Uroczystości pogrzebowe o. Adama Kotuli O.Carm

22 grudnia 2019

Pogrzeb o. Adama Kotuli – Pilzno 18.12.2019r. - kazanie podczas Mszy św. pogrzebowej o. Prowincjała Bogdana Megera.

Ekscelencjo, Księże Biskupie Stanisławie! Drogie Prezbiterium Kościoła Tarnowskiego na czele z Ks. Dziekanem Markiemi Ks. Proboszczem Andrzejem, Moi współbracia przybyli z naszych klasztorów na czele z Ojcem Wikariuszem Prowincji Zbigniewem, Wspólnoto pilzneńska z ojcem Przeorem Piotrem i o. Andrzejem, Kochane siostry, różnych zgromadzeń zakonnych,

Najserdeczniejsze pozdrowienie, przywitanie i wyrazy modlitewnej solidarności, kieruję zaś do kochanych sióstr i brata zmarłego o. Adama wraz z rodzinami, krewnymi i znajomymi,

Drodzy Parafianie z Budziwoja na czele z Ks. Proboszczem Mieczysławem,

Drodzy mieszkańcy tego prastarego i przepięknego Grodu, któremu na imię Pilzno i okolic wraz z p. Burmistrz i Władzami Miasta i Gminy,

Wszyscy, którzy zgromadziliśmy się dzisiaj na uroczystości pogrzebowej naszego współbrata!

W Niedzielny poranek, można by powiedzieć gdybyśmy myśleli bardzo po świecku, tak tylko, po ludzku – w niedzielny poranek „jak na ironię losu”. Jak na ironię losu bo przecież była to 3 niedziela Adwentu – Niedziela radości, niedziela, w której celebrowaliśmy Liturgie w różowym kolorze szat liturgicznych, które miały być zewnętrznym wyrazem tej radości – w niedzielny poranek „lotem błyskawicy” docierała do nas wszystkich ta – jeszcze raz podkreślam w rozumieniu ludzkim – okropna, straszna wiadomość o nagłej śmierci o. Adama.

I w pierwszym odruchu serca reagowaliśmy na nią słowami: „to przecież nie możliwe, to nie może być prawdą, to jakiś żart”. Albo wzywaliśmy imienia Bożego co w tym wypadku nie było wzywaniem nadaremnym lecz uzasadnionym i mówiliśmy „o Boże” lub „o Jezu” – trudno godząc się z prawdą, że jego już nie ma wśród nas.

Powoli docierała do nas jednak nie tylko prawda, że Bóg upomniał się o tego człowieka, kapłana, zakonnika tak można powiedzieć przed wcześnie, ale również, że jego czas Adwentu - Adwentu życia, ale i ten pierwszy liturgiczny czas Adwentu w którym bardziej niż przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia myślimy o naszym ponownym spotkaniu z Bogiem w wieczności – że ten czas Adwentu został wypełniony.

Powoli mijało zaskoczenie, czy nawet przerażanie albo chociaż niezrozumienie i zaczynaliśmy myśleć „po Bożemu”. Wzięliśmy do ręki różaniec, ja sam w naszej domowej kaplicy w Krakowie przy udziale brata Sławka z którym razem byliśmy przecież nie tak dawno bo zaledwie kilka lat temu na wspólnej placówce ze zmarłym o. Adamem odprawiłem Mszę św. aby szybko mógł spotkać się z Dobrym Bogiem w wieczności. Wiem, że zrobiło to również kilku innych kapłanów.

Co możemy powiedzieć dzisiaj stając przy trumnie w której spoczywa martwe ciało naszego współbrata?

Możemy popatrzeć na tę śmierć przez pryzmat Paschału, który postawiliśmy przy jego trumnie. Paschał to znak Jezusa Chrystusa! Jakiego Jezusa? Jezusa Zmartwychwstałego! Tego Jezusa, który przyszedł na ziemię, aby nie tylko nauczać, umrzeć oddając za nas życie, ale przede wszystkim Tego, który zniszczył śmierć, który chce podzielić się z każdym człowiekiem życiem, które będzie już zawsze życiem szczęśliwym, które nigdy nie będzie miało końca.

