roku 1976 zostaje przeniesiony do Obór gdzie przygotowuje koronację Figury Matki Bożej Bolesnej. Przez cały okres oborski jest razem ze swym swoim bratem o. Mateuszem i tak będzie jeszcze i w Chyżnym i tu w Krakowie. W 1979 zostaje tam w Oborach magistrem nowicjuszy, przez pewien czas pełni funkcję przeora i radnego prowincji. Kiedy w 1982 roku pojechał na kurs formacyjny do Rzymu i kiedy 3 maja odprawiał Mszę św. z Janem Pawłem II, podszedł do papieża, podał mu kartkę prosząc o błogosławieństwo dla pielgrzymów. I Jan Paweł II napisał własnoręcznie: „Pielgrzymom do Matki Bożej Bolesnej w Oborach błogosławię – Jan Paweł II”. To było niespotykane błogosławieństwo udzielone w ten sposób na kartce papieru. To błogosławieństwo zostało umieszczone na obrazkach, które zostały wydrukowane w Rzymie i jak opowiadał mi o. Stanisław tutaj obecny, który wówczas jako kleryk był w Rzymie: o. Michał 2 potężne walizy z tymi obrazkami, które były większe od niego, zaniósł na lotnisku do kontroli bagażu i wydawało się, że to jest przecież nie możliwe żeby go z tym bagażem przepuścili – a on to zrobił, przywiózł te obrazki do Polski.
Po Oborach wraca znowu do Krakowa – 3 lata jako prefekt kleryków. A potem jest Chyżne jako proboszcz i przeor. Musiał być wspaniałym proboszczem skoro dzisiaj tylu was tu przyjechało, żeby się z nim pożegnać i mu podziękować na czele z Ks. Bp Janem Chyżnianinem. W Chyżnym jeszcze jeden wątek: trudne lata komunistyczne jeszcze, wielkie obostrzenia, kontrola na granicy Polsko – Czechosłowackiej. Nie możność przewożenia przez granicę wielu rzeczy religijnych i niereligijnych. Dzisiaj to już możemy mówić, ale i tak o wielu rzeczach nie wiemy, bo to tylko chyba Pan Bóg i sam o. Michał wie jaka była jego tam rola i ilu ludziom, kapłanom i biskupom pomógł. Będąc w Chyżnym przez dwie kadencje jest również członkiem Rady Prowincji.
Rok 2003 to powrót do Krakowa. Tutaj pozostaje aż do śmierci prze 17 lat. Pełni funkcję Ojca Duchownego w Seminarium, Podprzeora, spowiednika wielu zgromadzeń zakonnych.
Takie było jego życie. A jaki był on? Myślę, że wszyscy możemy jednogłośnie powiedzieć – kochał nasz Zakon. Był bezgranicznie jemu oddany, wiernie zachowujący śluby. Chociaż też jeden epizod: kiedy przenoszono go do Krakowa z Obór w 1985 roku, ktoś zadzwonił na klerykat, że przywieziono rzeczy o. Michała. Zeszliśmy po te rzeczy. W holu stała 1 walizka przepasana sznurkiem. Kochał ludzi, kochał młodych współbraci za których był odpowiedzialny. Wspominaliśmy z o. Mieczysławem w Trutowie już po jego śmierci te czasy, kiedy byliśmy klerykami: nic nam nie brakowało. Chcieliśmy rowery – mieliśmy rowery, chcieliśmy instrumenty muzyczne – mieliśmy, chcieliśmy maszyny do pisania – mieliśmy. Pracowity siedzący bezustannie w papierach, w archiwum, w bibliotece, piszący. Ale nie tylko taka pracowitość. Do pracy fizycznej – do roboty też był pierwszy. W nowicjacie dwa razy w tygodniu zamiatanie całego wielkiego terenu. Ledwo żeśmy to wytrzymywali – a on szedł jak burza, jak to określł wczoraj o. Mateusz – jak czołg. Skąd on miał tyle siły?
Był wymagający od siebie i innych, tak był nerwowy. Bardzo często reagował gwałtownie i impulsywnie, a wówczas nie tylko klerycy, bracia i ojcowie ale i kolejni prowincjałowie skończywszy na mnie, starali się zejść z jego pola widzenia.
Na koniec to co wydaje się mi najważniejsze. Jego służba w konfesjonale po wiele godzin dziennie. A im był starszy tym więcej w tym konfesjonale siedział. Rano o godz. 5.15 po krótkiej wizycie u o. Mateusza schodził do konfesjonału. I nie daj Boże jak drzwi do kościoła były zamknięte. „Pół klasztoru postawił wówczas na nogi”. Ale najpierw zanim usiadł do konfesjonału szedł na krótką modlitwę do Kaplicy Matki Bożej – przed Jej Obraz, który tak ukochał. Tak nam i Wam służył. Pewnie, w ostatnim okresie pojawiły się różne trudności związane z tą posługą z racji wieku i choroby, ale iluż ludzi przychodziło do mnie dziękując za jego posługę. Iluż ludziom pomógł!
Ojcze Michale!
Celowo wybrałem jako pierwsze czytanie fragment z Księgi Daniela. Bo tam jest Twoje imię – imię wielkiego księcia Michała.
W ankiecie do zakonu, którą własnoręcznie wypełniłeś z datą 27 czerwca 1952 roku, na pytanie: „dlaczego chcesz wstąpić do klasztoru?”, odpowiedziałeś krótko i konkretnie: „aby służyć Bogu i ludziom”. I my dzisiaj, o prawie 83 latach twojego życia, po 67 latach życia zakonnego, po prawie 59 latach twojego kapłaństwa, możemy powiedzieć jako twoi współbracia, jako twoi krewni, jako Słotowianie i wszyscy którzy kiedykolwiek korzystali z twojej posługi: Wypełniłeś to pragnienie dobrze, bardzo dobrze. I my dzisiaj jesteśmy dumni, że nosiłeś to zakonne imię Michał, jesteśmy dumni, że Ciebie znaliśmy i wierzymy że w twoim życiu które się dopiero rozpoczyna a nie kończy, „będziesz świecił jak blask sklepienia, a za to, że wielu nauczyłeś sprawiedliwości, będziesz świecił jak gwiazda na wieki i na zawsze w wieczności”.

Duchowość karmelitańska

Ładowanie…
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
101 0.14133501052856