Ktoś tak pięknie powiedział, że człowiek dwa razy w swoim życiu staje w szczególny sposób przed Paschałem. Za pierwszym razem kiedy, przynosi się dziecko do chrztu św., który jest już bramą do życia wiecznego, zadatkiem tego życia szczęśliwego, ale zawsze jest na razie początkiem tego życia, które określamy „na tym łez padole”. Za drugim razem przed paschał przynosimy martwe ciało, a ten symbol Paschału, staje się zapowiedzią wypełnienia Bożej obietnicy życia pięknego, bez końca.

Tak było i jest w życiu i sobie naszego współbrata. Urodził się 21 sierpnia 1967 roku w Rzeszowie, ochrzczony został w Kościele Parafialnym w Lubeni. Tam, jak powiedziało nam usłyszane przed chwilą czytanie z Listu św. Pawła do Rzymian: „Otrzymał chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa”. A potem było dzieciństwo, lata chłopięce i młodzieńcze i życie z rodzicami i rodzeństwem w Budziwoju. Kiedy w 1988 roku zdał maturę i ukończył Technikum Przemysłu Drzewnego w Janowie Lubelskim, wiedział już co chce robić w swoim życiu, kim chce być: 3 lipca 1988 roku napisał w podaniu do Prowincjała Polskiej Prowincji Karmelitów: „Pragnę w Waszej karmelitańskiej wspólnocie, ofiarować swoje życie Bogu” i dodał w wypełnionej ankiecie: „i służyć ludziom poprzez Wasz Zakon”. I zaczął tę drogę poprzez Nowicjat w Oborach a potem studia w Krakowie. Ostateczne swoje tak dla życia konsekrowanego wypowiedział poprzez profesję wieczystą, którą złożył w Krakowie 19 marca 1994 roku w Uroczystość Patrona Prowincji św. Józefa. W niecałe trzy miesiące później otrzymuje w naszej krakowskiej Bazylice święcenia diakonatu z rąk Ks. Bpa Jana Szkodonia, a w roku następnym 17 czerwca 1995 roku przez posługę bpa Tadeusza Rakoczego przyjmuje święcenia prezbiteratu.

A potem były prymicje, wiele życzeń i pięknych chwil. A potem już samo życie i wypełnianie tego co ślubował. Pierwszą posługę kapłańską sprawuje w Sanktuarium Matki Bożej w Woli Gułowskiej, by po dwóch latach powrócić do Krakowa jako wikariusz parafii. Potem znowu Wola Gułowska i Chyżne. W latach 2003 – 2007 pełni urząd przeora i proboszcza w pobliskich Lipinach u tronu Pani Fatimskiej. W następnych latach służy wiernym w klasztorze w Lublinie i w Oborach. Szczególnym miejscem, w którym posługiwał był klasztor w Gdańsku. Spędził tam 9 lat. To tam powierzono mu troskę o Świecką Rodzinę Karmelitańską. Dzięki swojemu zaangażowaniu każdego 16 tego dnia miesiąca – dniu spotkania czcicieli Matki Bożej z Góry Karmel – gdańska „Katarzyna” wypełniona była po brzegi. Ostatnim miejscem jego modlitwy, pracy i ofiary było to Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia.

Taka była historia jego życia. A jaką był osobą? Był człowiekiem z ogromnym zapasem energii i humoru, zawsze pogodny i zaangażowany w sprawy Zakonu. Służył sakramentem spowiedzi i kierownictwa duchowego w wielu klasztorach zgromadzeń żeńskich. Wiele było jego zaangażowania w obronę prawną poczętych dzieci.

Wreszcie był cenionym rekolekcjonistą. Można powiedzieć, że głoszenie misji czy rekolekcji było jego pasją. Wygłosił ich niezliczoną ilość. Głosił nie tylko w Adwencie i w Wielkim Poście ale praktycznie przez cały rok. Jedne z ostatnich, co też jest znamienne, to tu w Pilźnie w kościele parafialnym: tradycyjne rekolekcje Maryjne odbywające się w od kilkudziesięciu lat na pamiątkę peregrynacji kopii Cudownej Ikony Jasnogórskiej, przygotowujące do Uroczystości Wszystkich Świętych i „Dnia Zadusznego”, kierujące nasze życie ku sprawą wieczności.

I wreszcie śmierć – też w posłudze rekolekcyjnej. W Kikole gminie na terenie której terenie znajduje się również nasz klasztor w Trutowie – tam zamieszkał na czas rekolekcji. Do Kikoła pojechał jeszcze w sobotni wieczór aby się przywitać. W Niedzielę już nie dojechał. Można powiedzieć rekolekcje zaczęte ale nie skończone. Można powiedzieć rekolekcje, których nie zdążył powiedzieć. Albo jeszcze inaczej, jak podpowiedział mi to jeden z moich współbraci: „To były najmocniejsze rekolekcje jakie kiedykolwiek wygłosił”. Tak, bo to były rekolekcje w czasie których sam dał świadectwo, że Bóg może przyjść po człowieka w każdej chwili jego życia.

„Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” – mówi ostatnie zdanie z dzisiejszej ewangelii św. Łukasza. Czy był gotowy, czy się domyślał? W jakiś sposób można powiedzieć, że był przygotowany, że był pogodzony. Dokładnie miesiąc temu przeprowadzałem w klasztorze pilzneńskim wizytację kanoniczną, która przebiegała w bardzo dobrej, spokojnej, braterskiej atmosferze. Przeprowadziłem też bardzo długą rozmowę z o. Adamem. I kiedy żegnaliśmy się wraz z o. Jarosławem Ekonomem Prowincji ze wspólnotą, o. Adam nagle powiedział: „to była najspokojniejsza wizytacja jaką przeżyłem w swoim życiu”. Kiedy zareagowałem i powiedziałem: „Adaś no chyba nigdy nie było tak źle”, odpowiedział „Nie ta była najlepsza”.

Czy miał przepasane swoje biodra i zapaloną pochodnię? Nie wiem. Ale wiem, że trwał na tej służbie niestrudzenie. W protokole powizytacyjnym, który jeszcze nie dotarł do wspólnoty pilzneńskiej, w pierwszym zaleceniu prosiłem moich współbraci, aby dbali o swoje zdrowie – niestety. W zeszłą sobotę kiedy zmierzając do Krakowa zatrzymałem się na chwilę w pilzneńskim klasztorze, ojcowie z troską w głosie mówili mi: „Adam pojechał głosić rekolekcje, ale jak on je będzie głosił, bo jest tak strasznie przeziębiony”. A jednak pojechał, trwał na kapłańskim, zakonnym i kaznodziejskim posterunku.

Siostro i Bracie!

Zaledwie 7 dni dzieli nas od Uroczystości Bożego Narodzenia. Za tydzień zasiądziemy do Wigilii, gdzie zostawimy jedno puste miejsce. To będzie też miejsce dla naszego o. Adama. Miejsce dla nieobecnych, którzy są z nami „choć w innej postaci”.

Pójdziemy pokłonić się nowonarodzonemu Jezusowi w żłóbku. W Kościele Wschodnim, Ikona Bożego Narodzenia przedstawia zazwyczaj żłóbek Pana Jezusa w kształcie grobu, a Dzieciątko Jezus owinięte jest w pieluszki, którymi są bandaże, jakimi zazwyczaj owijano ciało zmarłego, gdy wkładano je do grobu. Właśnie ten kształt żłóbka i te bandaże przypominają o przyszłej śmierci Jezusa, ale nie tylko, bo one już mówią o Jego Zmartwychwstaniu. Jeszcze raz wracam do dzisiejszego pierwszego czytania: „Otóż jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy, wiedząc, że Chrystus już więcej nie umiera”.

Kilka razy rozmawiając z Adamem w tym roku, rozmawialiśmy o świętowaniu jego srebrnego jubileuszu kapłaństwa w przyszłym roku. Adam bardzo się tym nadchodzącym jubileuszem cieszył. Nie doczekał. Nie doczekał tutaj na tej ziemi, ale wierzymy że będzie go przeżywał właśnie tam, gdzie będzie najbliżej Chrystusa i Jego Matki – Naszej Matki i Siostry w Karmelu, której chwałę poprzez rozsławianie Szkaplerza św. tak szerzył. Że będzie ten jubileusz przeżywał tam, gdzie Chrystus już więcej nie umiera a ci którzy Jemu zaufali również z Nim żyć będą. Amen

Duchowość karmelitańska

Ładowanie…
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
101 0.17752003669739